Zobacz
Do góry

Miedź waliła głową w mur

Po porażce w derbach beniaminek z Legnicy jedną nogą jest już w I lidze.

Zwycięstwo gwarantowało Śląskowi utrzymanie (4 punkty przewagi nad Miedzią), natomiast dla gospodarzy porażka była równoznaczna z założeniem sobie pętli na szyję. – Zespół jest świadomy sytuacji, w jakiej się znajduje – powiedział przed pierwszym gwizdkiem sędziego trener legniczan, Dominik Nowak. – W drużynie jest bardzo duża konsolidacja, wszyscy jesteśmy skupieni. Co bardzo nas cieszy, cały klub nas wspiera. Wszystkie ręce są już na pokładzie i tak naprawdę interesuje nas w tym meczu tylko zwycięstwo. Od pierwszej minuty będziemy starali się narzucić własne warunki i wywalczyć dla naszych kibiców oraz całego miasta pozostanie w ekstraklasie.

Z wagi tego spotkania zdawał sobie sprawę również szkoleniowiec wrocławian, Vitezslav Laviczka. – Ten mecz będzie bardzo ważny dla obu zespołów – powiedział. – Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, jak istotny to mecz dla obu zespołów. Przez natłok meczów nie było zbyt wiele czasu na treningi i dlatego bardzo ważne będzie nastawienie mentalne zawodników. Dużo rozmawialiśmy z naszymi piłkarzami, staraliśmy się dać im wsparcie i odpowiednio przygotować każdego do pojedynku w Legnicy.

Goście zaczęli spotkanie bardzo niemrawo i już w 7 minucie mogli mieć manko. Juan Camara ruszył lewą flanką i oddał kąśliwy strzał z 16. metra. Futbolówka odbiła się od słupka, a dobitka Petteriego Forsella poszybowała nad poprzeczką! W 21 minucie to wrocławianie mieli doskonałą okazję do korekty wyniku – piłkę w środku pola stracił Borja Fernandeza, w polu karnym gospodarzy Marcin Robak „zatańczył” z Rafałem Augustyniakiem i Bożo Musą, po czym wyłożył Mateuszowi Cholewiakowi futbolówkę jak na tacy, lecz ten fatalnie wykończył akcję, strzelając dwa metry obok słupka. Po pół godzinie gry „Miedzianka” była od rywala lepsza w strzałach na bramkę (8:3), lecz wszystkie one były niecelne! Nic się nie zmieniło w tej materii do końca I połowy (9:5), więc trzeba było uzbroić się w cierpliwość i czekać na większe emocje po przerwie.

Worek z bramkami rozwiązał się kilka minut po wznowieniu gry po przerwie. Michał Chrapek zdecydował się na indywidualną akcję i goniący go Bartczak sfaulował pomocnika Śląska tuż przed polem karnym. Kapitan Miedzi mógł za to zagranie obejrzeć po raz drugi żółtą kartkę. Do piłki najpierw ruszył Robak, ale wycofał się i zostawił ją Augusto. Portugalczyk lewą nogą uderzył obok muru w długi róg, zasłonięty Sosłan Dżanajew był spóźniony i futbolówka zatrzepotała w siatce. Był to pierwszy celny strzał na bramkę w tym spotkaniu!

Po stracie gola gospodarze zaczęli grać bardzo nerwowo i chaotycznie, mnożyły się niecelne podania, co było wodą na młyn piłkarzy z Wrocławia. Niewiele brakowało, by w 70 minucie goście zdobyli drugiego gola, lecz Dżanajew obronił główkę Piotra Celebana, którego obsłużył Krzysztof Mączyński.

W 75 min Mateusz Szczepaniak wykorzystał błąd defensorów rywali i znalazł się w sytuacji sam na sam z Jakubem Słowikiem, lecz bramkarz wybiegiem poza pole karne zażegnał niebezpieczeństwo, odbijając piłkę nogami. W ostatniej akcji meczu goście przeprowadzili zabójczą kontrę – Jakub Łabojko obsłużył Mateusza Radeckiego, a ten między nogami Dżanajewa posłał ją do bramki!

 

Miedź Legnica – Śląsk Wrocław 0:2 (0:0)

0:1 – Augusto, 51 min (wolny), 0:2 – Radecki, 90+4 min (asysta Łabojko)

MIEDŹ: Dżanajew – Zieliński (79. Ojamaa), G. Bartczak, Musa, Pikk – Augustyniak (70. M. Szczepaniak) – Roman, Fernandez (79. Garguła), Santana, Camara – Forsell. Trener Dominik NOWAK. Rezerwowi: Sapela, Żyro, Piasecki, Purzycki.

ŚLĄSK: Słowik – Celeban, Pawelec, Golla, Broź – Augusto, Mączyński (74. Łabojko) – Pich, Chrapek (82. Radecki), Cholewiak (90+2. Czotra) – Robak. Trener Vitezslav LAVICZKA. Rezerwowi: Wrąbel, Dankowski, Gąska, Piech.

Sędziował Piotr Lasyk (Bytom) – 7. Widzów: 5529. Żółte kartki: G. Bartczak (36. faul), Garguła (90+1. faul) – Augusto (38. faul), Golla (90+3. faul).

Piłkarz meczu Jakub SŁOWIK

 

Na zdjęciu: Petteri Forsell (z lewej) znowu zagrał słaby mecz, więc Krzysztof Mączyński bez problemów zatrzymywał fińskiego snajpera.

 

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa