Miłość Legii do Papszuna przeszła w obojętność

Według medialnych doniesień Marek Papszun nie zostanie nowym trenerem Legii. Jeszcze dwa miesiące temu wydawało się przesądzone, że szkoleniowiec Rakowa trafi na Łazienkowską.


Pierwsze pogłoski o chęci zatrudnienia szkoleniowca wicemistrza Polski pojawiły się na przełomie października i listopada, gdy prace w Legii stracił Czesław Michniewicz. Wówczas plan zatrudnienia Marka Papszuna wydawał się realny.

Operacja w toku

Sytuacja „Legionistów” w momencie zwolnienia Michniewicza była daleka od idealnej. Legia zaczęła się „urządzać” na dnie ligowej tabeli. Dodatkowo miała do rozegrania jeszcze spotkania w Lidze Europy. Tymczasowym trenerem został mianowany szkoleniowiec drugiego zespołu, Marek Gołębiewski, który nie miał doświadczenia nawet na poziomie ekstraklasy (wcześniej pracował w drugoligowej Skrze Częstochowa i został z niej zwolniony na kilka tygodni przed barażami o pierwszą ligę). Ówczesny dyrektor sportowy Legii, Radosław Kucharski miał już jednak plan, by przy Łazienkowskiej pojawił się inny szkoleniowiec.

Był nim trener Rakowa. Kucharski zaczął powoli pracować nad, jak zostało to określone w mediach, „operacją Papszun”. Wokół przenosin zaczęło robić się głośno, jednak potwierdzenia ze strony Legii próżno było szukać. Do czasu, gdy przed listopadowym meczem z Leicester w ramach Ligi Europy właściciel i prezes mistrza Polski, Dariusz Mioduski zdecydował się na wywiad. Ten prawdopodobnie został mu zaproponowany przez jednego z najbliższych doradców. Najbardziej możliwe, że był nim Artur Adamowicz. Perspektywa czasu pokazuje, że swoją wypowiedzią prezesa Legii strzelił sobie w stopę, o ile nie wyżej.

– Mogę potwierdzić, że chcemy się porozumieć ze szkoleniowcem i jego sztabem. Jeśli nie będzie możliwe zatrudnienie go zimą, to jesteśmy gotowi poczekać do końca sezonu. Uważam, że Marek Papszun, przy odpowiednich warunkach do pracy, które w Legii są, jest obecnie najlepszym kandydatem, by rozwinąć nasz zespół w najbliższych latach. Mam przekonanie, że charyzma, wiedza i doświadczenie trenera Papszuna, bardzo pozytywnie połączą się z filozofią klubu – powiedział wówczas Dariusz Mioduski.


Pod koniec listopada Dariusz Mioduski był zdeterminowany, by pozyskać Marka Papszuna do Legii. Wystarczyły dwa miesiące, by z wielkiej i gorącej miłości ostał się jedynie wypalony knot.
Fot: Tomasz Folta / PressFocus

Sytuacja się zmieniła

Wypowiedź prezesa Legii można było interpretować jednoznacznie. Słowa Dariusza Mioduskiego spowodowały poruszenie nie tylko wśród kibiców Legii, ale i wszystkich związanych z Rakowem. Potwierdzenie doniesień medialnych miało wywrzeć presje na częstochowian. To jednak nie nastąpiło, a odniosło odwrotny skutek. Wypowiedzi prezesa Legii tylko rozwścieczyło właściciela wicemistrza Polski, Michała Świerczewskiego.

Raków, który chce budować swoją markę w Polsce, jak i Europie nie mógł sobie pozwolić na takie potraktowanie przez Legię. „Wojskowi” mieli na tym stracić wiele. Wtedy było już pewne, że mistrz Polski nie ma co liczyć na przenosiny trenera Papszuna już zimą. Skutki mogą być jednak długofalowe. Legia po wypowiedzi swojego prezesa będzie miała nie lada trudności, by w przyszłości „wyciągnąć” kogokolwiek z Rakowa, kto będzie miał z nim ważny kontrakt.

Wywiad Dariusza Mioduskiego na moment przeniósł zainteresowanie na inne tematy niż sytuacja w rozgrywkach. Ta stawała się dramatyczna. Legia w lidze była na dnie. Dodatkowo odpadła z pucharów, co jeszcze we wrześniu wydawało się wręcz niemożliwe. 12 grudnia po meczu w Płocku najpierw zrezygnował trener Gołębiewski, a kilka godzin później drugi raz za kadencji prezesa Mioduskiego doszło do ataku kibiców na zawodników. Poprzednio miało to miejsce w 2017 roku.

Atmosfera na stadionie gęstniała. Kibice Legii domagali się odejścia prezesa oraz dyrektora sportowego. Klub musiał dokonać ruchów, które uspokoiłyby fanów swojego zespołu. Te nastąpiły niedługo później. Najpierw na stanowisko trenera został „przywrócony” Aleksandar Vuković, zwolniony przez Legię w 2020 roku, jednak posiadający nadal aktualny kontrakt (do czerwca 2022 roku). Następna zmiana dotyczyła dyrektora sportowego.

Ruch na zachętę

Radosław Kucharski w Legii pracował od 2012 roku z półroczną przerwą, gdy był skautem Manchesteru United. Najpierw odpowiadał za skauting, a po powrocie został mianowany dyrektorem sportowym. Przez 4,5 roku dyrektorskiej posady przez Legię przewinęło się siedmiu trenerów. Marek Papszun miał być ósmym. Nie jest to pozytywna laurka dla Kucharskiego, jak i całego pionu decyzyjnego, jeżeli w drużynie mistrza Polski w tak krótkim czasie pracuje tak wielu szkoleniowców, tym bardziej że niektórzy, jak Gołębiewski byli opcją ratunkową na kilkanaście spotkań.

Trzeba pamiętać, że każdy z nich miał swoje koncepcje na zespół. Nie wszystkie były spełniane, o czym mówił swego czasu Jacek Magiera, pierwszy z trenerów, przy którym dyrektorem sportowym był Kucharski. – Piłkarze, którzy przyszli do Legii po mistrzostwie Polski, trafili do nas dzień przed meczem o Superpuchar. Żaden z zawodników zagranicznych, którzy trafili do Legii, nie był na mojej liście. Ja chciałem Polaków. Moim pierwszym wyborem na pozycji napastnika był Mariusz Stępiński, drugim był Artur Sobiech, któremu kończył się kontrakt w Hannoverze. Chciałem też Rafała Wolskiego. Żaden z tych zawodników nie trafił do Legii – powiedział Magiera w „Stanie Futbolu”.

Wszystko to miało się zmienić z nadejściem nowego szkoleniowca. Teraz to on miał dobierać zawodników zgodnie ze swoimi wymaganiami. Nie ma chyba przypadku w tym, że pięć dni po wypowiedzi prezesa Mioduskiego o zainteresowaniu trenerem Papszunem w Legii pojawił się Paweł Tomczyk, który kilka miesięcy wcześniej odszedł z Rakowa, a na dodatek zna się ze szkoleniowcem Rakowa od lat. Został wicedyrektorem sportowym, a wedle doniesień medialnych miał w przyszłości stanąć na czele pionu sportowego. Tak się jednak nie stało.



Prezent dla Rakowa

Ostatnie dni grudnia były niezwykle gorące przy Łazienkowskiej. Kucharski, odpowiedzialny za „operację Papszun” został zwolniony. W jego miejsce zatrudniono Jacka Zielińskiego. Tę zmianę można rozpatrywać z różnych płaszczyzn. Zieliński to były zawodnik i trener Legii, związany z klubem na różnych stanowiskach od lat. Można to odczytać jako próbę ugaszenia „pożaru” trawiącego mistrza Polski od miesięcy zagrywką PR-ową i zatrudnieniem na tak eksponowanym stanowisku ważnej postaci w historii Legii.

Druga strona to wypowiedź prezesa po jego zatrudnieniu. – Od dziś jest osobą odpowiedzialną za szeroko rozumiany dział sportu. Całość tego obszaru podlega Jackowi, wyłącznie w jego kwestii pozostaje dobór współpracowników. Jako właściciel i prezes zrobię wszystko, aby stworzyć mu jak najlepsze warunki do realizacji celów sportów – powiedział Mioduski. Gdyby słowa prezesa w całości przełożyć na rzeczywistość, to oznaczałoby, że ten oddaje Zielińskiemu stery sportowe, a sam usuwa się w cień.

„Przekazanie władzy” Zielińskiemu spowodowało, że trener Paszun przestał być jedną, najlepszą opcją. – Marek Papszun jest jednym z najlepszych trenerów w ekstraklasie, wiem, jakie ma zalety. Widzę też pewne ryzyko związane z jego zatrudnieniem – powiedział nowy dyrektor sportowy Legii w rozmowie z kanałem „Prawda Futbolu”.

Miłość do trenera wicemistrza Polski przerodziła się w obojętność. Był to swego rodzaju „prezent” dla Rakowa, który czekał na decyzje swojego szkoleniowca. – Jestem umówiony z właścicielem klubu, Michałem Świerczewskim, że dam odpowiedź do końca roku w sprawie swojej przyszłości. Mam propozycję przedłużenia kontraktu z Rakowem. Michał i klub naprawdę są zdeterminowani, żebyśmy kontynuowali współpracę. On dowie się pierwszy o tej decyzji – powiedział na początku grudnia trener Papszun.


Ten transparent kibice Legii wywiesili 2,5 roku temu. Ich zdanie o prezesie Dariuszu Mioduskim się nie zmieniło
Fot. Adam Starszynski / PressFocus

Wątpliwości (prawie) nie ma

Szkoleniowiec w ostatnim czasie miał spotkać się z Zielińskim, następnie porozmawiać z właścicielem Rakowa. Spotkanie na linii trener-dyrektor miało zakończyć się fiaskiem. Szkoleniowcowi Rakowa, według informacji Adama Dawidziuka z legia.net, pomysł współpracy z Zielińskim, zamiast z Kucharskim, którego znał, nie do końca odpowiadał. Brak przekonania dyrektora sportowego Legii w połączeniu z wymaganiami trenera Paszuna oraz wysokością kontraktów dla niego i sztabu szkoleniowego miał przynieść negatywne dla Legii rozwiązanie. Szkoleniowiec Rakowa potwierdził odrzucenie oferty z Warszawy w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.

Trener Papszun najprawdopodobniej przedłuży kontrakt z obecnym pracodawcą. Jak podaje Maciej Wąsowski z „Weszło” do ustalenia pozostała jedynie długość nowej umowy oraz potencjalna data jej podpisania. W grze o trenera Papszuna pozostaje jednak inny, ciekawy gracz, a więc Polski Związek Piłki Nożnej. Gdyby nie odejście Paulo Sousy, to zapewne na dniach Raków ogłosiłby przedłużenie umowy z obecnym szkoleniowcem.

Niezależnie jednak od potencjalnych negocjacji innych stron, to najbardziej na całym ambarasie straciła Legia. Od kilku lat w postawie właściciela klubu jest widoczny brak jasnej i klarownej koncepcji na rozwój mistrza Polski. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest tak wiele zmian w pionie sportowym, zatrudnianie co rusz nowego trenera, co spowodowało aktualną zapaść sportową w Legii.

Dodatkowo wiele wypowiedzi Dariusza Mioduskiego jest co najmniej nietrafiona, czym naraża się na śmiech wszystkich zainteresowanych tematem i przyszłością klubu. Tak też było z lawiną, którą wywołał 25 listopada, która kilka tygodni później przykryła jego samego.


Na zdjęciu: Radosław Kucharski, odpowiedzialny za „operację Papszun”, odszedł z Legii pod koniec grudnia 2021 roku.

Fot. Wojciech Dobrzyński/Legionisci.com/PressFocus