MKS Będzin. Kłopot z przyjęciem

Będzinianie gotowi do ligi. Cel – utrzymanie się. Na ostatniej prostej pojawił się jednak problem z przyjmującym.

Na zakończenie przygotowań MKS wziął udział w turnieju w Częstochowie, w którym zajął drugie miejsce. Pokonał Stal Nysę oraz przegrał z GKS Katowice. – Z przygotowaniami nie było żadnych problemów ani nie różniły się one od wcześniejszych – powiedział Jakub Bednaruk, trener ekipy z Zagłębia Dąbrowskiego.

– Oczywiście nasłuchujemy telefonów, wiadomo, że jak kogoś gorączka złapie, to jest nerwowo, a teraz jak będzie jesień, to już w ogóle będzie strasznie nerwowo. Na pewno na większą rozmowę jest tworzenie zespołu w tym roku, te odejścia, budżet. Trzeba powiedzieć jasno – my bijemy się o utrzymanie. Mamy się utrzymać nawet na trzynastym miejscu i to jest nasz cel. Wszyscy muszą dokładnie sobie to uzmysłowić – podkreślił szkoleniowiec.

Nie znaczy to, że będzinian zupełnie ominęły kłopoty. Najpoważniejszy pojawił się w końcówce okresu przygotowawczego. Dotyczył jednego z trzech zakontraktowanych Brazylijczyków, Fabio Rodriguesa. Okazało się, że przyjmujący przyjechał do Polski nie w pełni zdrowy. Miał problemy z plecami o czym nie poinformował szefów klubu.

W ostatnich sparingach w ogóle nie grał. We wtorek jego sytuacja została wyjaśniona. Umowę rozwiązano za porozumieniem stron. Brazylijczyk prawdopodobnie wróci do ojczyzny, a będzinianie muszą szukać nowego przyjmującego. – Jesteśmy w trakcie poszukiwań, które idą nam ciężko, bo nie mamy możliwości, by ściągać topowych graczy. Nie takie jednak problemy już przeżywałem jako trener, musimy po prostu znaleźć rozwiązanie – nie stracił optymizmu Bednaruk.

MKS chciał Nikołaja Penczewa. Reprezentant Bułgarii jest doskonale znany i ceniony w naszym kraju, bo grał m.in. w VERVIE Warszawa, Asseco Resovii, a ostatno Aluronie CMC Warcie Zawiercie. Rozmowy były zaawansowane, ale do walki o siatkarza włączył się Cuprum Lubin i przebił ofertę będzinian. Kandydatami do gry w MKS są podobno Julien Lyneel, który w poprzednim sezonie bronił barwa Jastrzębskiego Węgla raz Niemiec Denis Kalberda.

Bednaruk już nie może doczekać się startu ligi. Brakuje mu emocji związanych z rywalizacją. – Ligę zaczynamy z grubej rury, bo gramy z drużynami z Warszawy, Jastrzębia i Kędzierzyna-Koźla, ale w zeszłym roku początek ligi nas wzmocnił, więc nie mogę się doczekać. My też żyjemy na emocjach, adrenalinie, dlatego tylu sportowców idzie w hazard. Nie możemy żyć bez adrenaliny. Brakowało tego, żeby poprowadzić mecz – powiedział szkoleniowiec, który nie obawia się koronawirusa.

– Niepokój nie jest związany z tym, że ktoś może zachorować, bo my mieliśmy w styczniu taką grypę, że położyło połowę zespołu. Sam nie wiem, czy nie mieliśmy już wtedy koronawirusa, bo jeden chłopak stracił smak, drugi wylądował w szpitalu, bo pluł krwią. Mieli po czterdzieści stopni gorączki, ale tak w sporcie jest – tydzień chorujesz i jedziesz dalej. My przeszliśmy to w styczniu. Mam tylko taki stres, żeby praca nie poszła na marne – wyznał.


Na zdjęciu: Jakub Bednaruk nie ma złudzeń i wie, że jego drużynę czeka trudna gra o utrzymanie.

Fot. Łukasz Sobala/pressfocus