Zobacz
Do góry

Młode, zdolne i ambitne

Teraźniejszość należy do Joanny Wołosz, ale przyszłość ma twarz 27-letniej Marleny Pleśnierowicz i przede wszystkim 21-letniej Julii Nowickiej.

Trener biało-czerwonych, Jacek Nawrocki, na bieżący sezon reprezentacyjny powołał aż pięć rozgrywających. Zdecydował się na mieszankę z młodością. W kadrze znalazły się ograne Marta Wójcik i Joanna Wołosz oraz coraz głośniej pukające do krajowej elity Alicja Grabka, Julia Nowicka i Marlena Pleśnierowicz. Dwie ostatnie już w poprzednim sezonie, gdy występy w kadrze na rok zawiesiła Wołosz, przeszły chrzest bojowy. I spisały się wybornie, stając się pierwszoplanowymi postaciami w układance Nawrockiego. Na co liczą teraz? –

Mam nadzieję, że w tym roku będzie jeszcze lepiej niż w poprzednim. A wtedy w wielu spotkaniach pokazałyśmy naprawdę dobrą siatkówkę. Dla mnie osobiście był on bardzo emocjonujący i udany. Nabrałam doświadczenia. Grałam przeciwko najlepszym drużynom na świecie, a wcześniej takiej okazji nie miałam. Zobaczymy jak będzie teraz. Jestem jednak przekonana, że w bieżących rozgrywki będą równie udane – uważa Marlena Pleśnierowicz. – Chcę w kadrze zdobyć jak najwięcej doświadczenia, jak najwięcej nauczyć się od starszych koleżanek. Ale oczywiście fajnie byłoby grać jak najwięcej, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Z drugiej strony potrzebna jest pokora. Należy wykazać się determinacją i ciężko trenować. To przyniesie dobry rezultat w przyszłości – dodaje Julia Nowicka.

Doświadczenie kontra młodość

Pleśnierowicz i Nowicka w poprzednim roku były podstawowymi rozgrywającymi kadry. W bieżącym o miejsce w składzie będzie jednak znacznie trudniej. Konkurencja znacznie wzrosła. Bezapelacyjnym numerem jeden jest Joanna Wołosz. To jedna z najlepszych rozgrywających świata. Trudno będzie też „wygryźć” ze składu Martę Wójcik. Zawodniczka ŁKS Commercecon Łódź doświadczenie ma bowiem ogromne. Z drugiej strony w kadrze wiele do tej pory nie pograła. Ma na koncie zaledwie 8 występów. Musiała bowiem rywalizować z Magdaleną Śliwą i Joanną Bełcik, czyli członkami złotej ekipy Andrzeja Niemczyka. Nowicka i Pleśnierowicz nie stoją więc na straconej pozycji. Sezon zaczynają z optymizmem. To one bowiem odpowiedzialne będą za prowadzenie gry naszej drużyny w turnieju Montreux Volley Masters. – Na pewno będzie trudno o miejsce w kadrze. Przede wszystkim wraca Asia Wołosz, która jest najlepszą rozgrywającą na świecie. Oglądała wiele meczów w jej wykonaniu w lidze włoskiej. Jest niesamowita i bardzo mi się podoba jej styl. Liczę, że się od niej sporo nauczę – mówi Pleśnierowicz.

Nawrocki: Doświadczenie też w cenie

Walkę o miejsce w kadrze zapowiada Nowicka. – Jestem osobą, która sama na siebie wywiera presję i stawia cele. Przyjechałam do Szczyrku, by powalczyć o miejsce w kadrze i grać jak najwięcej. Z takim nastawieniem zawsze przyjeżdżam na kadrę. Chcę wyciągnąć z kadry jak najwięcej się da, od dziewczyn i od trenera – zapewnia siatkarka.

Nikt nie jest straszny

Bieżący sezon reprezentacyjny będzie dla biało-czerwonych bardzo trudny, długi i wymagający. Po zawodach w Montreux czekają jej zmagania w Lidze Narodów, a później imprezy docelowe, czyli kwalifikacje olimpijskie Tokio 2020 oraz mistrzostwa Europy. Obu Polska jest gospodarzem, więc zawodniczki będą musiały się zmierzyć z podwójną presją. – W turnieju eliminacyjnym do igrzysk faworytem jest Serbia. Ale to tylko jeden mecz. Loteria, w której wszystko może się zdarzyć. Może trafimy na słabszy dzień Serbek, może zagramy mecz życia? Nie stoimy na straconej pozycji. W zeszłym roku pokazałyśmy, zwłaszcza w Lidze Narodów, że żaden zespół nie jest nie do pokonania.

Spodziewałyśmy się dotkliwych porażek, nie byłyśmy pewne siebie, ale z turnieju na turniej, gdy wygrywaliśmy ze światowymi potęgami nabrałyśmy tej pewności i doświadczenia. Wszystkie drużyny są do pokonania i Serbia również – podkreśla Pleśnierowicz. – Triudno powiedzieć, który turniej jest najważniejszy. Wszystkie są równie ważne i z każdego chcę wynieść jak najwięcej. Przede wszystkim bardzo się cieszę, że znów będziemy miały okazję mierzyć się z zespołami ze światowej czołówki, bo tylko w rywalizacji z najlepszymi można podnieść swój poziom – ocenia Nowicka.

Krok w karierze

Przed rokiem Nowicka i Pleśnierowicz grały w jednym klubie, BKS-ie Profi Credit Bielsko-Biała. Po udanym sezonie reprezentacyjnym ich drogi się rozeszły. Pleśnierowicz postanowiła zmienić otoczenie. Podpisała umowę z mistrzem Polski, Chemikiem Police. I na rok praktycznie zniknęła z parkietów. Trener Chemika, Marcelo Abbondanza, rzadko dawał jej szansę na pokazanie swoich umiejętności. Wyżej cenił umiejętności Sladjany Mirković. – Czy był to stracony sezon? – Nie można tak powiedzieć. Był to dla mnie kolejny krok w karierze. Po raz pierwszy trafiłam do takiego klubu, jak Chemik, który jest wielokrotnym mistrzem Polski i ma ogromne ambicje. Ten rok był dla mnie rokiem nauki – uważa rozgrywająca.

Dla policzanek rozgrywki ligowe okazały się katastrofą. Nie tylko nie udało się obronić mistrzostwa kraju, ale nie zdobyły nawet medalu, kończąc zmagania na czwartym miejscu. – Brak medalu jest dla tego klubu i dla nas porażką. Ale taki jest sport. Po prostu wygrywa lepszy, ten, który ma wyższą formę w decydującym momencie – mówi Pleśnierowicz. – Sezon nie był jednak kompletnie przegrany. Mamy przecież Puchar Polski – dodaje.

Nie jest tajemnicą, że w Chemiku nie było najlepszej atmosfery, że iskrzyło na linii trener – drużyna. Włoch Abbondanza twardą ręką trzymał zespół. Należy też do osób, które bardzo ekspresyjnie wyrażają swoje emocje. – Bardzo trudno mi się współpracowało z trenerem – szczerze przyznaje Pleśnierowciz. – Marcelo Abbondanza to oczywiście doskonały szkoleniowiec, który wiele mnie nauczył, ale nie wszystko było OK pod względem emocjonalnym. Niekonieczne przy tym wolę spokojnych trenerów. To nie tak, że jak ktoś krzyknie, to mnie paraliżuje. Nie o to chodzi. Bardziej chodzi o podejście do człowieka. Ale było minęło…
Pleśnierowicz na kolejny sezon pozostaje w Chemiku. – Cel, odzyskanie mistrzostwa Polski – zapewnia.

Przełomowy sezon

Inaczej potoczyły się losy Nowickiej. 21-latka pozostała w bielskim klubie. To był strzał w 10. Nowy trener, Bartłomiej Piekarczyk, powierzył jej rolę pierwszej rozgrywającej. – Można powiedzieć, że to był przełomowy sezon. Po raz pierwszy w seniorskiej karierze grałam tak dużo. Bardzo się cieszę, że szkoleniowcy i działacze BKS-u zaufali mi i postawili na mnie. To było bardzo ważne doświadczenie. Ten sezon będzie niezapomniany. Grałam w pełnym wymiarze i musiałam na siebie wziąć ciężar rozegrania – cieszy się siatkarka, która jednak piątą lokatę wywalczoną przez BKS Profi Credit uważa za lekko rozczarowujące. – Zawsze można było powalczyć o wyższe cele. Naszym głównym zadaniem było miejsce w czołowej szóstce i ten plan zrealizowałyśmy. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Oprócz Chemika wygrałyśmy z wszystkimi pozostałymi drużynami z czołówki, co też rozbudziło nadzieje. Niestety, w ćwierćfinale ŁKS wykazał się chłodniejszą głową, większym doświadczeniem i to zdecydowało o naszej porażce. Nam tego zabrakło – ocenia.

Nowicka w ciągu roku bardzo się jednak rozwinęła. Przez całe rozgrywki prezentowała równą formę. Wyróżniła się nie tylko dokładnym wystawianiem piłki do koleżanek, ale też nie stroniła od ataków. W sumie zdobyła aż 115 punktów, co na rozgrywającą jest wręcz imponującym wynikiem. Jej silną stroną jest też zagrywka. Zaserwowała 22 asy. – Zobaczymy, czy trener Nawrocki da mi tyle swobody, co miałam w klubie. W reprezentacji jest inny poziom, inna presja, po prostu inne granie. Tak naprawdę nie wiem, jak będzie wyglądała ona w moim wykonaniu – przyznaje Nowicka.

Michał Micor, Włodzimierz Sowiński

 
Na zdjęciu: Przed Julią Nowicką i Marleną Pleśnierowicz trudna rywalizacja o miejsce w kadrze.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w siatkówka