Zobacz
Do góry

Mucha nie siada. Riposta mistrza, czyli skok „telewizora” bez nart

Wszystko układało się idealnie po myśli „telewizorów” – w niedzielny wieczór na oczach milionów widzów TVP Dawid Kubacki w ostatnim konkursie Turnieju Czterech Skoczni wyskakał zwycięstwo, a pełny taraban „Wiadomości”, który z Woronicza pofatygował się setki kilometrów aż do austriackiego Bischofshofen, mógł już chwilę później na samiuśkim zeskoku dorwać bohatera i przeprowadzić z nim „na żywca” wnikliwy wywiad do głównego wydania propagandowego badziewia.

Było niemal perfekcyjnie, słupki oglądalności wciąż rosły, prezes Kurski wystukiwał piki na Twitterze – do momentu aż spiker z okienka, niejaki Adamczyk, z głupia frant zagadnął, jak długo mistrz utrzyma jeszcze życiową formę…

To co nastąpiło potem, czyli riposta Kubackiego, już jest hitem „internatów” i przejdzie zapewne do legendy telewizyjnych nokautów. Nokautów tym bardziej niespodziewanych, że wyprowadzonych z ust sportowca medialnie wręcz wymarzonego; kogo nie zapytać o Kubackiego, ten powie, że to najbardziej ułożony ze wszystkich naszych „lotników”, zawsze uprzejmy, grzeczny, uśmiechnięty, żartujący, na swój sposób – ach ta blond grzywa! – inny, niebanalny; ci, którzy poznali go nieco lepiej – że również piekielnie inteligentny. No same och i naj. Teraz okazało się, że także cięty jak brzytwa – na głupotę. Jak to mówią „młodzi” – pozamiatał.
Konferansjera, który jeszcze przed chwilą z błyskiem w oku łapał byka za rogi, przez moment nawet było mi trochę żal, choć wcale nie z powodu jakiegoś powinowactwa lub wymyślonej solidarności zawodowej. Poczułem, jakbym sam podstawiał to sitko na oczach świata, a zaraz potem, że mam ciemno przed oczami, lecę z zeskoku, i bez nart. Szybko na szczęście uczuć wyższych się wyzbyłem – pan A. uprawia jednak zupełnie inną profesję od dziennikarstwa, jakiego mnie uczono, i jak je rozumiem.

Być może riposta mistrza była zbyt ostra – pytanie, jak pytanie, pewnie każdemu z nas zdarzało się zadawać „głupsze”. Może Kubacki jeszcze sprzed roku żachnąłby się tylko i odparł coś neutralnego, w stylu „no trudno przewidzieć, mam nadzieję, że jak najdłużej”? A może po prostu był już zmęczony, może chciał już iść się pocieszyć sukcesem? A może byliśmy świadkami rzadko uchwytnego momentu, gdy sportowiec z cienia innych – choć mistrz świata i znaczony sukcesami w drużynie, przez całe lata jednak „król lata, nielot zimy” – w końcu stał się Numerem Jeden i obrósł w maniery Największego. Ze skromnego, miłego Dawida stał się „wielkim Kubackim”, w końcu jednym z ledwie trzech polskich zwycięzców wielkiego szlema skoczków! Pamiętacie metamorfozę nieporadnego w słowach Adasia w pana „zadarty nos” Małysza? A ciągłe fochy czempiona nad czempionami – Stocha? Mistrzostwo sportowe dodaje pewności siebie, a nawet arogancji, nie tylko na skoczni.

Co nie znaczy wcale, że to źle. Nie wiem, czy Kubacki chciał dokuczyć szczególnie akurat prezenterowi „Wiadomości” i nadarzyło się, więc złapał go na wykroku; czy może nie po drodze mu z tą akurat telewizją, to w sumie bez znaczenia. Równie dobrze mogło trafić na Polsat, TVN czy inną superstację. Nie wiem, co pan A. myślał sobie, zanim stanął oko w oko z mistrzem – w końcu bez zażenowania przepytał już tylu politycznych hochsztaplerów, więc pogadanka z jakimś skoczkiem to pewnie będzie bułka z masłem (niechby z bananem)? W każdym razie ktoś, kto w TVP wpadł na pomysł, by przepytującym mistrza był akurat człowiek kojarzony z twarzą oficera propagandy – zamiast fachowiec od sportu, których w tejże stacji przecież nie brakuje – mam nadzieję, że się na zawsze z tego wyleczył.
O ile oczywiście potrafił dostrzec, że sportowiec skompromitował hucpę. Jednak stało się dobrze i już! Na dodatek śmiechu przy tym po pachy.

Komentarze