Mucha nie siada. Robert, ten nasz Bobby-mistrz!

 

I znowu nas skrzywdzili, jakiś spisek podły uknuli i Lewandowskiego uznali za ósmego najlepszego piłkarza na świecie… Ósmego! Czyli równie dobrze mogli go w ogóle nie brać pod uwagę, jak już przecież ostatnimi laty się zdarzało. Po co Robertowi ta zniewaga, a i nam wcale to miejsce w dziesiątce France Football nie imponuje… Bo nasz Bobby jest naprawdę świetny, strzela jak na zawołanie, to nasza opoka, alfa i omega, bez niego nic. Ale że to Polak, no to out go, zawsze tylko Messi – Ronaldo, Ronaldo – Messi, ewentualnie na doczepkę jakiś holenderski malarz, van Dijk…

To tak przekornie tytułem wstępu, bo oczywiście złudzeń nie miałem, że Robert będzie w tej hierarchii wysoko – w końcu naprawdę niewiele osiągnął z Bayernem, a sama Bundesliga, czy tym bardziej bramki dla Polski to żadna przepustka do wielkości. Lewandowski tak naprawdę rozegrał tylko jeden genialny mecz w Lidze Mistrzów, gdy strzelił cztery gole Realowi – ale jeszcze dla Borussii Dortmund, całe lata temu… Trafić cztery razy do siatki Crvenej Zvezdy to jednak zupełnie co innego.
W tym sensie podobało mi się nastawienie naszego kapitana, który docenia – przynajmniej oficjalnie – miejsce w dziesiątce, czy nawet zaproszenie na galę, bez kręcenia nosem czy jakichś oznak ostentacyjnego zawodu; no taki grzeczny polski synek. Nie to co ten rozkapryszony loczek z Madery, który jak nie wygrał, to wziął i wszystkich zignorował, co też jest dowodem, jak ta „zabawa w plebiscyty” jest dla sportowców śmiertelnie poważną rozgrywką.

A mnie miło było popatrzeć na spowitą w milczący uśmiech acz wymownie niezakrytą Anię oraz Roberta pod muchą, nawet jeżeli wydawał się nieco spłoszony całym tym paryskim blichtrem i chciał ze sceny czmychnąć zanim mistrz ceremonii – sam onegdaj znakomity napastnik – Didier Drogba da mu szansę pochwalić się angielszczyzną, oddając przy tym wspaniały hołd jego piłkarskiej maestrii.

Może gdyby „Lewy” jakiś czas temu wymusił transfer z Bayernu, dziś byłby w hierarchii wyżej. A może by przepadł? Mówi się, że Polak jest najlepszą dziewiątką na świecie, ale żeby wygrać taki plebiscyt, trzeba być kimś więcej, i nie w klubie, który rok w rok w godzinie próby dostaje w łeb.
Bayern to jednak jest chyba dosyć intensywny sposób myślenia, nie klub jeden z wielu, choć w światowym futbolu trendy wyznaczają bardziej na Zachodzie – na Wyspach i na Półwyspie Iberyjskim, co ostatnie rozstrzygnięcia Ligi Mistrzów dobitnie pieczętują. Ale wymowny jest tu zabawny lapsus Pepa Guardioli, który na konferencji prasowej mówiąc o „swoim” – w domyśle – Manchesterze City, ni stąd, ni zowąd zaczął wymawiać „dla Bayernu, w Bayernie” – w domyśle „my, Bayern”. Widać okres pracy w Bawarii, także z Lewandowskim, odbił się mocnym piętnem na Katalończyku, a może i wciąż gdzieś tam głęboko tkwi w jego podświadomości. W każdym razie nie widziałem jeszcze, żeby w City łapał się za głowę tak, jak wtedy, gdy „Lewy” pakował pięć goli w 20 minut w Bundeslidze.

I dziw się tu teraz, że nasz Bobby zaprzestał marzyć o podboju wysp i półwyspów, że zakończył etap szantażowania monachijskich bossów, że już nikogo nie straszy, że odejdzie jeżeli coś tam, coś tam… Przeciwnie: mówi wprost, że na transfer do Realu jest za późno, że tylko z Bayernem chce jeszcze coś w futbolu osiągnąć, że – tu już dopowiedzenie autora – ma już w końcu 31 lat, i że znacznie bliżej mu do benefisu niż do oszałamiającego show w La Liga czy Premier League.

Czy to źle, że tak spuścił z tonu i bardziej czuje się już sportowcem, który widzi kres niż swoje apogeum? Biologii nie oszukasz, poza tym – przypuszczam – w grę wchodzą także sprawy istotne: planowanie przyszłości poza futbolem, rodzinna stabilizacja, w drodze kolejne „baby boom”, czy nawet luksus prowadzenia biznesów w odległości ledwie kilku godzin jazdy samochodem. Miło szaleć, kiedy czas ku temu…

Jakkolwiek Lewandowski to człowiek wciąż relatywnie młody i świat wciąż może zdobywać, to trudno nie dostrzec, że na niwie futbolowej czeka go już raczej mniej niż więcej. No chyba że zostaniemy latem mistrzem Europy, on sam królem strzelców Euro, a Ania Miss Mummy’s World – wtedy przyjdzie zrewidować wywód.

Komentarze