Na kolejkę zaprasza Marek Motyka: Kręci się koło remisu

Rozmowa z Markiem Motyką, który jako zawodnik rozegrał w Wiśle 232 spotkania i zdobył z krakowskim klubem mistrzostwo Polski w 1978 roku, a jako trener trzy razy pracował w Górniku Zabrze.


Za kim przemawia pana historia spotkań Wisły z Górnikiem?

Marek MOTYKA: – Z piłkarskich wspomnień dotyczących spotkań Wisły z Górnikiem wyłania mi się obraz zaciętej walki niemal w każdym meczu – mówi Marek Motyka. – Nawet kiedy zostałem trenerem Górnika, powiedziałem, że zawsze były to wyrównane mecze i nie było takiego jednego, który szczególnie zapadłby w mojej pamięci, bo gola zabrzanom nie strzeliłem. Szybko jednak zostałem „wyprostowany”.

Kibice przypomnieli mi, że 19 marca 1983 roku w Zabrzu wygraliśmy 3:1, a ja w 15 minucie gry otworzyłem wynik. Natomiast w roli trenera nie miałem okazji poprowadzić Górnika przeciwko Wiśle i… może to i dobrze, bo serce by krwawiło. Teraz też będę patrzył na starcie moich klubów życząc powodzenia jednym i drugim.

A gdyby zamiast sercem popatrzył pan na mecz Wisły i Górnika oczami fachowca kogo nazwałby pan faworytem?

Marek MOTYKA: – W rundzie wiosennej lepiej prezentuje się Wisła. Można nawet powiedzieć, że krakowianie są „rycerzami wiosny”. To w jakiej formie będzie drużyna Petera Hyballi było zagadką, a dosyć buńczuczne zapowiedzi trenera o nowym stylu i wysokim pressingu, który wywinduje zespół na czołowe miejsca wydawały się przechwałkami. Ale już w pierwszym meczu z Piastem Gliwice, było widać, że praca szkoleniowca daje efekty, bo po 20 minutach było 3:0 i skayboxie, w którym oglądałem ten mecz, zaczęła się licytacja czy Wisła pobije rekord w wysokości ligowego zwycięstwa.

Skończyło się wprawdzie porażką 3:4, ale waleczność i styl gry były zapowiedzią tego co się stało w kolejnych czterech meczach, w których „Biała gwiazda” zdobyła 10 punktów. Z kolei Górnik, który jesienią imponował formą, wiosną spisuje się słabiej, ale nadal jest wysoko w tabeli, a trener Marcin Brosz nie jeden raz już udowodnił, że potrafi scementować zespół i dobrać zawodników tak, żeby byli groźni dla faworytów. Liczę więc na ciekawy mecz, zakończony bramkowy remisem.

Który mecz będzie miał największe znaczenie dla układu w ścisłej czołówce?

Marek MOTYKA: – Liderująca Legia jedzie do Wrocławia. Podrażniona pucharową porażką drużyna z Warszawy zmierzy się z solidnie grającymi wrocławianami. Co prawda zespół Czesława Michniewicza jest dla mnie głównym kandydatem do tytułu, ale Śląsk z Erikiem Exposito, który w niedzielę strzelił 2 gole Pogoni i poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa 2:1, może skorzystać z atutu gospodarza. Myślę jednak, że mecz zakończy się wynikiem „koło remisu”.

Ważny dla miejsc na podium będzie także mecz w Szczecinie, gdzie Pogoń po trzech meczach, w których zdobyła zaledwie jeden punkt podejmie Lecha. Wicelider potrzebuje punktów, ale poznańska lokomotywa przesuwa się w górę tabeli i po odpadnięciu z Pucharu Polski może już tylko w wysokim miejscu upatrywać szansy na grę w europejskich pucharach. Goście będą więc szukać trzech punktów, ale myślę, że spotkanie zakończy się podziałem punktów.

Najlepiej z czołowych drużyn wygląda jednak trzeci w tabeli Raków. Nie tylko ma za sobą dwa ligowe zwycięstwa z rzędu, ale przebił się także do półfinału Pucharu Polski. O finał zagra w kwietniu z Cracovią, z którą już teraz, w Bełchatowie, zmierzy się o ligowe punkty. Patrząc w tabelę można powiedzieć, że to drużyny z dwóch biegunów klasyfikacji, ale pamiętać też trzeba, że krakowianie złapali oddech dzięki pucharowemu zwycięstwu. Na pewno na większej fali są jednak częstochowianie i to drużyna ze strzelającym stoperem Andrzejem Niewulisem jest faworytem.

Po trzech meczach z udziałem drużyn z podium czas rzucić okiem na dół tabeli. Kto jest w najtrudniejszej sytuacji?

Marek MOTYKA: – Stal Mielec jedzie do Gliwic i choć Leszek Ojrzyński potrafi nastawić swój zespół na walkę to trenerskie doświadczenie przemawia za Waldemarem Fornalikiem i stawiam na Piasta. Natomiast w przypadku potyczki Podbeskidzia z Lechią Gdańsk, która jest tuż za podium i po trzech zwycięstwach chce kontynuować swoją serię, trzeba też zwrócić uwagę na siłę bielszczan. Pod wodzą Roberta Kasperczyka u siebie wygrali już wiosną z Legią i Górnikiem oraz zremisowali z Jagiellonią więc gdańszczanom też nie pozwolą wywieźć spod Klimczoka kompletu punktów.

A czego się spodziewać w meczach z udziałem „drużyn środka”?

Marek MOTYKA: – W przypadku spotkania Zagłębie – Jagiellonia, czyli zespołów patrzących jeszcze w górę tabeli spodziewam się efektownego widowiska, w którym jedną bramką wygrają goście. Wprawdzie lubinianie pokonali ostatnio Cracovię 4:2, a białostoczanie przegrali u siebie 0:1 z Piastem, to jednak wyżej cenię zespół Bogdana Zająca. Natomiast w meczu Warty z Wisłą Płock, czyli drużyn, które muszą się oglądać za siebie, bo strefa spadkowa wbrew pozorom wcale nie jest tak daleko, spodziewam się zwycięstwa poznanian. Niby beniaminek, niby bez swojego boiska, niby bez wielkich postaci w składzie, a jednak w grze ekipy Piotra Tworka jest coś solidnego i to jest atut, który zadecyduje.


Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

Komentarze