Na ostatni guzik

Za rok mają się rozpocząć igrzyska olimpijskie w Tokio. – Odbędą się w formule, na jaką pozwoli zdrowie i bezpieczeństwo – mówi prezes PKOl Andrzej Kraśnicki.


Podczas czwartkowej konferencji prasowej „Rok do Tokio” Andrzej Kraśnicki podkreślił, że po niedawnej sesji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego wszystko wskazuje na to, że stolica Japonii jest bardzo dobrze przygotowana do organizacji najważniejszej imprezy sportowej czterolecia.

Inne niż wszystkie

– Program igrzysk pozostał ten sam, wszystkie obiekty sportowe też są przygotowane. Organizacyjnie, jak zwykle w Japonii, wszystko dopięte na ostatni guzik – ocenił.

Przyznał jednocześnie, że w związku z sytuacją zdrowotną na świecie przed ruchem olimpijskim i organizatorami stoją teraz ogromne wyzwania.

– Dziś zakładamy, że igrzyska odbędą się w takiej formule, na jaką pozwoli zdrowie i bezpieczeństwo. Mamy pełną świadomość, że nie będą to takie same igrzyska jak wcześniejsze. Możliwe, że wciąż będzie reżim dotyczący zdrowia, mogą więc zajść pewne zmiany. Ale na dziś przyjmujemy, że wszystko odbędzie się tak jak byłoby w tym roku. Zachowano też nazwę igrzysk i logo – przypomniał szef PKOl.

Przypomniał też o kosztach wynikających z przełożenia zmagań olimpijskich w Kraju Kwitnącej Wiśni. MKOl ma wydać w związku z tym ok. 800 milionów dolarów, a całość wydatków wynikająca ze zmiany ich terminu to ok. 5-6 miliardów USD.

Jak dodał Kraśnicki, obostrzenia związane z pandemią w kraju są coraz mniejsze, a sportowcy trenują już w COS-ach.

– Przygotowania przebiegają w innym trybie. Problemy mają teraz wszyscy, nie tylko sport. Cała gospodarka ucierpiała z powodu koronawirusa. Dotyczy to m.in. sponsoringu. Staramy się przygotować jak najlepiej i by sportowcy byli przygotowani jak najlepiej – zapewnił.

Ambasador nadzwyczajny i pełnomocny Japonii w Polsce Tsukasa Kawada zaznaczył, że w jego ojczyźnie sytuacja pod względem pandemii jest podobna jak w Polsce.

– Nie jest dobra, ale mam nadzieję, że za rok spotkamy się na igrzyskach w Tokio. Podstawowe trzy zasady związane z tą imprezą, to: zdrowie i bezpieczeństwo, pokrycie kosztów związanych z jej przełożeniem oraz integralność – wyliczał.

W połowie kwalifikacji

Czas na zdobywanie kwalifikacji olimpijskich został wydłużony do 29 czerwca 2021 roku. Szef misji olimpijskiej Marcin Nowak przypomniał, że Polska dotychczas zdobyła 88 przepustek do Tokio w 17 sportach, co daje ekipę liczącą ok. 140 osób.


Przeczytaj jeszcze: Paweł Fajdek: Zasmakowałem w życiu kanapowym


– Mamy oczywiście apetyt na więcej. Jesteśmy w połowie kwalifikacji. Do grona osób z awansem nie zaliczamy np. szpadzistek, które praktycznie są już tego pewne, ale proces kwalifikacji nie został jeszcze zakończony. Są jeszcze osoby, które mają szansę jeszcze ją uzyskać. Wierzymy, że nasza ekipa będzie podobna do tej z Rio de Janeiro, czyli będzie liczyła ok. 240 osób, a przywiezie kilka medali więcej – zaznaczył.

Zwrócił uwagę, że większość obiektów sportowych w Polsce jest otwarta, a na tle innych krajów dostęp do nich dla sportowców jest dobry.

– Nad tym też zastanawia się teraz m.in. MKOl, by zawodnicy mieli takie same szanse. Mamy nadzieję, że cały świat będzie mógł uczestniczyć w tych igrzyskach i że mimo obecnej niepewności będą one sygnałem, że możemy wrócić po pandemii – podkreślił.

Niektórzy zyskali

Zdaniem Nowaka niektórzy sportowcy, którzy zmagali się ostatnio z urazami, zyskali na przełożeniu igrzysk. W tym gronie wymienił m.in. Anitę Włodarczyk.

– Dla mnie jest to jak najbardziej na plus. Wciąż przechodzę rehabilitację, ale to nie znaczy, że siedzę i nic nie robię. Ciężko pracuję. Przeanalizowałam sytuację. Dostałam drugą szansę, by się jeszcze lepiej przygotować, na horyzoncie mam start w igrzyskach i cel jest jeden – Tokio 2021 – wskazała dwukrotna mistrzyni olimpijska w rzucie młotem.

W konferencji udział wzięło jeszcze troje innych sportowców, którzy wywalczyli już awans na igrzyska, m.in. kolarz torowy Mateusz Rudyk.

– Na początku ich przełożenie było dość ciężkie do przełknięcia, bo ostatnie cztery lata poświęciłem na przygotowania. Na początku było wiele pytań, a potem trzeba było skupić się na pozytywach. To rok więcej na doszlifowanie formy. Teraz trzeba trenować i czekać – podkreślił brązowy medalista mistrzostw świata w sprincie indywidualnym.

Attache prasowym w Tokio będzie Jerzy Jakobsche, dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej.


Na zdjęciu: Uczestnicy konferencji z najwyższym zainteresowaniem słuchali, co ma do powiedzenia ambasador Japonii w Polsce Tsukasa Kawada. Nic dziwnego – to były informacje z pierwszej ręki.

Fot. PKOl

Komentarze