Największe wpadki PlusLigi. Prezes-bokser

Z okazji 20-lecia PlusLigi przypomnieliśmy już wszystkie „profesjonalne” sezony walki o mistrzostwo Polski, największe zagraniczne gwiazdy i szkoleniowców, którzy odcisnęli piętno na krajowych rozgrywkach. Pora na przedstawienie ligowych wpadek, których w w minionych dwóch dekadach nie brakowało.


Ta bezprecedensowa sytuacja miała miejsce w początkach historii Profesjonalnej Ligi Piłki Siatkowej. Doszło do niej w drugim „zawodowym” sezonie, a więc rozgrywkach 2001/02 i do tego w ich finale, podczas „świętej wojny” pomiędzy Mostostalem-Azoty Kędzierzyn-Koźle a Galaksą Jurajska AZS Częstochowa.

Finałowa rywalizacja rozpoczęła się w kędzierzyńskiej hali, bowiem broniący tytułu Mostostal okazał się lepszy w rundzie zasadniczej, wyprzedzając AZS o dziewięć punktów. Pierwszy mecz walki o złoto zakończył się zdecydowanym zwycięstwem gospodarzy, którzy w trzech szybkich setach ograli rywali.

Drugi mecz rozpoczął się obiecująco dla ekipy spod Jasnej Góry, która wygrała inauguracyjną odsłonę 25:21. Kolejne trzy sety padły jednak łupem przyjezdnych, którzy byli już tylko o krok od zdobycia tytułu. I właśnie wtedy wydarzyła się ta pamiętna sytuacja. Mocno zdenerwowany prezes częstochowskiego klubu Andrzej Gołaszewski podszedł do swojego zespołu i… uderzył w twarz Michała Bąkiewicza, którego uznał głównym winowajcą porażki.

Popularny „Bąku” będący w szoku próbował się bronić. Doszło do szamotaniny, a prezesa i zawodnika rozdzielali trener AZS-u Ireneusz Mazur i ś.p. środkowy częstochowskiego zespołu Arkadiusz Gołaś.


Czytaj jeszcze: Uciekający Irańczyk


Sprawa rzecz jasna odbiła się szerokim echem, ale nikt z zarządu klubu jej nie komentował. W końcu głos zabrał sam zainteresowany, który wyraził skruchę za swoje zachowanie.

„Strasznie ubolewam nad tym, co się stało. Nie powinienem się tak zachować. Emocje wzięły górę nad rozsądkiem – mówił prezes częstochowskiego AZS-u, który próbował przeprosić siatkarza.

– W sobotę go obraziłem. Nie widzę powodu, aby go publicznie nie przeprosić. Od niedzieli nie odbiera jednak mojego telefonu” – relacjonował Andrzej Gołaszewski, który po całym incydencie nie zamierzał podać się do dymisji. Sytuacja jednak szybko się zmieniła. Na poniedziałkowym posiedzeniu zarządu prezes złożył dymisję, która została przyjęta.

– Myślę, że nie ma ludzi niezastąpionych. Swoim doświadczeniem, wiedzą i kontaktami na pewno będę klubowi pomagał jak mógł. Jeżeli tylko koledzy będą tego chcieli. Tak jak przez prawie dwadzieścia lat jestem sponsorem klubu, tak nim nadal pozostanę.

Z Michałem umówiliśmy się na jutro rano i myślę, że uda mi się go przeprosić osobiście. Już teraz jednak przepraszam go publicznie i całe środowisko zgromadzone wokół naszego klubu – powiedział były szef zarządu klubu.

Po całej sytuacji głos zabrał również trener Ireneusz Mazur. – Ten incydent będzie często wracał i łatwo nie zostanie wymazany z pamięci. Wierzę, że da chłopakom dodatkowy impuls i zawodnicy z nowymi siłami i energią przystąpią do trzeciego meczu – powiedział szkoleniowiec AZS-u. I rzeczywiście jego zespół nadspodziewanie łatwo wygrał trzeci mecz 3:0. Nazajutrz Mostostal postawił jednak kropkę nad „i” i obronił tytuł mistrza Polski.

Andrzej Gołaszewski związany był z AZS-em od 1988 r. najpierw jako sponsor, a później jako członek zarządu. Od 1995 r. pełnił funkcję prezesa. Za jego kadencji AZS wywalczył dwa razy mistrzostwo Polski, dwa razy srebrny medal i brązowy.

Drużyna zdobyła także Puchar Polski i dwukrotnie zakwalifikowała się do Ligi Mistrzów. W tym roku zajęła trzecie miejsce w rozgrywkach Top Teams Cup. Po incydencie z Bąkiewiczem stopniowo odchodził od częstochowskiego klubu, ale nie od siatkówki.

Pełnił ważne role w zarządzie Polskiego Związku Piłki Siatkowej, a od wielu lat zasiada w radzie nadzorczej Polskiej Ligi Siatkówki S.A., w której pełni rolę przewodniczącego.

Michał Kalinowski

Fot. pzps.pl

Komentarze