Zobacz
Do góry

W Niemczech powalczą do końca

Bayern zmarnował okazję do przypieczętowania mistrzostwa Niemiec. Jeśli po raz kolejny chce zatryumfować w Bundeslidze, nie może przegrać w ostatniej kolejce sezonu.

Już dawno nie oglądaliśmy tak emocjonującego sezonu Bundesligi. Pamiętając dominację monachijczyków w ostatnich latach, kibice z wytęsknieniem wypatrywali takich rozgrywek, w których ktoś w końcu postawiłby się gigantowi z Bawarii. W końcu się doczekali, naprzeciw wyszła mu dortmundzka Borussia i… sam Bayern, który w wielu momentach rzucał kłody pod własne nogi.

Centymetry Lewandowskiego

Wystarczyło zrobić jedną rzecz – pokonać na wyjeździe RB Lipsk. Wtedy monachijczycy oficjalnie i po raz siódmy z rzędu zostaliby mistrzami kraju. Jednakspotkanie na szczycie tabeli dwóch najlepiej punktujących wiosną zespołów było po prostu nudne i rzadko kiedy przynosiło jakieś emocje. Jeśli sięgnie się w niedaleką przeszłość i prześledzi niedługą historię starć między tymi ekipami, zauważy się, że niestety, ale z reguły ich mecze nie należą do najciekawszych – wyjątkiem była oczywiście wygrana Bayernu 5:4 z 2017 roku.

Z przebiegu całego spotkania Bawarczycy byli minimalnie lepszą stroną, tyle że RB bronił się naprawdę skutecznie. Ich defensywą dowodził niespełna 20-letni Ibrahima Konate, który raz za razem neutralizował Roberta Lewandowskiego. Francuz pomylił się raz, gdy źle wybił piłkę, co poskutkowało golem Leona Goretzki, ale… sędzia nie uznał tej bramki. Chwilę wcześniej na centymetrowym spalonym znalazł się bowiem Lewandowski i z pomocą VAR-u zostało to wychwycone. Inne gole w tym starciu nie padły.

Bundesliga. Geniusz jednak nie taki cudowny

Polacy dali się we znaki

Swoje zadanie, wykonała natomiast Borussia Dortmund, która pokonała 3:2 Fortunę Duesseldorf, doganiając Bayern na 2 punkty. BVB miała jednak sporo szczęścia, bo przeciwnicy zmarnowali karnego, a dortmundzka obrona momentami wyciągała pomocną dłoń do swoich rywali. Zresztą wyjątkowo kuriozalny błąd w bramce popełnił zastępujący nieobecnego Romana Buerkiego Marvin Hitz, który przepuścił między nogami niezbyt mocny strzał, lecący na wysokości jego klatki piersiowej.

Ostatecznie jednak Borussia wygrała, a na boisku było trzech Polaków. Po kontuzji do dortmundzkiego składu powrócił Łukasz Piszczek, z kolei w Fortunie wystąpili wicekapitan Adam Bodzek oraz Dawid Kownacki. Ten pierwszy w 82 minucie nie popisał się i po brutalnym wślizgu w nogi Jadona Sancho wyleciał z boiska z czerwoną kartką, z kolei ten drugi w samej końcówce przypudrował nieco wynik, zdobywając bramkę po uderzeniu z powietrza. Na ławce ekipy z Duesseldorfu usiadł w dodatku Marcin Kamiński, dla którego ostatnimi czasy jest to normalna sytuacja. Polski obrońca był podstawowym zawodnikiem w drużynie beniaminka, lecz w minionych tygodniach stracił miejsce w składzie.

Wojna o puchary

Przed ostatnią kolejką nie można nie wspomnieć o walce, która toczy się o europejskie puchary. Do obsadzenia zostało jedno miejsce w Lidze Mistrzów i 3 w Lidze Europy, do których aspiruje 6 zespołów. Rzutem na taśmę do tego grona dołączył Werder Brema, który z odrobiną szczęścia pokonał na wyjeździe Hoffenheim. Różnice punktowe między poszczególnymi zespołami wynoszą najczęściej punkt, w związku z czym w ostatniej serii gier stawka będzie bardzo wysoka. W wielu klubach od awansu do Champions League zależą losy największych gwiazd, jak chociażby Juliana Brandta, Kaia Havertza czy Ante Rebicia, którzy w przypadku niezałapania się do LM mogą być łatwiejsi do wyjęcia.

Piotr Tubacki

 

Na zdjęciu: Od wielu lat w Niemczech nie było już sytuacji, w której to ostatnia kolejka decydowałaby o mistrzostwie.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze