Zobacz
Do góry

Niemcy. Wygrana w cieniu politycznych kontrowersji

Mimo gry w osłabieniu Niemcy pewnie pokonali Estonię. Za naszą zachodnią granicą głośno jest jednak nie tylko o samym meczu, ale także o małej aferze związanej z Emre Canem i Ilkayem Guendoganem.

Mecz w Tallinie nie był dla Niemców taki prosty, ponieważ już w 15 minucie z boiska wyleciał Emre Can. Mimo tego „Die Mannschaft” i tak był zespołem znacznie bardziej jakościowym niż gospodarze, a kapitalnie zagrał Ilkay Guendogan, który zdobył dwa gole i asystę. Jeden był najgorszy, drugi najlepszy na boisku, ale obaj „zgodnie” wzbudzili pozasportowe kontrowersje.

Jedno zdjęcie, mnóstwo problemów

Can z Guendoganem to obywatele Niemiec, obaj urodzili się i wychowali w Niemczech, także tam wyszkolili się na piłkarzy. Każdy jednak wie, że ich korzenie są tureckie – jak zresztą wielu niemieckich obywateli. Dla obu zawodników nie jest to jednak żaden problem i obaj są w stanie łączyć w sobie „niemieckość” i „tureckość” – co świetnie opisał w swojej autobiografii chociażby Mesut Oezil. Dla kogoś mieszkającego w Polsce, gdzie liczba „jednolitych” Polaków stanowi zdecydowaną większość obywateli, może to być trudne dla zrozumienia, lecz tak właśnie wyglądają realia w Niemczech.

Dlatego też nie dziwi, że Can z Guendoganem mają wielu tureckich znajomych. Jednym z nich jest Cenk Tosun, reprezentant Turcji i napastnik Evertonu, który niedawno wrzucił na swojego Instagrama zdjęcie z niedawnego meczu jego reprezentacji z Albanią. Było na nim widać sytuację po zdobyciu gola, kiedy większość tureckich zawodników salutowała, pokazując tym samym wsparcie dla armii Turcji, która ostatnio zintensyfikowała swoje działania wojenne w Syrii. Can z Guendoganem polubili to zdjęcie i spadła na nich fala krytyki.

To nie był pierwszy raz

– Polubiłem zdjęcie Tosuna podczas przeglądania Instagrama bez zwracania uwagi na to, co właściwie wrzucił. Jestem pacyfistą i jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek wojny – tłumaczył się Emre Can, a w podobnym tonie wypowiadał się Ilkay Guendogan.

– Cofnąłem „lajka” w momencie, gdy zorientowałem się, że może to być zinterpretowane pod kątem politycznym. Uwierzcie mi, po tym, co wydarzyło się w poprzednim roku, ostatnią rzeczą, jaką chciałbym zrobić, jest angażowanie się w politykę.

Bohater meczu z Estonią wie, co mówi, ponieważ rok temu – razem ze wspomnianym Oezilem – został zaproszony przez tureckiego prezydenta Recepa Erdogana. Obu sportowcom zrobiono zdjęcia z dyktatorem, które obiegły internet. Później piłkarze tłumaczyli się, że nie wypadało im odrzucić zaproszenia i że nie miało to na celu żadnej politycznej agitacji, jednak niewiele to dało. O ile Guendoganowi się jako tako upiekło, o tyle na Oezila spadło mnóstwo cierpkich słów, które zlały się w jedną falę z licznymi słowami krytyki dotyczącymi jego gry. Ostatecznie pomocnik Arsenalu nie wytrzymał i zrezygnował z gry w kadrze Niemiec.

Piłkarz wyrzucony

Niemiecki ZPN zareagował i wczoraj udostępnił w sieci zdjęcie całej drużyny, gdzie na środku stanęli Can i Guendogan. Podpis pokrywał się z wartościami promowanymi w Niemczech i brzmiał: „Razem dla otwartości, różnorodności i tolerancji – przeciw każdej formie przemocy i dyskryminacji”. Radykalniej zareagowało występujące w 2. Bundeslidze St. Pauli.

W świecie klub z portowej dzielnicy Hamburga jest kojarzony głównie ze swoimi kibicami, otwarcie deklarującymi skrajnie lewicowe poglądy. Turecki napastnik FCSP, Cenk Sahin (niewystępujący w reprezentacji), tak jak Tosun wyraził na Instagramie poparcie dla działań armii swojego państwa. Kibice St. Pauli zareagowali jak byk na płachtę i natychmiastowo zażądali usunięcia piłkarza z drużyny. Wczoraj drugoligowiec wystosował oświadczenie, w którym poinformował o odsunięciu Sahina od zespołu z powodu „naruszenia klubowych wartości”.

Na zdjęciu: Nie dość, że Emre Can zobaczył czerwoną kartkę, to jeszcze stał się bohaterem małej afery.

Komentarze