Nos prezesa nie zawiódł

Rozmowa z Arturem Szymczykiem, prezesem Skry Częstochowa.


W 6 tegorocznych meczach zdobyliście 16 punktów. I co pan na to?
Artur SZYMCZYK: – Jestem pozytywnie zaskoczony aż tak dobrymi wynikami. Cieszę się, że drużyna się zgrała, szatnia funkcjonuje. To przekłada się później na boisko.

Co pan czuł, gdy w sobotę w dobrym stylu sprowadzaliście do parteru wyżej notowaną i niepokonaną wcześniej u siebie Chojniczankę?
Artur SZYMCZYK: – Dumę, że po tylu latach przychodzą efekty pracy, którą włożyliśmy w klub. Jestem zadowolony, że dobrze postawiłem na trenera. Zadziałał trochę nos prezesa. To była bardzo szybka decyzja. Godzinne spotkanie z Markiem Gołębiewskim – i od razu uznałem, że to on będzie prowadził naszą drużynę.

Co przez tę godzinę się wydarzyło?
Artur SZYMCZYK: – Powiem, czego nie było: zawahania w odpowiedziach na pytania, które zadawałem podczas rozmowy. Ofensywny styl gry, stawianie na młodych, do tego brak obostrzeń ze strony pana Marka. Chciał się związać z nami na dwa lata, bez żadnych zapisów czy klauzul na wypadek odejścia.

Ale najważniejsze były dwie wizje – klubu i trenera – które się pokryły. Trener dostał szansę na szczeblu centralnym, ale działa to w dwie strony, bo on też obdarzył zaufaniem klub. Dobrze wiedział, że przychodzi do miejsca, w którym nie można liczyć na wysokie wynagrodzenie. Spodobało mi się, że napędzała go chęć wykazania się, zaistnienia na szczeblu centralnym, a niekoniecznie sowita pensja.

Nie obawiacie się, że ktoś go wam podbierze?
Artur SZYMCZYK: – Jesteśmy zabezpieczeni dwuletnim kontraktem, ale piłka jest taka, że jeśli ktoś się zgłosi i miałoby to być z korzyścią również dla klubu, to oczywiście siądziemy i się zastanowimy.

Trzeba się z tym liczyć, bo dobra gra w II lidze nie przechodzi bez echa. Już kilku trenerów w świat wypuściliście…

Artur SZYMCZYK: – Zgoda, ale pamiętajmy też, że to nie trener strzela gole, nie trener walczy na boisku. Trener może trafić na grupę piłkarzy, którzy nie będą tak ambitni jak zawodnicy Skry – i wtedy nie będzie już osiągał takich wyników. Spora jest w tym wszystkim także zasługa zawodników, chcących pokazać, że nie grają pieniądze, stadiony. Że bez tego też potrafią, mogą i im wychodzi.

Dobrze gracie. To nie są punkty zdobywane tylko szczęśliwą defensywą.
Artur SZYMCZYK: – Jak to w piłce bywa, chwilowo jesteśmy w formie (śmiech). Na pewno kiedyś to minie, bo to taka dyscyplina sportu, ale na razie korzystamy na tym, że chłopaki są w gazie. Czują się mocni po dobrze przepracowanej zimie. Mogliśmy mieć wiosną nawet komplet zwycięstw. Bezbramkowy mecz z Bytovią byłby inny, gdyby nie sytuacja z 13 minuty i kontuzja kapitana Adama Olejnika. To chłopaków rozbiło. Było widać potem, że są inną drużyną niż zwykle, dlatego zdobyty punkt też był ważny.

Co z waszym kapitanem?
Artur SZYMCZYK: – Na szczęście to uraz bocznych więzadeł, a nie krzyżowych, dlatego powinien wrócić szybciej. Ten sezon ma już jednak z głowy.

Bez Olejnika powalczycie o… No właśnie – baraże? Bezpośredni awans?
Artur SZYMCZYK: – Skra wywalczyła już to, o co walczyła, czyli utrzymanie. Właściwie mamy je zapewnione.

I co dalej?
Artur SZYMCZYK: – Zależy od tego, co chłopaki mają w głowach. Jeśli będą tak grać dalej, to może sprawią niespodziankę, jaką byłby nie tylko bezpośredni awans, ale też baraż. Zgryzem byłby temat, gdzie zagramy na wypadek awansu.

Finansowo bylibyście gotowi?
Artur SZYMCZYK: – Poradzimy sobie, choćby z racji dodatkowych profitów, które wpływają do klubów I-ligowych. O to bym się nie martwił, tylko o infrastrukturę.

Zimą mówił pan, że stan sztucznej murawy przy Loretańskiej może spowodować nieotrzymanie licencji. Jest aż tak poważnie?
Artur SZYMCZYK: – Jestem przekonany, że ta murawa wymaga wymiany. To wszystko zależy od osób, które będą weryfikować obiekt, ale moim zdaniem murawa musi zostać wymieniona. Jest w złym stanie, że tak delikatnie to określę.

Rozmawiacie o tym z częstochowskim MOSiR-em?
Artur SZYMCZYK: – Jest otwarty na rozmowy. Miasto musiałoby przeznaczyć środki, by MOSiR mógł tę murawę wymienić.

I dzieje się coś?
Artur SZYMCZYK: – Napisaliśmy pismo, że jesteśmy w stanie sami starać się o środki na wymianę tej murawy, ale na razie odbijamy się od ściany. Warunkiem otrzymania dofinansowania z Ministerstwa Sportu czy Urzędu Marszałkowskiego jest przedstawienie wieloletniej umowy najmu obiektu, a tego też w tej chwili nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Nie ma porozumienia w tej kwestii z miastem. Zwróciliśmy się oficjalnie do miasta z prośbą, że na właśnie takie potrzeby chcielibyśmy mieć długoletnią umowę. Czekamy na odpowiedź.

Jak długa taka umowa z miastem musiałaby być?
Artur SZYMCZYK: – Ministerstwo, do którego złożyliśmy wniosek o remont obiektu, stawia warunek 10-letniej umowy. W tym momencie mamy ją odnawianą co roku – jak wszyscy użytkujący obiekty MOSiR-u w Częstochowie.

Kiedyś mówił pan, że na wymianę murawy potrzebujecie 1,5 miliona. Aktualne?
Artur SZYMCZYK: – Rok albo dwa lata temu by było. Teraz zakres zapotrzebowania przekracza już 2 miliony.

Śledzi pan to, co dzieje się na Rakowie, na Limanowskiego?
Artur SZYMCZYK: – Oczywiście, w końcu jestem też prezesem częstochowskiego podokręgu, a tam grają zrzeszone przez nas dzieciaki. Widzę, jak postępują prace. Wiem, że ta inwestycja się ziści i w tej rundzie Raków zagra u siebie. Czy już w połowie kwietnia z Lechem? Czas pokaże, ale lifting obiektu postępuje. Nie będzie się czym poszczycić, ale najważniejsze, że spełnione zostaną wymagania licencyjne.

Stadion Rakowa może być alternatywą także dla Skry?
Artur SZYMCZYK: – Jeśli nie dostalibyśmy licencji na Loretańską, to nie wyobrażam sobie nie podjąć rozmów z miastem i władzami Rakowa. To stadion miejski. Skoro dotąd nie znalazły się pieniądze na wymianę murawy na „Lorecie”, to mam nadzieję, że chociaż pozwolono by nam rozgrywać mecze przy Limanowskiego. Trudno, by ktoś zniweczył wieloletnią pracę i walkę o szczebel centralny brakiem odpowiedniej infrastruktury, która wkrótce w mieście i tak stanie.

Pamiętam, w jakim miejscu był Raków, gdy walczył o niego Michał Świerczewski i dokąd go doprowadził. My – oczywiście w mniejszej skali – jesteśmy w podobnej sytuacji. Wierzę, że dojdziemy do porozumienia z MOSiR-em oraz Rakowem i gdy będzie konieczność, pozwoli nam się grać na „Limance”. By nie karać chłopaków, którzy wywalczyli II lub I ligę.

Teraz zerkacie nie tylko w tabelę II ligi, ale też klasyfikację Pro Junior System, w której też jesteście wysoko?
Artur SZYMCZYK: – To nasza walka o byt na przyszły sezon. Bez środków z PJS nie będziemy w stanie zbudować budżetu na uczestnictwo na szczeblu centralnym. Liczymy na pierwszą trójkę. Dziś dwie drużyny będące na szczycie PJS to rezerwy Lecha i Śląska, które i tak na środki z II ligi nie mogą liczyć. Wyprzedza nas jeszcze Olimpia Elbląg. Chcemy zakończyć sezon w pierwszej trójce (za 1. miejsce w PJS PZPN płaci milion złotych, kolejne to 800, 700, 500 i 400 tys. – dop. red.).

Spójrzmy na to, że gramy młodymi chłopakami. Punkty w PJS robią ludzie stąd, wychowankowie. Mikołaj Biegański i Radek Gołębiowski punktują podwójnie, są u nas po 8 lat. Widać, że praca z młodzieżą przynosi owoce. Nie wyobrażamy dziś sobie składu bez wychowanków. Jesteśmy podwójnie zadowoleni, że w ślad za pozytywnymi wynikami idzie jeszcze praca z młodzieżą, dzięki czemu możemy zarobić coś w PJS.

A co zrobić, by zarobić na Kamilu Wojtyrze?
Artur SZYMCZYK: – Wszystko zależy od niego. Jak będzie miał w głowie poukładane, jak będzie grał i ile goli strzelał. Kontrakt z naszym napastnikiem obowiązuje jeszcze 1,5 roku. Jesteśmy zabezpieczeni, podobnie jak w przypadku bramkarza Biegańskiego.

Co powiedział pan Mariuszowi Holikowi, honorowemu dawcy szpiku?
Artur SZYMCZYK: – Tylko przyklasnąć takiej inicjatywie. Życie innego człowieka było ważniejsze niż rozegranie kolejnego meczu. Oby więcej zawodników z takim podejściem do świata.

W środę gracie zaległy mecz w Lublinie. Jadąc na taki stadion możecie czuć się faworytem?
Artur SZYMCZYK: – Jesteśmy skromnym klubem i nigdzie nie jedziemy z przekonaniem, że wrócimy z 3 punktami. To trzeba wywalczyć, wybiegać. I wcześniej wylać kubeł zimnej wody na głowy chłopaków. Po tak dobrych meczach sodówka może uderzyć bardzo szybko.

Zakończmy nietypowo. Jako prezes podokręgu Częstochowa, ma pan już swojego kandydata na prezesa PZPN?
Artur SZYMCZYK: – Powinna nim zostać osoba mająca wizję i plan rozwoju polskiej piłki. Myślę, że do spotkań z kandydatami jeszcze dojdzie. Dopiero gdy przedstawią program, założenia, będę w stanie odpowiedzieć na takie pytanie. Ale wybierać będą delegaci; na poprzednich wyborach miałem taki status, tym razem nim nie będę.

No to tyle. Pogadaliśmy…

Artur SZYMCZYK: – Ale jestem trochę zawiedziony!

To znaczy?
Artur SZYMCZYK: – Bo nie zauważył pan, że my awans do I ligi już mamy! Drużyna kobiet wypracowała sobie 10 punktów przewagi. Nie wolno o naszych dziewczynach zapominać. Jesteśmy przyćmieni przez 100-lecie Rakowa, ale Skra obchodzi w tym roku 95-lecie. Pierwszy prezent zafundowały nam dziewczyny. Zobaczymy, czy chłopaki pójdą ich drogą. To byłoby zwieńczenie tego szczególnego roku.




Na zdjęciu: Częstochowianie mają się ostatnio z czego cieszyć, a ostatniego słowa jeszcze nie powiedzieli…
Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus


EWINNER 2. LIGA

Mecze zaległe: Stal Rzeszów – Pogoń Siedlce – dziś, 14.00, Motor Lublin – Skra Częstochowa – dziś, 16.00.

Komentarze