Nowy środek obrony

Na mecz z Olimpią Grudziądz GKS Tychy pojechał bez Marcina Biernata i Łukasza Sołowieja.


Przez 27 kolejek obecnego sezonu na środku obrony GKS-u Tychy grał albo Marcin Biernat, albo Łukasz Sołowiej, a 14 razy wspólnie stanowili zaporę przed tyską bramką. Gdy grali ramię w ramię tyszanie odnieśli 4 zwycięstwa, 8 razy zremisowali i ponieśli 2 porażki. Dodajmy też, że obaj stoperzy w sumie strzelili 4 gole, a więc ich udział w grze ofensywnej zespołu również był wymierny.

Nic więc dziwnego, że przed sobotnim meczem z Olimpią Grudziądz, w którym duet trenerski Tomasz Horwat-Jarosław Zadylak nie będzie mógł skorzystać z obydwu filarów defensywy, na pierwszy plan wysuwa się pytanie, kto zagra przed Konradem Jałochą?

– Trzecim nominalnym stoperem w kadrze naszego zespołu jest młodzieżowiec Mateusz Piątkowski, który jeszcze nie grał w I lidze – mówi Tomasz Horwat. – Nie znaczy to jednak, że nie mamy pola manewru. W jesiennych meczach pucharowych, a także w trakcie zimowych przygotowań, sprawdzaliśmy ustawienia naszej drużyny z defensywnymi pomocnikami cofniętymi na środek obrony. Wystarczyło więc odświeżyć to co zostało już przetestowane. Cały tydzień nad tym pracowaliśmy.

W dobrych humorach

W Grudziądzu GKS Tychy zaprezentuje więc nową obronę, ale nie zmienia się podejście do meczu. Tyszanie po zdobyciu 4 punktów w ostatnich dwóch meczach w dobrych humorach przygotowywali się do spotkania z Olimpią.

– Analizowaliśmy grę Olimpii i sposoby wykonywania przez nią stałych fragmentów gry – dodaje Tomasz Horwat. – Przed meczem jeszcze przypomnimy to co najważniejsze, ale te cztery dni podporządkowaliśmy meczowi w Grudziądzu nie tylko na treningach, ale także w domach. Zawodnicy otrzymali nagrania z wybranymi akcjami, żeby mogli się dokładniej przyglądnąć jak zachowują się rywale, z którymi na boisku staną twarzą w twarz.

Zmazać plamę

W analizie Olimpii nie było co prawda fragmentów meczu z 28 września ubiegłego roku, ale i tak każdy zawodnik GKS-u Tychy pamięta tamten mecz, w którym do 87 minuty tyszanie prowadzili 2:0, a przegrali 2:3.

– Oczywiście, że tamten mecz siedzi w głowie – zapewnia Tomasz Horwat. – Nie tylko prowadziliśmy 2:0, ale jeszcze zdobyliśmy trzecią bramkę, której sędzia nie uznał, bo nie zauważył, że piłka była za linią bramkową. Przegraliśmy jednak i teraz nadarza się okazja, żeby zmazać plamę. To też nas mobilizuje i napędza drużynę.

Pokora i codzienna praca

– Tym bardziej, że mamy argumenty, żeby się zrehabilitować. Jesteśmy bardzo zadowoleni z dwójki naszych skrzydłowych, bo Łukasz Moneta i Sebastian Steblecki nadają ton naszej grze ofensywnej, której motorem napędowym jest Łukasz Grzeszczyk. Szymon Lewicki, który strzela gole i pracuje w swojej strefie, wykonując zadania taktyczne, również spłaca kredyt zaufania, który od nas dostał.

Do pełni szczęścia brakuje jeszcze czasem ostatniego podania, albo lepszej decyzji przy sfinalizowaniu akcji, ale pracujemy nad tym, żeby nasza gra ofensywna była jeszcze skuteczniejsza. To, że więcej goli od nas strzelił tylko lider nie znaczy wcale, że możemy spoczywać na laurach. Wręcz przeciwnie. Mamy świadomość, że bez pokory i codziennej pracy niczego nie można zdobyć.


Czytaj jeszcze: Jedność w duecie to podstawa


Wprawdzie te 4 punkty wywalczone w ostatnich dwóch meczach pozwoliły nam złapać oddech i uwierzyć, że możemy walczyć z każdym przeciwnikiem, ale zdajemy sobie sprawę z tego, że przeciwnicy… mają prawo myśleć tak samo. Dlatego za każdym razem trzeba wyjść na boisko i udowodnić, że drużyna zasługuje na punkty. Z takim nastawieniem wyjdziemy na boisku w Grudziądzu – zakończył Tomasz Horwat.

Fot. Dorota Dusik

Komentarze