„Ochłapy” dla maluczkich

Właściciel warszawskiej Legii Dariusz Mioduski włożył kij w mrowisko. To może nawet za mało powiedziane, ale poprzestańmy na tym stwierdzeniu. Prezes mistrza Polski w wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej” zasugerował, że dla dobra polskiego futbolu inne kluby powinny sprzedawać swoich najlepszych zawodników do stołecznego klubu.

– Chodzi o współpracę, na której wszyscy skorzystają – powiedział Mioduski. – Niech ci zawodnicy trafią do Legii czy Lecha, zanim wyjadą za granicę, bo bardzo często nie są jeszcze na to gotowi. A odpowiednie umowy mogą pozwolić tym klubom jeszcze lepiej zarobić przy kolejnych transferach.

Bezsensowna sugestia

Propozycja Dariusza Mioduskiego spotkała się z błyskawiczną reakcją prezesa Pogoni, Jarosława Mroczka. Na oficjalnej stronie internetowej klubu odniósł on się do tej niecodziennej i zaskakującej propozycji. – Pan prezes Mioduski wyszedł przed szereg i próbuje wykorzystać media do mówienia o czymś, co z punktu widzenia Pogoni jest pozbawione jakiegokolwiek sensu – stwierdził kategorycznie sternik „portowców”.

– Prezes Mioduski dorobił teorię, że trzeba stworzyć maksymalnie trzy kluby, które wiodą w lidze i powinny grać w europejskich pucharach, w tym oczywiście Legia. Pozostałe kluby powinny natomiast trenować i broń Boże nie sprzedawać zawodników zagranicę, tylko za znacząco mniejsze kwoty sprzedawać ich do wiodących klubów w Polsce, aby te sprzedawały ich drożej.

Jestem z zawodu inżynierem i zawsze z tyłu głowy mam matematykę. Bardzo łatwo jest mi policzyć – na przykładzie transferu Walukiewicza do Cagliari – za ile musiałaby sprzedać takiego zawodnika Legia, byśmy mogli mieć szansę otrzymania takich samych środków. W moim głębokim przeświadczeniu jest to niemożliwe. Nawet Legia nie ma szans osiągnięcia takiego wyniku transferowego.

Twarda matematyka

Zresztą, patrząc historycznie na efekty transferowe Legii, nie przypominam sobie kwoty transferu większej niż 4-5 milionów euro. Nie bardzo zatem wiem, skąd pan Mioduski wnioskuje, że transfery z tej drużyny miałyby osiągać absolutnie nowe poziomy i lepsze efekty ekonomiczne od pozostałych klubów.

W przypadku Sebastiana Walukiewicza znaleźliśmy wariant optymalny z punktu widzenia sportowego, a także finansowego. Kwota, którą klub uzyskał w tym transferze, jest rekordowa w naszej historii. Odzwierciedla ona potencjał Sebastiana, który ma duże szanse na to, by się rozwinąć i stać się wartościowym zawodnikiem na poziomie takiej ligi jak Serie A. Ponadto ma szanse przysporzyć nam jeszcze więcej radości: nie tylko sportowej, ale także finansowej, ponieważ nasz kontrakt zawiera klauzulę, że będziemy partycypować w jakiejś części przy następnym jego transferze.

Wracając do propozycji prezesa Mioduskiego – proszę pamiętać, że w historii polskiej piłki są kluby bardziej zasłużone od Legii, mające więcej trofeów i markę. To nie tak, że jest tylko Legia i długo, długo nic. Myślę, że ten wątek jest tak nieprawdopodobny, że nie ma sensu go kontynuować.

Nie są naiwni

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że prezes Legii Dariusz Mioduski potraktował innych szefów klubów (może poza Lechem i Jagiellonią) jak facetów, którzy wiedzą co robić z nożem i widelcem, ale tylko tyle. Nie są jednak na tyle naiwni, by za psie pieniądze pracować na rzecz Legii lub innego „wielkiego” klubu, szlifując na jej potrzeby diamenty. Trzymając się transferu wspomnianego wcześniej Sebastiana Walukiewicza dopowiedzmy, że przez cztery lata trenował na Łazienkowskiej. I to podwładni prezesa Mioduskiego nie poznali się na jego talencie i potencjale, rezygnując z niego lekką ręką.

Tak jak kilkanaście lat wcześniej na Robercie Lewandowskim, którego mieli pod nosem, czyli w swoich rezerwach. Sternik Legii powinien odpowiedzieć sobie pytanie, ilu wychowanków jest w tej chwili w kadrze pierwszego zespołu? Nie są nimi Michał Kucharczyk, Sebastian Szymański, Mateusz Wieteska, czy Artur Jędrzejczyk, kojarzeni z ekipą z Łazienkowskiej.

Propozycja Dariusza Mioduskiego jest z gatunku tych wyłącznie do odrzucenia, przynajmniej przez większość klubów. Na pewno przyjmą ją z takim samym entuzjazmem jak koneser malarstwa, któremu zamiast obiecanego obrazu Rembrandta przysłano pocztówkę z wakacji.

 

Opinie:

Sylwester Czereszewski (były reprezentant Polski, grał min. w Stomilu Olsztyn, Legii i Lechu)

Kiepski interes

– Być może pomysł prezesa Mioduskiego jest dobry, ale na pewno nie dla wszystkich klubów. W Legii nie wszyscy zawodnicy będą przecież grali w ekstraklasie, wielu nowych piłkarzy trafiłoby do III-ligowych rezerw. Lepiej zatem grać na przykład w 10. zespole ekstraklasy niż siedzieć na ławce w Legii lub Lechu. Bo tylko poprzez regularną grę piłkarz będzie się rozwijał. Z finansowego punktu widzenia dla innych klubów nie byłby to żaden interes.

Bogusław Kaczmarek (były współpracownik Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski)

Partnerskie zasady

Pomysł prezesa Legii to wierna kopia z epoki twórczego postkomunizmu. Jest to zatem propozycja odtwórcza, ale wbrew pozorom może to dobry ruch. Dobrym przykładem jest tu Holandia, gdzie najlepsi grają w trzech klubach – PSV Eindhoven, Ajaksie Amsterdam i Feyenoordzie Rotterdam. W nich kumuluje się wszystko, co najlepsze w holenderskim futbolu. Wymienione kluby z powodzeniem grają w Lidze Mistrzów i Lidze Europy, nie kończą przygody na wstępnym etapie. A nasze zespoły mają już wakacje podczas wakacji. Ten układ jest u nas do przyjęcia, jeżeli bogaty nie będzie grabił biednego, tylko współpraca będzie na partnerskich zasadach. Wolę polskich piłkarzy grających w naszych najlepszych klubach niż obcokrajowców o wątpliwych kwalifikacjach.

Stanisław Oślizło, legenda Górnika Zabrze

Co by wtedy powiedział?

– Powiem tak, mogę zrozumieć wypowiedź pana Mioduskiego, który jest właścicielem Legii. Nie można się jednak poddawać takiemu dyktatowi. Daleka droga do tego, żeby najlepsi zawodnicy trafiali do klubu z Warszawy. Nie żyjemy przecież w czasach Komitetu Centralnego, czy GKKF [Główny Komitet Kultury Fizycznej – przyp. red.], który ręcznie wszystkim sterował. Nie jest tak, że Legia, to jedyny klub w Polsce, zresztą ilu piłkarzy daje reprezentacji? Szczątkowe ilości. Ciekawy jestem, gdyby znalazł się ktoś bogatszy od Legii i rekontrował pana Mioduskiego, mówiąc, że najlepsi piłkarze mają trafiać do Górnika Zabrze, Podbeskidzia Bielsko-Biała czy Termaliki Nieciecza. Co by wtedy powiedział? Legia nie ma patentu na mistrzostwo Polski, podobnie jak patentu na mistrzostwo nie mają takie kluby, jak Real czy Barcelona. (zich)

 

Na zdjęciu: Dariusz Mioduski (w środku) chciałby, by większość klubów ekstraklasy pracowała na chwałę Legii.

 

Transfery Ekstraklasy: Jak radzą sobie Wisła, Górnik, Lech, Legia i inni?

 

 

Komentarze