Zobacz
Do góry

Osłabieni, ale pełni wiary

W zespole Śląska Wrocław w meczu na szczycie zabraknie kilku kluczowych piłkarzy, ale zawodnicy lidera nie pękają.

 

Hitem 18. kolejki PKO Ekstraklasy powinien być – bez dwóch zdań – mecz we Wrocławiu, w którym lider podejmie aktualnego wicemistrza Polski.

Wskazanie faworyta tego pojedynku nie jest przysłowiową bułką z masłem. Wprawdzie podopieczni Vitezslava Laviczki w bieżących rozgrywkach na własnym boisku nie znaleźli jeszcze pogromcy (5 zwycięstw, 3 remisy), zaś Legia w ośmiu potyczkach wyjazdowych zdobyła „tylko” 13 punktów (trzy porażki), ale to statystyka, nic ponadto. Na dodatek gospodarze niedzielnego pojedynku przystąpią do konfrontacji z Legią poważnie osłabieni – zabraknie obrońcy Łukasza Brozia, a także pauzujących z powodu nadmiaru kartek dwóch defensywnych pomocników – Krzysztofa Mączyńskiego i Michała Chrapka.

– Mimo atutu własnego boiska, faworytem tego meczu wydaje się być Legia – powiedział były piłkarz i trener Śląska, Romuald Szukiełowicz. – Serce bardzo chce, żeby „moja” drużyna wygrała, ale będzie bardzo ciężko. Gdyby Śląsk przystąpił do tego spotkania w optymalnym składzie, to nie miałbym wątpliwości. Ale musimy pamiętać, że zabraknie najlepszego bocznego obrońcy w lidze Łukasza Brozia, a także dwóch bardzo dobrych defensywnych pomocników, Krzyśka Mączyńskiego i Michała Chrapka.

Ten pierwszy jest nie tylko kapitanem zespołu, ale egzekutorem stałych fragmentów gry. Liczę jednak na to, że wrocławianie sprężą się, bo dla nich pojedynki z Legią to mecze innego gatunku. Każdy z piłkarzy Śląska, obojętnie kto wyjdzie na boisko, da z siebie maksa.

Nie tylko piłkarze Śląska liczą, że w niedzielę padnie rekord frekwencji na ich stadionie (w tym roku najwięcej kibiców przyciągnął mecz z Pogonią Szczecin, który obejrzało 24968 widzów. Teraz mówi się, że zostanie przekraczana granica 30 tysięcy widzów.

– Na bank przyjdzie na ten mecz ponad 20 tysięcy kibiców, ale czy „pęknie” granica 30 tysięcy, tego nie jestem pewien – zastrzega Romuald Szukiełowicz. – Mam nadzieję, że trybuny „poniosą” piłkarzy Śląska. Czarnym koniem tego pojedynku może być Przemysław Płacheta, który szybko robi postępy. Ma charakter, imponuje motoryką, jest szybki i dynamiczny, ma natomiast braki techniczne. Jeżeli jednak będzie trenował indywidualnie, to może wysoko zajść.

Na wsparcie kibiców w potyczce z ekipą z Łazienkowskiej liczy pomocnik Śląska, Mateusz Cholewiak. – Przygotowujemy się do meczu z Legią tak, jak do każdego innego spotkania – powiedział. – Nie patrzymy na to, jaka jest sytuacja w tabeli, liczy się tylko kolejny przeciwnik. Wiemy, że na stadionie będzie dużo kibiców, co dodatkowo uatrakcyjni to spotkanie. Cieszymy się z tego, że wygrywamy i tym samym możemy zachęcić ludzi do przyjścia na stadion. Gramy przecież dla kibiców, więc jeśli uda nam się pobić rekord frekwencji, będzie to fajna sprawa dla wszystkich.

W sukces swojej drużyny wierzy obrońca lidera, Dino Sztiglec. – Mam nadzieję, że w meczu z Legią będzie to Śląsk z drugiej połowy ostatniego spotkania z Piastem Gliwice – wyraził życzenie Chorwat. – To jest mecz na szczycie ligi i wszystko jest możliwe. Legia to klasowa drużna, u nas zabraknie Krzyśka Mączyńskiego i Michała Chrapka, ale mamy szeroką kadrę i innych zawodników czekających na grę, którzy na pewno ich godnie zastąpią.

 

Na zdjęciu: Skrzydłowy Śląska Przemysław Płacheta (z prawej) znakomicie spisuje się w tej rundzie. Czy będzie – według prognoz trenera Romualda Szukiełowicza – czarnym koniem najbliższego meczu z Legią?

Komentarze