Panowie, to nie podwórko!

Świadkami tego typu sceny byli (tele)widzowie niedzielnego spotkania Wisły Płock z Jagiellonią Białystok. Wicemistrzowie Polski w końcówce pierwszej połowy mieli rzuty karny. Piłkę wziął Roman Bezjak, ale… pokłócił się z Arvydasem Novikovasem.  Słoweniec w mało kulturalny sposób, zrezygnowany, ostatecznie rzucił futbolówką w stronę litewskiego kolegi (a raczej partnera) z zespołu. „Ara” ustawił ją na 11. metrze, ale przegrał pojedynek z Thomasem Daehne. Dla niemieckiego golkipera „Nafciarzy” był to pierwszy strzał z „wapna” (w piątej próbie) obroniony w Lotto Ekstraklasie.

– Powiem krótko: będą z tego wyciągnięte konsekwencje. Nie chodzi o samo wykonanie karnego, bo nie strzelić może każdy, ale to nie jest podwórko – oświadczył stanowczo Ireneusz Mamrot, trener drużyny z Białegostoku.

Dla Arvydasa Novikovasa była to już trzecia zmarnowana w barwach „Jagi” jedenastka. Wykorzystał cztery. Roman Bezjak z kolei do tej pory w Białymstoku strzelał raz – i również nie trafił, w majowym meczu z Wisłą Kraków (0:1). Jego strzał w II połowie, przy stanie 0:0, obronił Julian Cuesta. Tamta porażka była o tyle bolesna, że m.in. właśnie ona zaważyła na przegranej walce o mistrzostwo z Legią Warszawa.

Jak sytuację z Płocka komentowali zawodnicy „Jagi”? – Nie rozmawialiśmy o tym zbyt dużo w przerwie. Trener wziął tę sytuację na siebie. Później niestety Ara nie strzelił karnego, ale tak się zdarza. Głowa do góry, jedziemy dalej – zaznaczył Przemysław Frankowski.