Paweł Golański: Zapaliło się czerwone światło

Rozmowa z Pawłem Golańskim, 14-krotnym reprezentantem Polski, obecnie ekspertem telewizyjnym.


Jak wrażenia po meczu z Włochami?

Paweł GOLAŃSKI: – Niezbyt dobre, bo widzieliśmy, jak to wyglądało na boisko. Włochy grały w piłkę, a my staraliśmy się przeszkadzać. Słowo „staraliśmy” jest zresztą odpowiednie, bo nawet z przeszkadzaniem mieliśmy problem. Weryfikacja naszej formy była straszna i nie spodziewałem się, że różnica między zespołami będzie aż tak duża. Niejednokrotnie mówiłem, że nasza reprezentacja jest zbudowana na piłkarzach, którzy grają w swoich – znaczących – klubach. Tego nie było widać.

Które elementy zawiodły najbardziej?

Paweł GOLAŃSKI: – Trudno się odnieść do tego, jaki był pomysł na to spotkanie. W pomeczowych rozmowach przedstawiano, że miał być pressing – a ja pressingu w ogóle nie widziałem. Włosi wychodzili spokojnie, a nasza drużyna była głęboko cofnięta. Nawet jeśli taktyka była nastawiona na niski pressing, to bez agresywności czy podwojenia trudno jest odebrać piłkę takim piłkarzom, jak Włosi. Cały pomysł wraz z wykonaniem zawiodły i to w stu procentach, bo poza pięcioma, może dziesięcioma minutami drugiej połowy, kiedy nasza gra wyglądała nie najgorzej, mieliśmy ogromne problemy. Kapitan Robert Lewandowski podkreślił, że jeżeli w pressingu nawet jedno ogniwo będzie spóźnione, to cała układanka się posypie i tak właśnie było. Nie wiem z czego się to wzięło, bo optymizm po meczach październikowych był ogromny. Nasza gra była zdecydowanie lepsza, oczywiście nie z tak wymagającymi rywalami, ale funkcjonowało to bardzo dobrze. Z Włochami broniliśmy bardzo słabo, 0:2 to najniższy wymiar kary, ale oprócz tego martwi, że nie wykreowaliśmy sobie żadnej sytuacji.

Po spotkaniu Lewandowskiego zapytano o pomysł, plan oraz przedmeczowe wskazówki dotyczące rywali, a on przez pierwsze kilka sekund… milczał, nie wiedząc, co powiedzieć. Jak to interpretować?

Paweł GOLAŃSKI: – To wynikało z jego irytacji, którą było widać i na boisku i w wywiadach. Trudno się odnieść do taktyki, bo nie byłem w szatni i nie wiem, co trener powiedział piłkarzom. Przekaz Roberta był dość dwuznaczny i ta szpilka w selekcjonera została chyba wbita. Zastanawia mnie jednak co innego…

To znaczy?

Paweł GOLAŃSKI: – Jedenastu piłkarzy źle się poruszało. Piłka nożna to gra zespołowa i rzadko się zdarza, żeby cała drużyna wyglądała tak źle. Wyglądaliśmy beznadziejnie i nie było osoby, która dałaby pozytywnego „kopa” pozostałym, może oprócz Wojtka Szczęsnego, który jednak jest bramkarzem. Druga bardzo martwiąca sprawa, to dlaczego wyglądaliśmy tak źle, jeśli chodzi o cechy wolicjonalne. To mocno zastanawia. Oglądając ten mecz, nie wiedziałem, jaki jest pomysł naszej reprezentacji na to spotkanie. To było bardzo dziwne. We wcześniejszych meczach styl był różny, nie zawsze było pięknie i wspaniale, ale były wyniki, choć nie wszystko nas zadowalało, bo potencjał jest duży. Z Włochami zabrakło koncepcji, pomysłu… praktycznie wszystkiego. Uważam, że to był najsłabszy mecz Polaków, bo nawet spotkanie w Holandii było lepsze. Dużo lepiej tam przeszkadzaliśmy, rywal nie wykreował tylu okazji i były jakiekolwiek próby skonstruowania akcji ofensywnej. Wyglądało to tak, jakby z naszych zawodników od pierwszej minuty zeszło powietrze.


Czytaj jeszcze: Brzęczek i Lewandowski po porażce z Włochami

Wcześniej były wyniki, nie było stylu. Włosi, mocno osłabieni, wyeksponowali polskie słabości, a czasu do Euro coraz mniej. Inne reprezentacje mówią, że kończą etap testów, zaczynają szlifowanie tego, co przez ponad dwa lata wypracowały, a Polska tymczasem została zweryfikowana przez jeden z wielu silnych zespołów, które będą na mistrzostwach. Czy trzeba to traktować jako poważny sygnał ostrzegawczy?

Paweł GOLAŃSKI: – Nie ma co się czarować, weryfikacja była brutalna. Myślę, że trener Brzęczek jest świadomy tego, że na mistrzostwach Europy będziemy grali z samymi mocnymi zespołami. Tam nie będzie meczów towarzyskich, wiadomo jak to jest na turniejach. Decyduje forma dnia, podejście, przygotowanie pod rywali. Nie będzie czasu ani możliwości na pomyłkę, jak to było w Lidze Narodów. Byliśmy na pierwszym miejscu w grupie, każdy z nas by chciał ją wygrać, ale uczciwie trzeba sobie powiedzieć, że na tę chwilę nie zasłużyliśmy na to. Uważam, że czerwone światło się zapaliło, bo nie jesteśmy typowym przeciętnym zespołem, od którego niczego się nie wymaga. Nadal uważam, że mamy wielu piłkarzy, którzy w swoich klubach prezentują bardzo dobrą formę, ale niestety jest problem z przełożeniem tego na reprezentację.


Na zdjęciu: Opuszczone głowy to jedyne, co pokazali polscy piłkarze w meczu z Włochami. Na zdjęciu Robert Lewandowski.
Fot. Pressfocus