Pelle van Amersfoort. Specjalista od pucharowych pieczęci

Na 6 strzelonych w tym sezonie goli dla Cracovii Pelle van Amersfoort dwa zapisał na swoje konto w meczach pucharowych. W 90 minucie rywalizacji w I rundzie przypieczętował zwycięstwo 4:2 nad Jagiellonią, a w 115 ćwierćfinału w Tychach zapewnił „Pasom” awans do półfinału.

– Bardzo potrzebowaliśmy takiego meczu – powiedział 23-letni Holender.

– Nie muszę, a nawet nie chcę przypominać, że mieliśmy trudny okres. Przegraliśmy zbyt dużo bardzo ważnych spotkań w lidze, w której jednak ciągle wszystko jest jeszcze w naszych rękach. W Pucharze Polski natomiast nie można sobie pozwolić na żadną porażkę, bo to oznacza koniec marzeń o trofeum. Dlatego takie pucharowe spotkania, na wyjeździe z niżej notowanym rywalem są szczególnie trudne. Taka jest specyfika tych rozgrywek i zdawaliśmy sobie z tego doskonale sprawę. To potwierdziło się także na murawie, na której tylko jeden zespół mógł wywalczyć awans do następnej rundy. Bardzo chcieliśmy tego dokonać i wejść do półfinału. Dokonaliśmy tego jako zespół, a ja mam jeszcze dodatkową satysfakcję, że byłem jego częścią i okazałem się przydatny w tej walce o awans.

Poprzedniego gola Pelle van Amersfoort na polskich boiskach strzelił 8 grudnia ubiegłego roku, a więc czekał 3 miesiące.

Powalił przeciwnika

– Asysta i bramka w meczu wygranym 2:1 dają satysfakcję i poczucie wartości dla drużyny – wyjaśnił wychowanek FC Haarlem.

– Chcę dla niej punktować. To jest moje zadanie jako zawodnika odpowiedzialnego za grę ofensywną, a minęło już parę spotkań od mojego poprzedniego trafienia więc przyjemnie było znowu poczuć, przypomnieć sobie jaką radość daje zdobycie bramki. Szczególnie w tak trudnym meczu i w tak ważnym momencie, bo trafienie w ostatnich sekundach dogrywki „powaliło” przeciwnika. Ważniejsze jednak jest to, że ten gol dał drużynie poczucie powrotu na dobre tory. W piłce nożnej, jak zresztą w każdej dziedzinie życia, w której pracuje się w zespole, bardzo ważna jest atmosfera. Nam to zwycięstwo było potrzebne, żeby poczuć radość z tego co wspólnie robimy. Chcieliśmy zagrać swoją piłkę i wygrać. To była jedyna zadowalająca nas opcja. Dokonaliśmy tego więc z uśmiechem możemy czekać na następny mecz wierząc, że znowu będzie dobrze.

Wygrać kilka spotkań z rzędu

Na cieszenie się awansem do półfinału nie było jednak za dużo czasu, bo już od środy krakowianie myślą o sytuacji w ligowej tabeli.

– W lidze nadal jesteśmy w czołówce, bo w tabeli plasujemy się na trzecim miejscu z punktem straty do drużyny, która nas wyprzedza – dodał Pelle van Amersfoort.

– Musimy więc teraz wygrać kilka spotkań z rzędu, żeby jeszcze bardziej podbudować dobrą atmosferę. Koncentrujemy się na niedzielnym meczu z Jagiellonią i pamiętamy, że następny mamy z Pogonią, która także będzie trudnym rywalem. Nie jesteśmy jednak tym przerażeni, bo to przecież my jesteśmy zespołem z czołówki i chcemy w niej pozostać.

Muszą kibicować „zdalnie”

Strzelec zwycięskiego gola odniósł się także do tego specyficznego zjawiska, jakim z powodu pandemii koronawirusa, stało się granie przy pustych trybunach.

– Oczywiście, że brakuje tego co w sporcie jest najważniejsze, czyli reakcji kibiców i tej atmosfery, która znaczy wiele i potrafi wznieść zawodnika na wyższy poziom – stwierdził rozgrywający Cracovii.

– Jednak nawet przy pustych trybunach mecz sam w sobie jest wciąż taki sam. Nie mamy na to wpływu, bo to jest wymóg związany z obecną sytuacją na świecie. Myślimy o tym, ale niczego nie możemy zmienić więc koncentrujemy się na tym co należy do nas, a naszym zadaniem jest grać i zwyciężać. Na boisku musimy pozostać sobą niezależnie od tego, czy niesie nas doping kibiców, czy też gramy przy pustych trybunach. Nic w tym przyjemnego gdy echo kopniętej piłki niesie się po stadionie, bo chcemy grać dla naszych fanów i przy nich na trybunach. Są fantastyczni, ale niestety teraz muszą kibicować „zdalnie”.

Na zdjęciu: W meczu z Tychami Pelle van Amersfoort fetował swojego drugiego gola w tej edycji Pucharu Polski.