Zobacz
Do góry

Renesans miodem pisany

– Kiedyś byłem młody i przystojny. A dziś już tylko przystojny! – śmieje się Matko Perdijić. 37-letni Chorwat, który przez wiele sezonów pobytu w naszym kraju mógł uchodzić za etatowego rezerwowego bramkarza, a w tej rundzie jest ostoją Zagłębia Sosnowiec.

Od początku sezonu nie tylko gra regularnie, ale stanowi jeszcze wartość dodaną dla swojego zespołu. W Niepołomicach spisał tak dobrze, że kibice skandowali jego nazwisko, a przed tygodniem w Olsztynie obronił karnego. Matko Perdijić cztery miesiące po 37. urodzinach błyszczy formą i jest w tej rundzie bardzo pewnym punktem Zagłębia Sosnowiec.

– Mimo wieku czuję się świetnie. Wiek nie gra. To tylko liczba. Fizycznie i psychicznie wszystko ze mną jest OK – mówi bramkarz z Chorwacji, który przez sporą część swojego pobytu w Polsce – trwającego od 2007 roku – mógł uchodzić za „zawodowego rezerwowego”.

Zwykły, z pyłkiem, propolisowy

– To wbrew pozorom bardzo trudna rola, z pewnością nie dla każdego. Nie wszyscy bramkarze to wytrzymają. Musisz być w rytmie treningowym, trzymać formę i – co najważniejsze – ciśnienie, czekając na swoją szansę. Nigdy nie wiesz, czy przyjdzie za kolejkę, dwie, czy za miesiąca albo i pół roku. W każdej chwili musisz jednak być gotowy na jej wykorzystanie. Nieraz widywało się chłopaków, którzy byli „tymi drugimi” i chodzili niezadowoleni, marudzili, nie trenowali tak, jak powinni. Ze mną jest wręcz przeciwnie. Im dłużej nie gram, tym bardziej głowa idzie w dół i skupia się na pracy. Trzeba być cierpliwym. Taki też jestem w życiu. Trudno wyprowadzić mnie z równowagi, ale jeśli już to komuś się uda, to wtedy nie jest kolorowo – śmieje się Matko, o którym przed laty zrobiło się głośno z racji… rękoczynów, do jakich nieomal doszło z kolegą z drużyny, Rafałem Grodzickim. Podczas wyjazdowego meczu Ruchu Chorzów z Podbeskidziem.

– Wtedy byłem młodszy. Zdarzają się oczywiście sytuacje, kiedy na boisku chcę wybuchnąć, ale potrafię się opanować. Wyrzucam złe emocje w inny sposób. Trochę sobie wtedy pokrzyczę na chłopaków z obrony, ale staram się to robić pozytywnie, by po jakimś błędzie ich nie dobijać, a pobudzać – tłumaczy Chorwat.

Gdy pytamy go o dobrą formę, wzrusza ramionami. – Ostatnimi czasy nie miałem zbyt wielu okazji do grania. Cieszę się, że skoro nadarzyła się szansa, to wykorzystałem ją. Jestem profesjonalistą, dbam o siebie, spędzam trochę czasu na siłowni, rozciągam się. Wszyscy, którzy mnie znają, potwierdzą pewnie, że trenuję dokładnie w ten sam sposób, co 5-10 lat temu – przekonuje.

Kiedyś powiedział, że chciałby grać do czterdziestki. Z Zagłębiem wiąże go kontrakt do 2021 roku.

– Mam nadzieję, że pociągnę, bo jeszcze trochę zostało… Przychodzenie do szatni wciąż sprawia mi wiele radości. Dopóki Bozia da zdrowie, to zamierzam grać w piłkę. Bo zdrowie jest najważniejsze. Urazy zawsze mnie omijały. Zastanawiałem się nieraz nad tym. Może to genetyka? Zgoda, bywały okresy, gdy niewiele grałem, ale przecież na treningach też się „pali” – zwraca uwagę Perdijić.

Rozmawiamy w restauracji „3 Kolory”, znajdującej się na sosnowieckim Stadionie Ludowym. Od słowa do słowa – i Matko wskazuje pewien rytuał, który towarzyszy mu od zawsze. – Mieszkając z rodzicami, nawet trenując już w Hajduku Split, codziennie rano, przed siódmą, czekało na mnie śniadanie: dwie kromki z miodem i szklanka mleka. Tata jest pszczelarzem, na miodzie się wychowałem. Może to pomogło mi w życiu i ma wpływ na to, że mam dziś taką formę? Nie ukrywam, że „katuję” też tym swoje dzieci. Gdy budzą się, od razu dostają łyżkę miodu. Przywozimy go oczywiście od taty z Chorwacji. Wytwarza tego sporo. Najtrudniej transportować pszczele mleczko. Gdy wydobywa się je z ula, trzeba je od razu wstawić do lodówki. Po 10-12 godzinach w aucie traci swoją wartość. Jednak zabieramy za to zwykły miód, miód z pyłkiem albo propolisowy. Z pyłkiem jest dobry na „immunitet”. Propolis – na gardło, gdy jest zimno. Normalnego używamy albo do słodzenia, albo do smarowania. Sporo tego jem – opowiada nasz rozmówca.

Dwa języki urzędowe

Skoro było o dzieciach, to trzeba uzupełnić, że ma polską rodzinę. Z żoną, Sylwią, pochodzącą z Łazisk Górnych, poznał się w 2011 roku. Można uśmiechnąć się, że to szczęściara, skoro Matko został kiedyś wybrany… najprzystojniejszym zawodnikiem Ruchu Chorzów. – W Cracovii też był taki konkurs, choć dużo mniej medialny. Najpierw wybierano kogoś od nas, potem – z Wisły Kraków, a na koniec był finał. I też go wygrałem! Sylwię poznałem, kiedy byłem młody i przystojny. Teraz niestety jestem tylko przystojny – śmieje się Matko. Mają dwójkę dzieci. Lenka chodzi do przedszkola, Antek poszedł właśnie do pierwszej klasy. – Nie tylko dla niego, ale i dla nas, rodziców, to nowy okres w życiu. Emocje były dość duże. Akurat w poniedziałek mieliśmy w klubie wolne, dlatego poszedłem z Antkiem na rozpoczęcie roku. Wybraliśmy sportową szkołę, w Chorzowie, na ulicy Ryszki. Ciągnie go do piłki, lubi to, do niczego go nie zmuszamy. Chodzi na treningi do Akademii Ruchu – mówi Perdijić. Choć od jego odejścia z Cichej, gdzie spędził sześć sezonów, minęło już ponad sześć lat, to wciąż mieszka w Chorzowie.

– Przy ulicy Rodzinnej, koło Amelungu – wskazuje. – Po pożegnaniu z Ruchem grałem w Cracovii i Łodzi. Gdy Widzew zbankrutował, wróciliśmy do Chorzowa. Przez dwa miesiące byłem bez klubu i akurat złożyło się tak, że zgłosiło się Zagłębie. Do Sosnowca blisko, 15 minut autem, nie trzeba zatem było się przeprowadzać. I tak zostaliśmy… W Chorzowie zostawiłem kawałek serca. Z Ruchem dwa razy kończyliśmy na podium, graliśmy dwa razy w finale Pucharu Polski czy w europejskich pucharach. Mimo problemów finansowych., mieliśmy fajną atmosferę w drużynie. Widzę, co teraz się dzieje. Szkoda, że 14-krotny mistrz upadł tak nisko. Można odczuć, że ludzie w Chorzowie to przeżywają. Do dzisiaj czasem ktoś podchodzi do mnie, zagada. Czasem słyszę: „Niech to już całkiem padnie” – zamyśla się Matko.

Pomoże nie tylko na boisku

W chorzowskich domach nieraz mówi się w dwóch językach – polskim i śląskim. U rodziny Perdijiciów też obowiązują dwa. – Żona mówi do dzieci po polsku, a ja po chorwacku. Pediatra uczulała nas, żebyśmy nie robili wody z mózgu, dlatego mamy jasny podział. Łapią automatycznie i bez problemu. W wakacje Antoś poleciał z babcią do mojej rodziny w Chorwacji i… był tłumaczem. Na pewno w życiu znajomość chorwackiego dzieciom nie zaszkodzi. W szkole zaczną też uczyć się angielskiego, więc od małego mogą operować trzema językami – cieszy się Perdijić, kilkukrotnie podczas naszej rozmowy odwołując się do bożej woli. – Jestem katolikiem. Tak wychowali mnie rodzice i tak też ja próbuję wychować swoje dzieci – zaznacza.

Ligowy brak kolorów

Daje do zrozumienia, że do ojczyzny raczej nie wróci. – Rodzina jest na pierwszym miejscu. Skoro tu ją założyłem, to tu jest jej miejsce. Można jeździć, gdy dzieci są małe, ale po rozpoczęciu szkoły trzeba mieć stabilizację. Nie można zaczynać wszystkiego od zera. Mam nadzieję, że będę grał jak najdłużej. Potem? Chcę zostać przy piłce. Po kilkunastu latach w Polsce będzie mi łatwiej o pracę niż w ojczyźnie. W chorwackiej piłce nie jest kolorowo, na poziomie są de facto tylko dwa albo trzy kluby. W Polsce z kolei nawet na niższych szczeblach odpowiednio się pracuje, jest sporo akademii – przekonuje. Zdobywa pierwsze uprawnienia szkoleniowca. Jest obecnie uczestnikiem kursu na licencję trenerską UEFA B, zjazdy odbywają się na… Stadionie Ludowym. Niebawem czeka go do napisania praca, musi też odbyć staż i egzamin. – Poszliśmy większą ekipą. Są też Dawid Ryndak, Martin Pribula czy Tomek Nowak. Dla mnie licencja UEFA B jest niezbędna, by potem móc kształcić się dalej już w kierunku bramkarskim; by dostać się do Białej Podlaskiej na kurs na licencję UEFA Goalkeeper – podkreśla.

Na własnym przykładzie rozwija wątek „braku kolorów” w krajobrazie ligowego futbolu w Chorwacji. – Gdy grałem tam w pierwszej czy drugiej lidze, cały czas byłem na utrzymaniu rodziców. Po skończeniu wieku juniora odszedłem z Hajduka Split do NK Mosor. Spadliśmy do trzeciej ligi, potem z powrotem awansowaliśmy. Grałem tam przez cztery lata, ale pensja była „biedna”, w dodatku nie zawsze ją otrzymywaliśmy. Większość klubów tak działa. Prezes może ci coś obiecać, ale nie wiadomo, czy i ile dostaniesz. Dopiero gdy wróciłem do Hajduka i tam podpisałem kontrakt, mogłem cokolwiek zaoszczędzić. W Chorwacji mamy wszędzie sporo talentów. Koszykówka, piłka ręczna, piłka nożna… Nastolatkowie uciekają jednak, bo chcą coś zarobić. W Polsce jest inaczej. Tu na poziomie zaplecza ekstraklasy młodzi wyżyją sami, w dodatku na dobrym poziomie. Gdy ktoś odchodzi, to za grubszą kasę. W Chorwacji wyjeżdżają nieraz za darmo, dlatego wszędzie jest nas na świecie pełno – opisuje Matko Perdijić.

Wisła zamiast morza

Ojczyzny mu trochę brakuje. Urlop spędza w rodzinnych stronach. – Po ostatnim sezonie mieliśmy ponad trzy tygodnie wolnego, które spędziliśmy w Chorwacji, u rodziny. Wychowałem się w malutkiej wiosce Gata, stamtąd przeprowadziliśmy się obok, do miejscowości Dugi Rat. To wszystko blisko Splitu. Szczególnie latem brakuje mi plaży, morza, które w dzieciństwie mi towarzyszyło. Plaża i boisko – wszystko kręciło się wokół tego. W mediach społecznościowych co chwilę ktoś wrzuca zdjęcia z Chorwacji. Jest lekka zazdrość, ale dokonałem wyboru. Tak już musi być. Przyzwyczaiłem się też do polskich zim, choć początki były ciężkie. Do Chorzowa przyleciałem w styczniu, a chyba jeszcze w marcu śniegu było po kolana – śmieje się Matko, który polubił polskie góry. Grając w Cracovii, często obierał kurs na Zakopane albo szaflarskie termy. Żyjąc w województwie śląskim, odwiedza Wisłę. – Nasze dzieci są „wodne”. Hotel w górach, basen… Wiele więcej nam nie trzeba – zapewnia.

Chwali Polaków. – Lubię wasz charakter do pracy. Macie inną mentalność. Gdy na Bałkanach skończysz pracę, to siadasz z kawą i papierosem. A Polak w tym czasie kombinuje. Jeśli ma jedną pensję, to chce sobie zarobić drugą. U nas tego nie ma. Wcześniej to chorwackie podejście mi nawet odpowiadało, ale teraz dochodzę do wniosku, że to nie do końca fajne. Podoba mi się u was ta ciągła chęć do robienia czegoś – opowiada.

Podczas gry w Polsce poznał wielu „ziomków” z Bałkanów. Wielokrotnie jego ścieżki przecinały się z Jovanem Ninkoviciem, również związanym w przeszłości z Ruchem, a obecnie – z Zagłębiem. Mieli zresztą pomysł na wspólny biznes. Ostatecznie bar z bałkańskim jedzeniem otworzył (w Katowicach) tylko sam Ninković. – Mieliśmy to otworzyć razem, ale odszedłem wtedy akurat do Cracovii, a nie chciałem działać na odległość. Jovan od początku wykazywał inicjatywę – mówi Perdijić.

A wielu go skreślało

W Polsce – jako się rzekło – zwykle był rezerwowym bramkarzem. Grał w Ruchu, Cracovii, Widzewie, Zagłębiu. Tylko w II-ligowej wówczas Polonii Bytom – która przedziela dwa okresy jego pobytu w Sosnowcu – uchodził za „jedynkę”. – Sporo było dobrych bramkarzy, z którymi rywalizowałem. Świetny okres w Zagłębiu – w sezonie, w którym awansowaliśmy – miał Dawid Kudła. W Ruchu dobrze spisywał się Krzysiu Pilarz, ocierał się wtedy wręcz o reprezentację. Nadal na bardzo dobrym poziomie broni Michal Pesković. Krzysiek Kamiński, z którym akurat byłem w zespole krótko, robi karierę w Japonii. Na zgrupowaniach dzielę pokój z Bartkiem Babiarzem, mocno trzyma się z Krzyśkiem. Nieraz jestem przy ich rozmowach, dlatego Krzysiek wie, co się dzieje u mnie, a ja – co u niego. Wiadomo, że rozegranych przeze mnie w Polsce meczów mogłoby być więcej, ale nie ma co wracać w przeszłość. Mogło być dużo gorzej. Utrzymuję się na tym rynku. Mam już 37 lat, nieraz wszyscy mnie skreślali, a ja dalej jestem – podkreśla z satysfakcją.

Pytamy na odchodne, czy wierzy w drugi awans z Zagłębiem do ekstraklasy. – A dlaczego nie? Mocno wierzę! Nie wybiegajmy jednak w przyszłość. Koncentrujmy się na każdym kolejnym meczu, a wiosną zobaczymy, co nam Pan Bóg da…

Matko PERDIJIĆ

urodzony: 26.05.1982 w Splicie
kraj: Chorwacja
pozycja na boisku: bramkarz
kluby: Hajduk Split, NK Mosor, Hajduk, HNK Sibenik, NK GOSK, Ruch Chorzów (2007-2012), Cracovia (2013-14), Widzew Łódź (2015), Zagłębie Sosnowiec (2015-16), Polonia Bytom (2016-17), Zagłębie (2017-?).
w ekstraklasie: 42 mecze, w I lidze: 12 meczów, w II lidze: 21 meczów.

 

Na zdjęciu: Chorwat Matko Perdijić odnalazł w Polsce swoją drugą ojczyznę.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze

Więcej w I liga

  • Kubeł zimnej wody wylany na głowę…

    Jastrzębianie dali Zagłębiu prawdziwą lekcję skuteczności, łatwo wykorzystując swoje sytuacje golowe. Ostatecznie zespół trenera Jarosława Skrobacza wygrał na Stadionie Ludowym 4:2,...

    JEM21 września 2019
  • Podbeskidzie. U siebie nie do ruszenia

    W meczu przeciwko Miedzi Legnica trenerowi Podbeskidzia, Krzysztofowi Bredemu, nie podobały się tylko trzy minuty.

    Jakub Kubielas21 września 2019
  • Zagłębie chce się przełamać

    Już ponad miesiąc czekają piłkarze i kibice Zagłębia Sosnowiec na ligowe zwycięstwo na własnym boisku.

    Krzysztof Polaczkiewicz21 września 2019
  • Odra Opole. Wariant spoza zamkniętego światka

    Klub z ul. Oleskiej 51 otrzymał warunkową zgodę od PZPN, by do końca roku zespół mógł prowadzić Piotr Plewnia.

    Maciej Grygierczyk21 września 2019
  • Mecz jak o przeżycie

    Choć głogowianie spośród dziewięciu meczów przegrali siedem, to wierzą w trenera Ivana Djurdjevicia. - Nie szukamy innego rozwiązania – mówi Zbigniew...

    Maciej Grygierczyk21 września 2019
  • GKS Jastrzębie. Do krwi ostatniej…

    Były piłkarz GKS-u Jastrzębie Andrzej Myśliwiec uważa, że w Sosnowcu zwycięzcę wyłoni jedna, jedyna bramka.

    Bogdan Nather21 września 2019
  • Zagłębie Sosnowiec. Spotkanie po latach

    Po ponad dziewiętnastu latach piłkarze Zagłębie zmierzą się w ligowym pojedynku z GKS-em Jastrzębie, co ciekawe po raz pierwszy na szczeblu...

    Krzysztof Polaczkiewicz21 września 2019
  • Ryszard Tarasiewicz. Brawo chłopaki, Brawo, brawo!

    Trener tyszan Ryszard Tarasiewicz był zadowolony zarówno ze zwycięstwa, jak i z gry swojej drużyny.

    Jerzy Dusik20 września 2019
  • Zapraszamy na stadiony. Kogo wchłonie kukurydza?

    Zaległości z „reprezentacyjnej” kolejki zostały odrobione, zatem od późnego środowego wieczora tabela Fortuna 1 Ligi znów cieszy oko kibica harmonijnym kształtem....

    Maciej Grygierczyk20 września 2019