Zobacz
Do góry

PGNiG Superliga. Bąk znów fruwa

Po żmudnej rehabilitacji i ponad roku przerwy do składu Górnika wrócił pechowy i niespełniony mańkut. Dziś do Zabrza wraz z Chrobrym zawita lubiany tu Vitalij Nat.

 

Ignacy Bąk to jeden z najbardziej utalentowanych polskich leworęcznych rozgrywających, mający za sobą kilka występów w reprezentacji Polski, ale wyjątkowo prześladowany przez kontuzje.

W poniedziałkowym meczu Pucharu Polski ze Stalą Mielec (33:18) 24-letni zawodnik wrócił do składu NMC Górnika, a kibice w Zabrzu mogli przypomnieć sobie charakterystyczną petardę w jego wykonaniu; poprzednio mieli ku temu okazję w grudniu… 2018 roku, gdy w meczu z Zagłębiem Lubin leworęczny gracz upadł w zdawało się niegroźnej sytuacji i z boiska kuśtykał, opierając się na barkach kolegów. Diagnoza była okrutna: zerwane więzadło krzyżowe w kolanie i to po raz drugi w karierze!

– Po długiej rehabilitacji od stycznia w końcu trenuję na 100 procent z drużyną. Jestem wdzięczny, że trener i prezes mnie nie pośpieszali i mogłem się w pełni wyleczyć. Jeszcze potrzebuję czasu, żeby wejść w rytm meczowy i opanować nasze zagrywki oraz sposób gry, oby już tylko omijały mnie kontuzje – z nadzieją w głosie mówi Ignacy Bąk.

Ze Stalą miał istne wejście smoka – już po 15 sekundach przywitał się bramką, a potem dołożył kolejne trafienie. Trener [Marcin Lijewski] mógł wreszcie dać odpocząć innemu mańkutowi, Iso Sluijtersowi. – Fajnie wrócić po tak długiej przerwie, czułem wielki głód gry – przyznaje Bąk. – Super, że tak szybko rzuciłem bramkę, bo to ważne mocno wejść w mecz – dodaje „Igi”.

– Mecz ze Stalą był szkoleniowy, cieszę się, że Ignacy mógł w nim pograć więcej. Wierzę, że jeszcze w tym sezonie nam pomoże, ale wiele zależy od samego zawodnika, jak szybko będzie mentalnie gotowy do gry na maksa, bez blokady w głowie – podkreśla szkoleniowiec trzeciej drużyny superligi.

Być może kolejną szansę Bąk otrzyma już dziś w ligowym spotkaniu z Chrobrym Głogów. Spotkanie zapowiada się interesująco z jeszcze innego powodu – do Zabrza przyjedzie dobrze tu znany i lubiany Vitalij Nat, który jako zawodnik i kapitan spędził w Górniku ostatnie trzy sezony w karierze (2011-14).

Po czterech latach pracy w roli trenera macierzystego ZTR-u Zaporoże latem ubiegłego roku 43-letni Ukrainiec zastąpił na ławce drużyny z Głogowa Jarosława Cieślikowskiego.

Pierwsza część sezonu była jednak dla Chrobrego nierówna – we własnej hali potrafił pokonać Azoty Puławy i napsuć krwi Górnikowi (31:32), ale przegrał gładko z Energą i w efekcie zajmuje dopiero 9. miejsce z 3-punktową stratą do 8. Zagłębia Lubin i miejsca gwarantującego rywalizację o medale. Na dodatek na finiszu rundy zasadniczej – oprócz starcia w Zabrzu – czekają go jeszcze potyczki z Vive i Orlen Wisłą, w których trudno zakładać zdobycze.

– Nie wybiegamy w przód, musimy robić swoje i nie patrzeć na tabelę. A na koniec rundy zasadniczej zobaczymy, gdzie będziemy – mówi Vitalij Nat.

 

3
MECZE po rzutach karnych przegrał Chrobry – głogowianie są pod tym wzgledem rekordzistą ligi; niemoc w dodatkowej rozgrywce po remisie przełamali przed tygodniem, z Pogonią Szczecin.

 

Na zdjęciu: Ignacy Bąk wraca na parkiet z przekonaniem, że zdrowotny pech wreszcie go opuści.

Komentarze