Piast Gliwice. Dobije do pierwszej dziesiątki?

Tomasz Jodłowiec, to obecnie trzeci aktywny piłkarz z największą liczbą rozegranych w ekstraklasie. Pomocnik Piasta w tym roku skończy 35 lat, a jego kontrakt z gliwiczanami obowiązuje do lata 2021.

Łukasz Surma 559, Marcin Malinowski 458, Marek Chojnacki 452 mecze w ekstraklasie. To trio ma na swoim koncie najwięcej gier w najwyższej klasie rozgrywkowej w historii. Tomaszowi Jodłowcowi wciąż daleko do tych rozstrzygnięć, ale obecność w tzw. Klubie 300, to z pewnością powodów do satysfakcji.

Poza tym, „Jodła” także jest w pierwszej trójce, ale obecnie i wciąż grających zawodników w ekstraklasie. Na pierwszym miejscu plasuje się napastnik Wisy Kraków Paweł Brożek, który ma na swoim koncie rozegranych 374 spotkań. Drugi jest piłkarz Śląska Wrocław – Piotr Celeban z 343 meczami. Jodłowiec rozegrał do tej pory 340 meczów, co daje mu 34 miejsce na liście wszech czasów.

Ostatni rok w ekstraklasie?

Perspektywy na awans i to spory wciąż jednak są. Czysto hipotetycznie, jeśli pomocnik zaliczałby regularne występy w obecnym sezonie, który ma być dokończony i podobnie miałby wyglądać kolejny sezon, ostatni obowiązywania umowy z Piastem, to „Jodła” może dołożyć z 30-40 meczów w ekstraklasie.

Taki bilans sprawiłby, że obecny 35-latek zbliżyłby się do pierwszej dziesiątki klasyfikacji piłkarzy z największą liczbą rozegranych meczów w lidze. 11 na liście Tomasz Kiełbowicz ma 383 mecze. Tyle jednak teoria, ale praktyka i futbolowa rzeczywistość, to zupełnie co innego.

Ostatnie miesiące pokazują, że „Jodła” musi zmagać się z wieloma utrudnieniami. Po pierwsze, to upływający czas. Wieku piłkarz nie oszuka i choć kondycyjnie i fizycznie Jodłowiec wciąż wygląda dobrze i wielu mogłoby brać z niego przykład, to jednak trudno dziś wyobrazić sobie tego piłkarza grającego co trzy dni po 90 minut.

Poza tym już od poprzedniego sezonu co jakiś czas przyplątują mu się niby drobne urazy, które jednak skutecznie wybijają z rytmu. W tym sezonie też tak było.

Idealny w roli jokera?

Między innymi z tego względu w gliwickim klubie debatowano o jego przydatności i długości ewentualnego kontraktu, gdy latem poprzedniego roku wrócił do Legii z wypożyczenia. Ostatecznie trener Waldemar Fornalik i jego sztab oraz dyrektor Bogdan Wilk byli za tym, żeby postarać się piłkarza ponownie ściągnąć na Okrzei.

Jego doświadczenie, atuty i przydatność przeważyły. Saga z powrotem „Jodły” trwałą bardzo długo, bo Legia potraktowała ten transfer bardzo osobiście i emocjonalnie. Jodłowiec zamiast grać w europejskich pucharach z Piastem grał w Legii, a potem usiadł na ławkę i ponownie w stolicy okazał się niepotrzebny.


Czytaj jeszcze: Szczęście w nieszczęściu?


Do Piasta wrócił późno, przez co dłużej musiał dochodzić do formy. Zagrał dopiero 16 września 2019 roku z Cracovią. Trener Fornalik umiejętnie szafował jego siłami, dopiero pod koniec 2019 roku i wiosną 2020 „Jodła” grywał regularnie.

Wystąpił w siedmiu kolejnych meczach z rzędu, ale tylko w dwóch był podstawowym graczem. 49-krotny reprezentant dzięki doświadczeniu stał się idealnym zawodnikiem na końcówki, ale w momentach, gdy zespół rozgrywał mecze co trzy dni. Dlaczego o tym wspominamy? Bo plan powrotu ekstraklasy do gry zakłada bowiem bardzo intensywny terminach i dwa mecze w tygodniu.

W takich warunkach zdrowy Jodłowiec może okazać się kluczem do sukcesu, podobnie, jak w poprzednim sezonie, gdy „Jodła” dołożył cegłę, a nie cegiełkę do historycznego mistrzostwa Polski.

Fot. Rafał Rusek/Pressfocus

Komentarze