Piast Gliwice. Musi być lepiej

Transfer Nikoli Stojiljkovicia do Piasta był wielką niewiadomą, wiązał się z oczekiwaniami o wypełnieniu luki po Jakubie Świerczoku. Na razie do tego daleko.


W gliwickim klubie zdawali sobie sprawę, że zastąpić takiego piłkarza jak Jakub Świerczok będzie bardzo trudno. Albo będzie to nawet niemożliwe w tak krótkim czasie. Dlatego długo rozglądano się za napastnikami i sprowadzono dwóch. Bardzo szybko umowę podpisał Hiszpan Alberto Toril, a trochę później Serb Nikola Stojiljković. CV tego drugiego było ciekawe, bowiem trochę czasu spędził w Portugalii, grał też w Turcji i w ojczyźnie. Zaległości i przerwa w graniu były minusami, ale wielu piłkarzy odrabiało stracony czas pod wodzą trener Waldemara Fornalika i jego sztabu.

29-latek jednak wciąż nie wygląda jakby był w formie. Jest żelaznym rezerwowym, pojawia się na boisku w końcówkach meczów, ale jak to mówią: szału nie ma. Z kolei jego występ od pierwszej minuty w spotkaniu z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza wywołał rozgłos. Pewnie jednak Serbowi nie o taki rozgłos chodziło. Stojiljković przez 61 minut gry zaliczył tylko dwa podania, z czego ani jedno nie było celne. To jeszcze nie koniec. Serb wygrał tylko 15 procent pojedynków, a konkretnie – dwa. No i wisienką było nietrafienie w piłkę w doskonałej sytuacji, gdy należało tylko przyłożyć stopę i padłaby bramką. Nic więc dziwnego, że po godzinie gry Stojiljković został zastąpiony przez Alberto Torila.

Czy jest coś, co może działać korzystnie na obronę Serba? Z pewnością… czas. Wielokrotnie w przeszłości widzieliśmy, że nowi piłkarze potrzebowali go bardzo dużo przy Okrzei. Niektórzy ponad jedną rundę i co najmniej jeden pełny okres przygotowawczy. Mikkel Kirkeskov, Joel Valencia to tylko pierwsze przykłady z brzegu. Zima może być więc bardzo ważna dla napastnika, którego kontrakt z Piastem obowiązuje do końca czerwca 2023 roku. W Gliwicach wciąż w niego wierzą. Kibice nadal chcą uwierzyć, bo 2 gole w 9 meczach, licząc ekstraklasę i Puchar Polski, to wciąż trochę za mało…


Fot. Rafał Rusek/PressFocus

Komentarze