Piast Gliwice. Niezapomniane chwile

Gdy ma się na koncie trzy mistrzostwa Polski, ponad sto występów w ekstraklasie i groźny wygląd, to można się czegoś bać? Owszem. 28-letni Jakub Czerwiński, choć do ułomków nie należy i jest bardzo twardym defensorem, poza boiskiem jest otwartym i sympatycznym człowiekiem. „Czerwo” w ostatnim czasie zapoznał się ze słowem strach. Towarzyszył mu ostatniego lata, gdy zderzenie z własnym bramkarzem na treningu zakończyło się poważnym urazem kolana. Odczuwał niepokój, gdy czekał na diagnozę i operację. Niepewność towarzyszyła mu, gdy pod koniec roku wrócił do treningów, i ostatniej niedzieli, gdy jako kapitan wyprowadził zespół Piasta na inauguracyjny mecz z Zagłębiem.

– Przyznam, że przed meczem nie oczekiwałem od siebie jakichś fajerwerków. Chciałem zagrać na równym, dobrym poziomie. To był mój pierwszy mecz o stawkę po długim urazie i z ręką na sercu powiem, że czułem się tak, jak bym debiutował. Przed meczem zastanawiałem jak długa była ta przerwa. Towarzyszyła mi duża tęsknota: za meczami, kibicami, atmosferą na stadionie, rywalizacją.Meczów sparingowych nie da się z tym porównać – powiedział [Jakub Czerwiński].

Szykował się do powrotu

Środkowy obrońca nie może bać się wsadzić głowy tam, gdzie ktoś bałby się wsadzić nogę. Defensor nie może pozwolić sobie na chwilę słabości, choć w trakcie meczu stacza wiele fizycznych pojedynków.

– Nie jest łatwo wrócić po pięciu miesiącach bez grania o stawkę, ale byłem przygotowany. Mimo że startowałem od zera, to miałem za sobą okres przygotowawczy, co mocno mi pomogło. Rozsądne decyzje, po których plan mojego powrotu był dobrze przemyślany, dlatego ze spokojem mogłem wrócić i czułem się dobrze – mówił urodzony w Krynicy Zdroju zawodnik mistrza Polski.

– Już podczas sparingów budowaliśmy pewność siebie i jakość jeśli chodzi o ustawianie się oraz zgranie. To jest także po części nowa drużyna. Nie miałem okazji rozgrywać meczów z Bartkiem Rymaniakiem i innymi, ale z czasem to będzie wyglądało coraz lepiej.

Śląska pozytywna energia

Nawet poważna kontuzja nie popsuje tego, że w Gliwicach Czerwińskiego spotykają niemal same dobre rzeczy. Jeśli chodzi o sprawy sportowe, to wypożyczenie z Legii było strzałem w dziesiątkę. Przy Okrzei „Czerwo” czuł się potrzebny, wydatnie pomógł utrzymać się Piastowi i potem zdobyć historyczne mistrzostwo Polski. W klubie też to widzieli, stąd nikt nie miał wątpliwości, że należy skorzystać z opcji wykupu piłkarza z Legii, choć jak na warunki gliwickie trzeba było sięgnąć głębiej do kieszeni. To się jednak opłacało. Czerwiński to świetny obrońca, ale i lider, dyrygent całej formacji.

– Fajnie było słyszeć i widzieć, jak Kuba podpowiada, kieruje defensywą – powiedział jeden z kibiców, który oglądał sparing Piasta z GKS-em Jastrzębie. Choć dwa pierwsze mistrzostwa Czerwiński zdobył z Legią, to jednak jego wkład w sukces z Piastem jest nie do porównania. Także poza boiskiem wszystko świetnie się układa. W grudniu poprzedniego roku został ojcem. Syn Mikołaj skończył niedawno rok, a po bramce z Zagłębiem „Czerwo” przekazał informację, że rodzina jeszcze się powiększy. Fani Piasta skandowali jego nazwisko jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Powtórzyli to po golu na 2:0.

– Tak, od pierwszych minut słyszałem ich wyraźnie. To bardzo budujące. Chciałbym im za to podziękować. Odwdzięczyłem się bramką. Swoją postawą na boisku będę starał się odwdzięczyć i też mam nadzieję, że robiąc to, co potrafię najlepiej, będę dostarczał im wiele radości – mówił Czerwiński, który przełamał monopol… trzech graczy Piasta, którzy strzelali gole w tym sezonie (Felix, Parzyszek, Badia – przyp. red.).

– Nie wiem, czy nie będą gniewać się na mnie. Na pewno w szatni zjedzą całe menu i nic dla mnie nie zostanie. Mówiąc poważnie, liczy się wygrana, a nie to, kto trafia do siatki – stwierdził uśmiechnięty od ucha do ucha po wygranej z „Miedziowymi”.

Na zdjęciu: Jakub Czerwiński (z lewej) wrócił do grania w iście przebojowym stylu

Komentarze