Piast Gliwice. Sokołowski nie grymasi

W poprzednim, mistrzowskim dla Piasta sezonie, 24-letni pomocnik zagrał w dwunastu ligowych spotkaniach. W żadnym z nich nie wybiegał jednak na boisko w podstawowym składzie. Teraz, po kadrowych zmianach, sytuacja diametralni się zmieniła. Na dziewięć ligowych gier w aż ośmiu Patryk Sokołowski wybiegał na murawę jako podstawowy zawodnik. W siedmiu tych spotkaniach zagrał od początku do końca.

Bombardował bramkę Gliwy

Akurat w ostatni piątek trener Waldemar Fornalik zdecydował jednak, że rozpocznie mecz na ławce rezerwowych. W środku pola grał Tom Hateley i Tomasz Jodłowiec. Nietypowo na boku pomocy ustawiony został Sebastian Milewski.

– Staram się dać z siebie maksimum czy to kiedy gram od pierwszej minuty czy kiedy wychodzę na murawę z ławki, jak to było w spotkaniu z Rakowem. Wiem, że trener docenia to, że kiedy siadam na ławce, to nie grymaszę, ale robię wszystko, żeby pomóc drużynie. Czekam na kolejne szanse czy to od początku czy wchodząc z ławki. Obojętnie jak będzie, to zawsze dam z siebie tyle, ile mogę. A czy będę grał od początku czy nie, to już decyzja należy od szkoleniowca – mówi skromnie zawodnik.

W meczu z częstochowianami drużynie prowadzonej przez Waldemara Fornalika nie szło. Przegrywała i wydawało się, że po przegranych z Lechią Gdańsk i Cracovią dozna swojej trzeciej kolejnej ligowej porażki. Od czego jednak solidna ławka rezerwowych? Wejście na boisko Patryka Tuszyńskiego, a w 70 minucie Patryka Sokołowskiego odmieniło losy spotkania, które skończyło się wygraną jedenastki z Gliwic 2:1.
Dodajmy, że do momentu wejścia pomocnika Piasta, ten miał na koncie dwa celne strzały. Trzy minuty po wejściu na murawę Sokołowski, w przeciągu kilkunastu sekund sam zaliczył… trzy celne uderzenia na bramkę strzeżoną przez Michała Gliwę!

– Ten pierwszy strzał powinien być lepszy, lepiej powinienem to był wykończyć. Straciłem jednak trochę równowagę i przez to oddałem strzał praktycznie w boisku, nie trafiłem dobrze w piłkę. Poszedłem jednak do końca, żeby spróbować strzelić bramkę. Potem, to już był kompletny chaos, każdy próbował strzelać, dobić. Próbował Jorge Felix, próbowałem ja. W końcu się udało i można powiedzieć, że wyciągnęliśmy z tej sytuacji „maksa”, bo i czerwona kartka i jedenastka i wyrównujący dla nas gol – komentuje Sokołowski.

Po jego uderzeniu piłka trafiła w rękę Igora Sapały z czego był karny i zejście z boiska zawodnika Rakowa. – Od razu po tym jak uderzyłem, to byłem pewny, że jest to ręka zawodnika przeciwnika, czerwona kartka dla niego i rzut karny dla nas – nie ma wątpliwości.

Bliżej wyjściowego składu

Sokołowskiego i Patryka Tuszyńskiego, który też dał bardzo dobrą zmianę i miał spory udział przy zwycięskim trafieniu, mocno pochwalił po meczu szkoleniowiec gliwiczan Waldemar Fornalik. – Nie jest sztuką wyjść na boisko, kiedy się prowadzi 3:0, ale po to mamy tak liczną kadrę, żeby zawodnicy czekający na ławce rezerwowych pomagali w trudnych momentach. Trzeba podkreślić, że rezerwowi mocno pomogli – komentował po meczu z Rakowem trener mistrza Polski. Dobry występ w wygranym meczu z beniaminkiem oznacza, że Sokołowski z Tuszyńskim mocno zbliżyli się do wyjściowego składu gliwiczan, których w niedziele czeka trudne wyjazdowe spotkanie z Arką. Wcześniej, bo w czwartek, także na wyjeździe, spotkanie w I rundzie Pucharu Polski z Unią Skierniewice.

Na zdjęciu: Patryk Sokołowski dał świetną zmianę w meczu przeciwko Rakowowi.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 
ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze