Zobacz
Do góry

Piast Gliwice. Więcej plusów niż minusów

Ciekawy materiał do analizy przyniósł sztabowi szkoleniowemu pucharowy mecz z Legią II Warszawa, choć najważniejszą informacją był awans do marcowego ćwierć finału tych rozgrywek.

Trener Waldemar Fornalik po raz kolejny w tej edycji Pucharu Polski mógł pozwolić sobie na mocne przemeblowanie składu. W stosunku do ostatniego ligowego meczu ze Śląskiem Wrocław, w Ząbkach doszło aż do dziewięciu roszad. – Jak widać, nasza kadra jest szeroka i wyrównana. Gdyby Tiago Alves nie był kontuzjowany, z pewnością zagrałby w tym meczu. Nie było też Kuby Czerwińskiego, który się leczy, a pozostali są zdrowi i gotowi do gry. Trener ma duży wybór i może decydować zgodnie ze swoim planem. Jesteśmy profesjonalistami i każdy z nas chce się pokazać w meczu pucharowym – przyznaje kapitan gliwiczan Gerard Badia, który poprowadził mistrzów Polski do wygranej, strzelając oba gole.

Napastników trudne sprawy

Wnioski muszą być pozytywne, bo gliwiczanie po raz kolejne sprostali roli zdecydowanego faworyta.

– Rywale grali bardzo ambitnie i byli dobrze zorganizowani. Zagrali na sto procent swoich możliwości. Można powiedzieć, że długo nam się nie dawali. Zrobiliśmy to, co do nas należało i to, czego wszyscy się spodziewali. Gdyby się nam nie udało, to byłaby duża sensacja. Szkoda, że wcześniej nie zapewniliśmy sobie wysokiego zwycięstwa, bo mieliśmy ku temu okazje. Był między innymi rzut karny – ocenił Waldemar Fornalik.

Kibice Piasta ze szczególną uwagą przyglądali się we wtorkowy wieczór powracającemu po kontuzji Daniemu Aquino. Hiszpan był bardzo aktywny, widać było, że bardzo chce. Pokazywał się do gry, a gdy miał choć trochę miejsca, oddawał strzał. Zmarnował jednak kilka dogodnych okazji. Wydaje się jednak, że gdy złapie meczowy rytm, może być cennym uzupełnieniem drużyny. Takim staje się Patryk Tuszyński, choć w lidze wciąż nie strzelił gola. Były napastnik Zagłębia Lubin miał swoje okazje, ale częściej wolał dostrzegać lepiej ustawionych kolegów. To po jego zagraniu w słupek trafił Sebastian Milewski, a „Tuszek” wywalczył rzut karny, który na gola zamienił „Badii”. Co może martwić? Że znów najsłabiej w ataku wyglądał Dominik Steczyk. Choć młodzieżowiec nie przebywał na boisku przez wiele czasu, to jednak zdołał zmarnować jedną „patelnię”. I to w jego przypadku była nie pierwsza stuprocentowa okazja w barwach Piasta.

Dali pozytywny sygnał

Kto jeszcze wypadł na plus? Na pewno Sebastian Milewski, który – inaczej niż w lidze – biegał po prawej stronie pomocy i niemiłosiernie ogrywał Ivana Obradovicia. Jak widać młodzieżowiec szybko się uczy i przystosowuje do nowych zadań wyznaczonych przez sztab szkoleniowy. Momentami mógł się podobać Jakub Holubek, który dobrze współpracował z Gerardem Badią, ale nie wszystkie jego zagrania były takie, jak powinny. Tak naprawdę trudno ocenić występ duetu środkowych obrońców Tomasz Huk-Piotr Malarczyk. Z jednej strony młodzi piłkarze nie za bardzo potrafili zagrozić defensywie Piasta, ale z drugiej kilka razy doświadczeni obrońcy dali się wyprowadzić w pole. Na pewno z obecnej trójki stoperów najsolidniej wygląda Urosz Korun, który mecz w PP przesiedział na ławce rezerwowych. Marcin Pietrowski znów wrócił do roli defensywnego pomocnika, którym był… kilka lat temu. W Piaście częściej grywał na bokach defensywy. I szczerze musimy przyznać, że wolimy go oglądać właśnie w takiej roli. Na środku boiska nie jest tak efektywny, jak na jego boku.

Plusów jest więc zdecydowanie więcej niż minusów, choć wciąż może martwić kibiców Piasta skuteczność ofensywnych graczy, bo mecz z Legią powinien zakończyć się wyższym zwycięstwem. – Pokazaliśmy dobrą dyspozycję. Bardzo chcieliśmy się zrehabilitować i przerwać tę negatywną serię. Było to dla nas ważne i wiedzieliśmy też, że wszyscy czekają na naszą pomyłkę i życzyli nam przegranej w Pucharze Polski. To byłaby duża niespodzianka gdybyśmy odpadli, a dziennikarze mieliby „używanie”. Nie dopuściliśmy do tego. Zagraliśmy dobry mecz i mieliśmy wszystko pod kontrolą – przyznał Gerard Badia. Po pokonaniu rezerw Legii, gliwiczan czeka znacznie trudniejsze zadanie, jakim będzie ligowy mecz w Szczecinie z tamtejszą Pogonią.

Na zdjęciu: Dani Aquino (z lewej) zaliczył udany powrót o kontuzji. Do pełni szczęścia zabrakło gola.

Komentarze