Piast Gliwice zdołowany przez Legię

Gliwiczanie w stolicy trzymali się tylko przez pierwszą połowę. W drugiej szyki obronne pękły i Legia dopięła swego. Trzeci mecz tego sezonu za Piastem, który wciąż nie strzelił ani jednego gola i nie ma choćby punktu…


W ostatnich meczach przy Łazienkowskiej Piast był niczym „uśpiony tygrys, ukryty smok”. Taktyka ta przynosiła trzy punkty i w piątkowy wieczór miało być ponownie.

Wytrzymali do przerwy

W pierwszej połowie o ile defensywa naprawdę dawała radę, to w ofensywa była bardzo uśpiona i bardzo ukryta. Zero strzałów przez 47 minut i praktycznie zero jakiegokolwiek zagrożenia. Goście z Gliwic skupili się na defensywie chyba aż za bardzo. Początek spotkania wyglądał w ich wykonaniu nieźle, bo do solidnej deefnesywy dołożyli chęć prowadzenia gry. Z czasem jednak inicjatywę zaczęli przejmować piłkarze Legii i szukać szczęścia pod bramką czujnego Frantiszka Placha.

Sporo wiatru starał się robić Makana Baku, jedna z nowych twarzy w Legii, choć nie nowa w ekstraklasie, bo swego czasu piłkarz ten świetnie prezentował się w Warcie Poznań. Uderzał też m.in. Filip Mladenović, ale celowniki gospodarzy nie były wyregulowane.

Łącznie w do przerwy gospodarze oddali całe cztery strzały, ale też żadnego celne. Mecz sam w sobie byłby nudny, gdyby nie sędzia Tomasz Musiał, który momentami nie panował nad sytuacjami. W efekcie czego doszło do przepychanek między zawodnikami, a żółtymi kartkami ukarania zostali Rose z Legii i Wilczek z Piasta.

Podkręcili tempo

Legia, podobnie jak Piast potrzebowała wygranej, ale w szatni musiało być gorąco, bo gospodarze wyszli na drugą połowę z postanowieniem poprawy i szybko udało się je zrealizować. Baku zagrał do Ernesta Muciego i po dwóch minutach po zmianie stron miejscowi kibice mogli cieszyć się z gola. Pierwszy celny strzał dał prowadzenie, a gliwiczanie znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji.

Goście jeszcze się nie otrząsnęli, a już przegrywali 0:2. Filip Mladenović popisał się pięknym wykończeniem podania od Bartosza Kapustki. Taktyka „przede wszystkim nie stracić” mogła zostać wrzucona do kosza na śmieci. Nie minęła nawet godzina gry, a śląska drużyna już prawie była na deskach. Legia poczuła krew i nadal atakowała, chcąc zdobyć kolejną bramkę.

Jest o czym myśleć

Trener Waldemar Fornalik musiał dokonać ofensywniejszych korekt i na boisku pojawił się m.in. Damian Kądzior. To on oddał pierwszy strzał gliwiczan, lecz z wolnego uderzył nad poprzeczką bramki Legii. Piast starał się robić więcej zamieszania w polu karnym rywali po stałych fragmentach gry, ale też nadziewał się na kontry. Legia już nie podwyższyła prowadzenia, ale gliwiczanie zakończyli mecz przy Łazienkowskiej bez choćby celnego strzału. Mina trenera Waldemara Fornalika uchwycona przez telewizyjne kamery mówiła wszystko…


Legia Warszawa – Piast Gliwice 2:0 (0:0)

1:0 – Muci, 47 min (asysta Baku), 2:0 – Mladenović, 52 min (asysta Kapustka)

LEGIA: Tobiasz – Johansson, Jędrzejczyk, Rose (63. Augustyniak), Mladenović (84. Sokołowski) – Charatin – Wszołek, Josue, Kapustka (61. Rosołek) – Baku (76. Pich) – Muci (84. Ribeiro). Trener Kosta RUNJAIĆ. Rezerwowi: Miszta, Abu Hanna, Slisz, Strzałek.

PIAST: Plach – Reiner, Czerwiński, Mosór – Pyrka (83. Ameyaw), Kaput (61. Kądzior), Hateley, Tomasiewicz (76. Sappinen), Katranis (63. Holubek) – Chrapek – Wilczek (76. Toril). Trener Waldemar FORNALIK. [Rezerwowi:] Szymański, Kirejczyk, Leśniak, Munoz.

Sędziował Tomasz Musiał (Kraków). Widzów: 19045. Żółte kartki: Rose (29. niesp. zach), Baku (71. faul) – Wilczek (29. niesp.zach), Kaput (51. Faul)

Piłkarz meczu – Filip Mladenović


Fot. legia.com

Komentarze