Pierwszoligowy hit bez rozstrzygnięcia

Wygrana w takim meczu zawsze ma swój prestiż, ale tym razem nikt nie przechylił szali zwycięstwa na swoją korzyść.


Spotkanie wcale niedawnych ekstraklasowiczów było – jak na warunki pierwszoligowe – sporym hitem. Oba zespoły wyróżniają się na tle reszty stawki pod wieloma względami, także jeśli chodzi o ambicje. Zwycięstwo mogło dać Koronie przynajmniej dwudniowy fotel lidera, z kolei Arka liczyła na podgonienie kielczan (i Widzewa), do których przed meczem traciła już trochę punktów.

Motywację obu stron było widać od początku. Raz przeważali jedni, raz drudzy, choć w pierwszej połowie więcej z gry mieli gospodarze. Gdynianie lepiej operowali w środku pola, aczkolwiek – co tyczyło się obu ekip – w kluczowych momentach brakowało im precyzji. Z tego też powodu nawet jeśli jakieś sytuacje wydawały się obiecujące, to nie były kończone w odpowiedni (albo jakikolwiek) sposób. Karol Czubak i Olaf Kobacki oddali chyba najciekawsze uderzenia w Arce, podczas gdy po stronie Korony czujność Daniela Kajzera sprawdził po niezłym strzale głową Jakub Łukowski.

Na stadionie dało się wyczuć jakże charakterystyczną atmosferę wyczekiwania na jednego jedynego gola w spotkaniu. Kielczanie nie mieli zamiaru dać się stłamsić gospodarzom, więc trener Dominik Nowak dokonał ważnej – i bardzo trafnej – roszady, wprowadzając w przerwie Zvonimira Petrovicia, który mocno ograniczył zapędy arkowców w środku pola. Odbiło się to głównie na postawie Christiana Alemana, który po przerwie był cieniem samego siebie z pierwszych 45 minut.

Charakter spotkania spowodował, że przez kilka minut przeważała Arka, potem swoje 5 minut miała Korona – i tak w kółko. Nieco korzystniej w kreacji sprawowali się gospodarze, którzy największe zagrożenie stworzyli w 63 minucie po „główce” Macieja Rosołka, choć ten ostatecznie był na minimalnym spalonym. Tak więc w hicie żadne gole ostatecznie nie padły, co bardziej odpowiada drużynie Korony. Punkt wywalczony na trudnym terenie zawsze ma swoją wartość, o czym wie chociażby Widzew, który na wyjeździe do Gdyni poległ.


Arka Gdynia – Korona Kielce 0:0

ARKA: Kajzer – Kasperkiewicz, Marcjanik, Dobrotka – Kobacki, Milewski, Aleman (89. Żebrowski), Valcarce (46. Stępień) – Adamczyk – Czubak (62. Siemaszko), Rosołek (81. Vinicius). Trener Dariusz MARZEC.

KORONA: Forenc – Danek, Zebić, Koj, Sierpina – Szpakowski, Oliveira (46. Petrović) – Podgórski, Gąsior, Błanik – Łukowski. Trener Dominik NOWAK.

Sędziował Łukasz Szczech (Kobyłka). Żółte kartki: Milewski – Gąsior, Błanik

Piłkarz meczu – Michał MARCJANIK


Fot. arka.gdynia.pl