Radosław Piesiewicz: Teraz do Tokio

Jak ocenia pan grę i wyniki reprezentacji Polski na turnieju w Chinach?
Radosław PIESIEWICZ: – Przede wszystkim nasi zawodnicy udowodnili, że są bardzo dobrymi koszykarzami. Grają z pełnym zaangażowaniem, zostawiają serce na parkiecie. Myślę, że ten turniej sprawi, że koszykówka będzie w Polsce bardziej popularną dyscypliną. Że młodzież będzie chciała naśladować Mateusza Ponitkę, Adama Waczyńskiego, Łukasza Koszarka, Adama Hrycaniuka. To bardzo ważne, żeby młodzi adepci koszykówki mieli z kogo czerpać wzorce.
Stało się coś niesamowitego. Cieszy to, że wygraliśmy grupę, nie ponosząc porażki. Ograliśmy wielką Rosję. Przegraliśmy z drużynami, które są w finale mistrzostw świata, czyli Argentyną i Hiszpanią oraz reprezentacją USA. Na spotkanie z Czechami myślę, że wyszliśmy skoncentrowani, lecz nie do końca. Jeżeli byłby to mecz o możliwość gry w Tokio, zakwalifikowanie się do igrzysk bezpośrednio z mistrzostw świata, zawodnicy podeszliby do tego jeszcze inaczej.

Jakie było pana największe przeżycie na tym turnieju?
Radosław PIESIEWICZ: – Wrażenie zrobiła na mnie znakomita organizacja mistrzostw. Dużo emocji było w meczu z Chińczykami. Zwycięstwo zostało wydarte zespołowi gospodarzy. To było coś niesamowitego. Trzeba to przeżyć, być na miejscu, żeby wiedzieć jakie emocje mogą targać obserwujących takie spotkanie.

Mówi się, że to koszykarski Bóg zesłał swoją łaskę na polską drużynę…
Radosław PIESIEWICZ: – Nazwałbym to inaczej: Bóg koszykówki widział, jak nasi zawodnicy zasługują na to zwycięstwo i to stało się faktem. Myślę, że ta wola walki i serce, które wkładali nasi zawodnicy w każdy mecz, pozwoliły nam znaleźć się w najlepszej ósemce świata. Nikt nigdy już tym chłopakom tego nie zabierze. Przeszli do historii koszykówki. Mam nadzieję, że nie tak długo będziemy czekali na następny mundial z ich udziałem, a wcześniej uda im się zakwalifikować na igrzyska w Tokio.

Czy Polska będzie się starać o organizację w czerwcu przyszłego roku turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk?
Radosław PIESIEWICZ: – Tak. Rozmawiamy z władzami FIBA. Zgłosiliśmy taki akces. Zostało to bardzo pozytywnie przyjęte. Zobaczymy. Fajnie byłoby, gdybyśmy zorganizowali jeden z czterech planowanych turniejów w Polsce.

Dwie porażki z finalistami turnieju, ale i porażka z Czechami w meczu klasyfikacyjnym o miejsca 5-8. Był pan nią rozczarowany?
Radosław PIESIEWICZ: – Nie. Jestem bardzo wdzięczny za to, co zrobili. I tak zapisali się w historii polskiej koszykówki. Zrobili to, co mogli. Myślę, że kluczowy był przegrany mecz z Hiszpanią, który – jak się okazuje – decydował o wszystkim: o miejscu w czwórce i bezpośredniej kwalifikacji na igrzyska. Cóż, Hiszpanie akurat mieli dzień niewiarygodny. W półfinale było widać, że to nie była ta sama Hiszpania. W sporcie trzeba mieć trochę szczęścia. My go mieliśmy, potem go zabrakło. To się wyrównuje. Trzeba się cieszyć z tego, co mamy. Ósme miejsce w świecie bralibyśmy wszyscy w ciemno. A tu graliśmy jeszcze na zakończenie ze Stanami Zjednoczonymi. Wydawało się, że to niemożliwe, a jednak się zdarzyło.

Czy przed mistrzostwami były rozmowy o premiach dla zawodników, może trwają teraz?
Radosław PIESIEWICZ: – Ci zawodnicy nie myśleli o premiach. Przyjechali przygotowywać się do mistrzostw z dużym wyprzedzeniem, poświęcając wakacyjny czas. Nie było tematu, że premie są najważniejsze. Najważniejsze było założenie koszulki z orzełkiem, możliwość gry w reprezentacji na mistrzostwach świata. Oczywiście, premie były ustalone. Wyszedłem z tą inicjatywa do starszyzny drużyny i dogadaliśmy się bardzo szybko. Żałuję, że nie udało się osiągnąć półfinału, bo byłoby to coś nieprawdopodobnego.

Inaczej mówiąc – ponad stan. A może ósemka też jest ponad stan?
Radosław PIESIEWICZ: – Nie. Gdyby było ponad stan, to nie bylibyśmy tutaj. Ci zawodnicy udowodnili, że są w stanie naprawdę ze wszystkimi wygrywać.

Spotykał się pan w kuluarach w prezesami krajowych federacji. Koszykówką w swoich krajach rządzą byli świetni zawodnicy: Yao Ming w Chinach, Andriej Kirilenko w Rosji, Jorge Garbajosa w Hiszpanii. Reagowali na grę Polaków w turnieju?
Radosław PIESIEWICZ: – To były bardzo pozytywne reakcje. Byliśmy zaskoczeniem w tym turnieju. Wszyscy składali gratulacje, że niesamowita drużyna, z sensem poukładana. Cieszy, że postawa polskich koszykarzy została zauważona nie tylko w Europie, ale i na świecie. Któż by się spodziewał, że prawie 400 milionów ludzi w samych Chinach obejrzy mecz swojej drużyny z Polską. Nasi chłopcy pobili na tych mistrzostwach wiele rekordów. Myślę, że będzie o nich głośno jeszcze bardzo długo.

Z Pekinu – Marek Cegliński (PAP)

 

Na zdjęciu: Rafał Piesiewicz ma mnóstwo satysfakcji po występie biało-czerwonych w Chinach.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 
ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze