Piłka ręczna. Szef zostawi gang?

Rafał Kuptel nie przedłużył jeszcze umowy z Gwardią Opole. Szkoleniowiec brązowych medalistów sprzed roku ma m.in. poważną ofertę z Energi Kalisz.

Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że dzisiejsza Gwardia to Kuptel – 44-letni szkoleniowiec pracuje w Opolu od 2014 roku, po roku wprowadził zespół do PGNiG Superligi, a następnie szybko wspinał się z nią w krajowej hierarchii, aż do największego sukcesu klubu od ponad pół wieku: brązowego medalu w sezonie 2018/19. W przedwcześnie zakończonych ostatnich rozgrywkach „gang Kuptela” musiał zadowolić się piątym miejscem, ale w niedoszłym ćwierćfinale play offu z Azotami nie byliby bez szans – jesienią wygrali w końcu dwumecz z puławianami o fazę grupową Pucharu EHF…

Dziś jednak Gwardia – choć nie tylko ona – stanęła w obliczu kryzysu wywołanego pandemią. Klub bazował na świetnym rozeznaniu wśród najbardziej utalentowanych zawodników młodego pokolenia, stąd do Opola trafili m.in. Jan Klimków, Patryk Mauer, Maciej Zarzycki, Jędrzej Zieniewicz czy Szymon Działakiewicz, których dziś w swoich ekipach chciałyby mieć PGE Vive Kielce, Orlen Wisła Płock, a także kluby zagraniczne.

Ambicje szefa

Kuptel wyrobił sobie markę trenera z ręką do młodzieży, potrafiącego z nią pracować i wycisnąć wszystko, co najlepsze, choć nie stroniącego od grubego słowa. I tak – w kooperacji z grupą graczy rutynowanych – został nieformalnym szefem „gangu” z powodzeniem bijącego się o ligowe zaszczyty, kierownikiem jedynej drużyny, która w zeszłym sezonie utarła nosa w superlidze milionerom z Kielc.

Ale ambicją Kuptela było także, by Gwardia wspinała się nie tylko w hierarchii krajowej. Koncept się sprawdzał, rok po roku ulepszał, a zimą w Opolu oglądano rywalizację w fazie grupowej Pucharu EHF, choć zespół pobierał w niej surowe lekcje (rozgrywki z powodu pandemii nie zostały dokończone).

Dziś nie wiadomo, czy gwardziści wrócą na europejskie parkiety – 5. miejsce w lidze może nie zapewnić kwalifikacji – ale pytań odnośnie pucharów jest więcej i dotyczą one głównie działań EHF-u, który chciał je zreformować.

Piłkarze bez kontraktów

Oprócz kasy na Europę trzeba mieć także skład, a Gwardia już rok temu nie była w stanie utrzymać jednego ze swoich liderów, Antoniego Łangowskiego. Teraz straciła Zieniewicza, który wybrał ofertę MMTS-u Kwidzyn, a na Mauera, czołowego w Polsce prawoskrzydłowego, parol zagiął wicemistrz z Płocka. Na dodatek Gwardia – będąca także w trakcie zmiany właściciela sportowej spółki, a miasto już obcięło 30 procent z milionowej dotacji – nie przedłużyła na razie umów z większością graczy, m.in. Klimkowem i Zarzyckim, a także z kapitanem Mateuszem Jankowskim, Przemysławem Zadurą oraz bramkarzem Mateuszem Zembrzyckim.

Przeczytaj jeszcze: Zmierzamy ku formule półzawodowej

Kolejnych osłabień i spadku sportowej jakości nie załata kolejny zaciąg partii choćby najbardziej zdolnych młodzianów i nawet taki fachowiec jak Kuptel nie będzie w nieskończoność budował od zera.

Dał do myślenia

Sam szkoleniowiec nie odpowiada wprost na pytanie, czy w przyszłym sezonie poprowadzi swój „gang”, a to już daje do myślenia.

– Rozmawiamy, po weekendzie majowym powinno się wyjaśnić – mówi Kuptel, ale dodaje, że ma także oferty z dwóch innych klubów. Jedną z tych ofert, jak udało nam się ustalić, wystosowała mająca spore ambicje Energa MKS Kalisz, która rozstała się niedawno ze Szwedem Patrikiem Liljestrandem. Obok Kuptela kandydatem do objęcia klubu z Wielkopolski jest Tomasz Strząbała (rok temu doprowadził MMTS Kwidzyn do 4. miejsca w lidze).

Dyrektor sportowy Gwardii Tomasz Wróbel przekonuje, że Kuptel w Opolu jednak zostanie – zespół, który od czterech lat nie schodzi poniżej 5. miejsca w superlidze, to praktycznie „dziecko” duetu Kuptel-Wróbel.

– Nie wszystko da się załatwić przez telefon. Mam nadzieję, że gdy już będziemy się mogli spotkać, łatwiej nam będzie się dogadać – mówi Wróbel.

Na zdjęciu: Rafał Kuptel czeka na decyzje, w jakim kierunku podąży piłka ręczna w Opolu…

Fot. Piotr Matusewicz/Pressfocus

Komentarze