Piszczek: Mundial jest trudniejszym turniejem od Euro

Od wielu lat jest jednym z liderów reprezentacji Polski, ale w Rosji dopiero zadebiutuje w mistrzostwach świata. Na dodatek wiadomo już, że pierwszy mundial, będzie zarazem ostatnim dla obrońcy, który 33. urodziny świętował podczas zgrupowania w Arłamowie. Łukasz Piszczek został niedawno, już po raz trzeci, tatą, więc nie ukrywa, iż ma dla kogo… grać. A wiadomo już, co nawet zostało przesądzone, że choć kontrakt z Borussią Dortmund wypełni za dwa lata, nie odwiesi wówczas futbolowych butów na kołku. Tylko pogania jeszcze za piłką w Goczałkowicach! Z jakimi nadziejami przyszły zawodnik tamtejszego LKS wybiera się do Rosji?

ADAM GODLEWSKI: Mundial w Rosji to dla pana impreza życia?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Traktuję tę kwestię spokojniej. Wiadomo, że jeszcze nie byłem na mistrzostwach świata, ale staram się podchodzić to tego turnieju tak samo jak do mistrzostw Europy, ewentualnie meczów w Champions League. Zresztą w spotkaniach ligowych co tydzień też daję zawsze sto procent, więc pod tym względem nic w Rosji się nie zmieni.

Czy stres nie będzie jednak większy niż na co dzień?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Jakiś dreszczyk emocji jest, ale trzeba umieć sobie z nim poradzić. Staram się nie przejmować kwestiami, na które nie mam wpływu. I koncentrować na tym, co ja mogę zrobić, i co zależy ode mnie.

A czy czasami sam nie nakłada pan na siebie zwiększonej dawki presji, publicznie ogłaszając, że będzie to pański ostatni mundial?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Ależ takie są fakty, nie ma po prostu szans na mój występ w następnych mistrzostwach świata. To nie ja robię z tego jakieś halo, po prostu zdroworozsądkowo podchodzę do swojego wieku i upływu czasu. Nigdy nie miałem z tym problemu, a przecież w wieku 33 lat nie będę przekonywał, że za cztery lata oszukam fizjologię. Mam za sobą już 14 sezonów profesjonalnej gry, i dwa lata do końca kontraktu w Borussii. Dalej nawet nie wybiegam myślami.

Trochę awarii zdrowotnych po drodze się uzbierało, ale odnoszę wrażenie, że dzięki temu prowadzi się pan jeszcze bardziej profesjonalnie, a już na pewno z jeszcze większą troską o przygotowanie organizmu do treningu.
ŁUKASZ PISZCZEK: – Prowadzę się cały czas tak samo, odkąd pamiętam. Od dłuższego czasu zdrowo się odżywiam, dbam o zabiegi u fizjoterapeutów i rozciąganie przed i po treningach, chodzę na siłownię. Tak właśnie powinno wyglądać życie sportowca, jeśli chce się długo utrzymywać wysoką formę i funkcjonować na wysokim poziomie.

Czyli po operacji biodra nie zintensyfikował pan wysiłków, żeby z jeszcze większym wyczuciem wprowadzać organizm do wysiłku?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Od tego momentu – a minęło już pięć lat od zabiegu – nauczyłem się, że absolutnie niczego nie mogę zaniedbać, bo wówczas biodro na pewno da o sobie znać.

Obecna reprezentacja jest porównywalna poziomem i jakością do tej sprzed dwóch lat?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Nigdy nie lubiłem takich porównań. Każdy turniej to osobna historia, przed dwoma laty we Francji fajnie zagraliśmy, a i na wyniki też nikt nie mógł narzekać. Tak do tego podchodzę, że Euro 2016 to już zamknięty rozdział, a teraz przed nami fajna – miejmy nadzieję – przygoda w Rosji. Chcemy wyjść z tej grupy, co będzie bardzo trudnym zadaniem, ponieważ stawka jest bardzo wyrównana. Z każdej innej grupy też oczywiście chcielibyśmy awansować do fazy pucharowej, nie czarujmy się. Z innym nastawieniem nie byłoby sensu w ogóle jechać na mistrzostwa. Tyle że inne zespoły mają podobne plany, a w Rosji stawią praktycznie wyłącznie dobre drużyny, więc trzeba będzie ostro powalczyć o swoje.

Byliście losowani z pierwszego koszyka, więc choćby już z tego powodu oczekiwania kibiców rozbudziliście bardzo mocno.
ŁUKASZ PISZCZEK: – Zgadza się, ale zewnętrznych oczekiwań staram się nie brać do siebie i robię wszystko, aby w ogóle na mnie nie wpływały. Wiadomo, kibice są od tego, żeby mieć oczekiwania, ale każdy z nas ma również swoje indywidualne. Na pewno po turnieju dokonam samooceny i mam nadzieję, że wszystko ułoży się tak, jak planuję przed wyjazdem na mistrzostwa.

Przed mistrzostwami Europy powiedział mi pan, że pełna satysfakcja we Euro 2016 będzie dopiero po awansie reprezentacji Polski do ćwierćfinału. Zatem wrócił pan z Francji w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku. A teraz – kiedy byłby pan usatysfakcjonowany, to znaczy po osiągnięciu jakiej fazy turnieju?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Chcę wyjść z tej grupy, na tym będziemy się skoncentrować. Do każdego spotkania trzeba się starannie przygotować, ale też być gotowym na różne scenariusze. Różnie spotkania w pierwszej fazie mogą się przecież potoczyć, nie zawsze tak, jak sobie zakładamy. A co będzie dalej – po prostu zobaczymy. Gdyby udało się awansować do fazy pucharowej, czyli wykonać podstawowy plan, każdy kolejny mecz traktowałbym jak finał. Bo tylko przy takim nastawieniu można w ogóle myśleć o wywalczeniu przepustek jeszcze dalej.

Mam z rozumieć, że przed wyjazdem na mundial zakłada pan, że skala trudności w porównaniu do Euro wzrośnie?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Tak właśnie sądzę. Jeśli popatrzymy, że zaraz po wyjściu z grupy możemy trafić na Belgię lub Anglię, to uważam, że turniej w Rosji jest trudniejszy od mistrzostw Europy. To jednak jest piłka, więc wiele może się zdarzyć. Dlatego mam po prostu nadzieję, że pokażemy się z dobrej strony.

Fakt, że skład po finałach Euro 2016 pozostał prawie niezmieniony, to wyłącznie atut drużyny Adama Nawałki? Z jednej strony macie większe doświadczenie, ale z drugiej – większy przebieg i większą liczbę zdrowotnych awarii na kontach.
ŁUKASZ PISZCZEK: – Spokojnie, 33 lata, jak to jest w moim przypadku i kilku innych chłopaków, to jeszcze nie jest wiek emerytalny dla zawodowego sportowca. Potrzebny jest oczywiście napływ świeżej krwi, która dobrze robi każdej drużynie, ale o to stara się przecież trener Nawałka. Dlatego nie martwię się, że jesteśmy dwa lata starsi, choć nie każdy z nas miał w życiu wyłącznie dobre okresy po mistrzostwach Europy. Jednym układało się trochę lepiej, innym – nieco gorzej. W piłce to jest zresztą na tyle długi czas, że kariera może poszybować wysoko do góry, ale może też ostro wyhamować.

W pańskim przypadku można chyba mówić, że był constans, czyli stabilizacja na dawno już osiągniętym wysokim poziomie?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Łatwo nie było, też miałem wyboje życiowe, do których wracam niechętnie. Choćby pamiętny dzień, gdy mieliśmy zagrać z Monaco w Lidze Mistrzów, a skończyło się dużą traumą po ataku na autokar Borussii Dortmund. Z nawracającymi wspomnieniami trzeba było sobie wtedy poradzić, a proszę mi wierzyć, że to wcale nie było proste. Jesteśmy tylko i wyłącznie ludźmi, każdy z nas też wiele kwestii – nie tylko tak drastycznych – przeżywa na swój sposób. Przygotowanie mentalne jest więc bardzo ważne, trening typowo sportowy powinien być poparty zajęciami z psychologiem.

Sam poradził pan sobie po wspomnianym ataku, który początkowo odbierano jako akt terrorystyczny z powrotem do normalności w życiu?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Od dłuższego czasu pracuję z psychologiem sportowym, więc nie musiałem tego brać wyłącznie na własne barki. I choć mój terapeuta nie jest specjalistą-traumatologiem, odbył ze mną rozmowę, jak najlepiej poradzić sobie z takim problemem. Na szczęście ten etap jest już dawno za mną. I staram się nie wracać myślami do tego niebezpiecznego zdarzenia.

Wie pan już wszystko o rywalach z grupy H?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Nie, na zgrupowaniu w Arłamowie mieliśmy dotąd tylko jedną odprawę na temat Senegalu, zaczęły się po prostu przygotowania właśnie do tego spotkania. Z tyłu głowy mamy oczywiście nazwiska zawodników nie tylko z Senegalu, ale także z Kolumbii i Japonii, znamy ich, ale style gry i to czego możemy się spodziewać po konkretnej drużynie będziemy przerabiać w miarę zbliżania się spotkań. Nasz sztab jest przygotowany na to od dawna, dokładnie ma rozpracowanego każdego przeciwnika, ale my niezbędne informacje dostajemy z meczu na mecz. I taki sposób przedstawiania wiedzy o rywalach sprawdza się od dłuższego czasu, więc nie ma powodu go zmieniać.

Jako zespół losowany z najwyższego koszyka jesteście faworytem grupy H i będziecie musieli poradzić sobie z tą rolą, której polscy piłkarze raczej nie lubią?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Zostawmy rankingi, one nie grają. Wydaje mi się zresztą, że to nie my jesteśmy faworytem tej grupy, więc nie musimy się o to w ogóle martwić. Faworytem, i to zdecydowanym, jest według mnie Kolumbia. A my, Senegal i Japonia stanowimy wyrównaną stawkę i do końca będziemy bić się o miejsce zapewniające wyjście z grupy.

Czyli pierwszy mecz – jakkolwiek banalnie to zabrzmi będzie kluczowy? A w każdym razie podwójnie ważny?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Ja do tego tak nie podchodzę. Powtórzę, że musimy być przygotowani na różne scenariusze, i nawet gdyby spotkanie inauguracyjne nie potoczyło się po naszej myśli, pozostaną jeszcze dwa następne, w których także będą do zgarnięcia po trzy punkty. A jeśli zdobędzie się w nich sześć punktów, to nie wyobrażam sobie, żeby nie wyjść z grupy.

Tyle że reprezentacja Polski ma bardzo złe wspomnienia po porażkach w pierwszych meczach na dwóch ostatnich mundialach, w których braliśmy udział.
ŁUKASZ PISZCZEK: – Były drużyny, które nawet po porażce na dzień dobry awansowały z grupy, a Hiszpania została nawet mistrzem świata. Dlatego uważam, że nie powinniśmy oglądać się na naszą historię. Co prawda daleki jestem od tego, żeby mówić, iż po ewentualnej porażce z Senegalem moglibyśmy zostać mistrzami świata, ale plan na pewno byłby taki, żeby na całego walczyć dalej o wyjście z grupy. Nawet niepowodzenie na inaugurację nie zmieniłoby naszego nastawienia, tego jestem pewien.

Dowiedział się pan czegoś na szkoleniu VAR podczas zgrupowania w Arłamowie, czego dotąd nie wiedział?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Kilka podpowiedzi było istotnych, a najważniejsza taka, żeby nie pokazywać arbitrom na boisku telewizorka, bo za to można będzie od razu dostać żółtą kartę. Na pewno więc warto było to szkolenie z naszymi sędziami, którzy także wybierają się na mundial, odbyć.

Jakim systemem nasza drużyna zgra w Rosji? Z trzema stoperami, czy z czterema obrońcami w linii, tak jak w kwalifikacjach? Wiecie już?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Jesteśmy w takiej fazie przygotowań, że trener jeszcze pewne rzeczy sprawdza i na pewno będzie testował rozmaite warianty także w najbliższych meczach towarzyskich z Chile i Litwą. My jesteśmy tylko wykonawcami jego koncepcji, mamy grać w taki sposób, jak nam nakreśli.

A w którym ustawieniu pan czuje się lepiej?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Występuję tam, gdzie trener mnie wystawi. Grałem w obu tych systemach, i w obu czasami wychodziło super, a czasami gorzej.

Nawet jeśli selekcjoner dla pana przeznaczy rolę stopera nie będzie się pan buntował?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Trener Nawałka przymierzał mnie do pozycji prawego stopera, na tej pozycji grywałem też w Borussii, gdy prowadził nas Thomas Tuchel. Kibice reprezentacji Polski nie są co prawda przyzwyczajeni, że jedynie asekuruję nasze przedpole, raczej oczekują, żebym włączał się do akcji ofensywnych, ale decydujące zdanie w kwestii zadań taktycznych jakie dostanę, ma oczywiście selekcjoner. Jeśli chodzi o zużycie energii bardziej wyczerpująca jest gra na wahadle, ale ja takiej gry też się nie boję. Z wiekiem nabrałem doświadczenia, i wiem kiedy się podłączyć do ataku z korzyścią dla drużyny.

Jak jest z tą świeżą krwią w naszym zespole, o której pan wspominał, że jest niezbędna w każdej drużynie, również narodowej?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Bardzo dobrze! Mamy kilku zawodników z młodego pokolenia, którzy w przyszłości będą stanowili o sile tej reprezentacji. Kiedy widzę ich naprawdę dużą samoświadomość, nie mam wątpliwości, że będziemy mieli z nich pociechę.

Jan Bednarek podniósł konkurencję w obronie?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Trzeba by pytać selekcjonera o szczegółową ocenę, ale Jasiek na pewno miał udaną końcówkę sezonu, i na zgrupowanie przyjechał pełen energii. Wydaje mi się, że jeśli dostałby szansę, jest przygotowany, aby ją w pełni wykorzystać.

Jak ocenia pan logistykę naszego związku? Pytam o to, bo może mieć kluczowe wręcz znaczenie przy dużych odległościach w Rosji? Po uciążliwych podróżach właściwa regeneracja też zresztą będzie niezwykle istotna.
ŁUKASZ PISZCZEK: – Myślę, że już od dłuższego czasu sztab trenerski i organizacyjny w PZPN bardzo się poprawił, na pewno teraz jest najlepiej pod tym względem, odkąd ja gram w reprezentacji. Jeśli popatrzymy, jak były zorganizowane ME U-21 w Polsce, finał Ligi Europy, czy nasze zgrupowania – jestem zdania, że nie powinniśmy mieć najmniejszych problemów w Rosji z logistyką.

Spodziewa się pan, że finały mistrzostw świata będą równie fajną i sprawnie przeprowadzoną imprezą jak Euro 2016 we Francji?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Tak naprawdę jest to poza mną. Jest to super impreza, ale jadę do Rosji grać w piłkę, a nie zajmować się tym, co będzie działo się wokół.

Na zgrupowaniu w Arłamowie złapaliście już formę startową?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Skoro do pierwszego meczu pozostało jeszcze kilkanaście dni (wywiad został przeprowadzony 2 czerwca, przyp. red.), to wiadomo, że z selekcjonerem i całym sztabem rozsądnie planowaliśmy to, co dla każdego zawodnika jest najważniejsze i najlepsze. Trener Nawałka potrafi wszystko naprawdę dobrze wyważyć. Od fizjoterapeutów wiedział, jak się czujemy, a dodatkowo byliśmy przecież monitorowani non stop, badania były na porządku dziennym. Selekcjoner miał więc świadomość, że obciążenia nie zawsze muszą być najwyższe, jak komuś coś przeszkadzało, mógł zejść na nieco niższy pułap. Nie pracowaliśmy więc cały czas jednakowo ciężko, ale właśnie tak to – w moim odczuciu – powinno wyglądać.

Po wyniku osiągniętym w Bundeslidze przez Borussię Dortmund? W minionym sezonie, do Rosji wybierze się pan w dobrej formie mentalnej?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Wiadomo, sezon nie był jakoś szczególnie udany dla mojego klubu, gra momentami powinna wyglądać znacznie lepiej, ale wypełniliśmy plan minimum, czyli awansowaliśmy do Ligi Mistrzów. Na pewno jednak dobrze się stało, że po sezonie miałem trochę czasu, żeby się od wszystkiego odciąć.

Jeszcze dwa lata po mundialu będzie grał pan w piłkę, zatem nie musi to wcale być pański ostatni turniej w reprezentacji Polski. Prawda?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Spokojnie, teraz koncentruję się na mistrzostwach, najbliższe tygodnie na pewno poświęcę reprezentacji. Co będzie potem – na razie o tym nie myślę.

Nosi się pan z myślą zakończenia występów w kadrze po mistrzostwach świata w Rosji? Tak jak to uczynił na przykład Philipp Lahm
ŁUKASZ PISZCZEK: – Już powiedziałem, koncentruję się na mundialu. Co będzie potem – zobaczymy.

A kiedy wypełni pan kontrakt z Borussią za dwa lata – to szybciej zobaczymy pana w roli pracownika klubu z Dortmundu, czy w Goczałkowicach?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Trudno powiedzieć, to jeszcze dwa lata, a jak już wcześniej wspomniałem, dla sportowca to bardzo długi okres. Wydaje mi się, że po szesnastu latach profesjonalnej kariery, najpierw będę potrzebował odpoczynku i resetu, a później na pewno jakiś pomysł na siebie znajdę. Gdyby Borussia coś mi zaproponowała, to wiadomo – o wszystkim będzie można porozmawiać. Na pewno z góry nie powiedziałbym: nie.

Papiery trenerskie już pan zrobił?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Jeszcze nie.

A są takie plany?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Zobaczę, jeszcze nie podejmowałem żadnych decyzji. Na razie widzę się w roli piłkarza, wyobrażam sobie nawet, że potem – gdy już wypełnię kontrakt w Dortmundzie – będę kopał piłkę w… Goczałkowicach. To już jest w zasadzie postanowione, człowiek będzie musiał się ruszać nawet po zakończeniu zawodowej kariery, a to na pewno będzie fajne przejście do fazy mniejszej aktywności.

W dość nietypowej roli grającego prezesa?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Prezesa już mamy w LKS Goczałkowice, jest nim pan Ryszard Waliczek, a mój tata jest wiceprezesem, więc na razie do zarządu LKS nie aspiruję. Bo obecny dobrze sobie radzi. Żyję oczywiście sprawami klubu, bardzo mnie cieszy, jak wszystko się dobrze układa, ale ostatnio było trochę zniechęcenia i gorszy okres, więc lekko się denerwowałem. Otrząsnąłem się jednak, klub też – więc jedziemy dalej. I wiem, że nadal zaangażowanie w ten projekt będzie sprawiało mi dużo radości.

Czego życzyć panu przed startem w Rosji?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Spokoju. Będzie nam bardzo potrzebny, żeby rozegrać dobry turniej.

Wywiad przeprowadzony: 2.06.2018. Ukazał się w „Skarbie na Mundial”, który jest dostępny w formie elektronicznej na e-kiosk.pl, nexto.pl oraz egazety.pl

Komentarze