PlusLiga. Ze wskazaniem na gospodarzy

To będzie bardzo trudny mecz. Obstawiam tie break na naszą stronę –przekonuje przed starciem z Jastrzębskim Węglem Mateusz Malinowski, atakujący Aluronu CMC Warty Zawiercie.


Po blisko półrocznej przerwie siatkarze wracają na ligowe parkiety. Już w pierwszej kolejce dojdzie do hitu. Aluron CMC Warta podejmuje Jastrzębski Węgiel (niedziela godz. 20.30).

Bez ograniczeń

Obie ekipy nie kryją ambicji przed rozgrywkami. Chcą bić się o medale. – W tym klubie oczekiwania są niezmienne, trzeba wygrywać wszystko, co tylko się da. Doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Nie ma odwoływania się do sukcesów z przeszłości. Tu z każdym nowym sezonem buduje się zespół z myślą o walce o najwyższe cele – zapewnia Luke Reynolds, trener zespołu z Jastrzębia Zdroju. – Stać nas na walkę o najwyższe cele. Nie widać przez nami ograniczeń – przekonuje z kolei Kryspin Baran, prezes „Jurajskich rycerzy”.

Z szacunkiem

Patrząc na wyniki ostatnich sparingów wyżej powinny stać akcje zawiercian. Przed tygodniem wygrali towarzyski turniej, pokonując m.in. bardzo mocną stołeczną VERVĘ. – Zespół z Zawiercia dokonał w lecie ciekawych transferów i zbudował niezły zespół. Gra w tym momencie na wysokim poziomie. W ostatnim turnieju przed ligą pokazał się z bardzo dobrej strony. Szanujemy rywali, czeka nas trudna przeprawa. Gramy na wyjeździe i na dodatek z pewnym siebie zespołem – ocenia Reynolds.

Aluron CMC Warta w trakcie przygotowań miał jednak spore problemy. Dwaj zawodnicy zarazili się koronawiruem i zespół przez tydzień nie trenował. Nie w pełni sił jest też reprezentant USA, Garrett Muagututia. – Garret po kwarantannie szybko nabawił się urazu kolana i nie trenował. Po kilku dniach wrócił do zajęć, ale bez skakania. Następnie zaczął skakać, ale na 60-70 procent, więc wciąż nie jest gotowy tak, jak on i my oczekujemy – przyznaje Igor Kolaković, szkoleniowiec Aluronu CMC Warty. Z drugiej strony zawiercianie mają tak silną i szeroką kadrę, że zastąpienie przyjmującego nie powinno sprawiać większego problemu. Kolaković ma bowiem na tej pozycji jeszcze do dyspozycji Dominika Depowskiego, Pawła Halabę i Piotra Orczyka, czyli zawodników ogranych i wyróżniających się w PlusLidze.

Jastrzębianie w okresie przygotowawczym natomiast grali w kratkę. W ostatnim sprawdzianie przez ligą, Superpucharze Mistrzów Polski przegrali w półfinale z PGE Skrą Bełchatów 0:3. – Kiedy rozpoczęła się gra, były momenty, w których pokazaliśmy nasz duży potencjał, ale wciąż brakuje nam jeszcze konsekwencji. W pewnych fragmentach niektórych meczów wznieśliśmy się na naprawdę wysoki poziom, ale zdarzały nam się również wpadki, tak jak byśmy byli dopiero na początku przygotowań – przyznaje Reynolds.

Z grubej rury

Tak jak w poprzednim sezonie, również w bieżącym układający terminarz rozgrywek nie mieli litości dla MKS-u Będzin. Znów w pierwszych kolejkach będzinianie zmierzą się z krajową czołówką. Na początek podejmują VERVĘ Warszawa (niedz. godz. 17.30). – Zaczynami z grubej rury, bo gramy z drużynami z Warszawy, Jastrzębia i Kędzierzyna-Koźla. W zeszłym roku początek ligi nas wzmocnił, więc nie mogę się doczekać pierwszego meczu – mówi Jakub Bednaruk, trener MKS-u.

Na co stać będzinian? Szkoleniowiec mówi o walce o utrzymanie, ale trudno jednoznacznie stwierdzić. Zespół przeszedł bowiem rewolucję kadrową, m.in. na rzecz VERVY stracił Jana Fornala i Michała Superlaka. Ma jednak kim straszyć. W Będzinie liczą na dalszy rozwój Rafała Faryny, który był rewelacją poprzednich rozrywek, i Brazylijczyków Jose Ademara Santanę oraz Thiago Veloso. Swój fach doskonale znają: Bartosz Gawryszewski, Tomasz Kalembka czy Rafał Sobański. Na VERVĘ może być to jednak za mało. Warszawianie chcą się bić o medale. Po to do zespołu sprowadzono mistrza świata z 2018 roku, Artura Szalpuka. – Naszym celem jest medal. Mamy naprawdę mocny skład, więc mamy podstawy, by o ten medal walczyć – jednoznacznie deklaruje trener VERVY Andrea Anastasi.


Na zdjęciu: W Zawierciu liczą, że Maximiliano Cavanna (Z lewej) i Gualberto Flavio, okażą się gwiazdami PlusLigi.

Fot. Wojciech Szubartowski/pressfocus

Komentarze