Zobacz
Do góry

Obraz nędzy i rozpaczy w Chorzowie. „Wam kury prowadzić…” [KOMENTARZ]

To już nie „Legenda bez końca”, a raczej tragedia bez końca. Chorzowianie przywitali się z 4. poziomem rozgrywkowym pustym niemalże stadionem, na którym wysoko ulegli drużynie z maleńkiej wsi spod Oławy.

Degrengolada Ruchu Chorzów nie przestaje zadziwiać. Niecałe 5 lat temu otarli się o fazę grupową Ligi Europy, w sobotę przegrali z drużyną z Gaci, której mieszkańcy – jak zauważył jeden z kibiców – zmieściliby się w dwóch blokach któregokolwiek z chorzowskich osiedli.

 

Marcin Waszczuk bierze winę na siebie

Mimo piątkowej decyzji włodarzy Ruchu Chorzów o wprowadzeniu darmowych biletów, kibice utrzymali stan bojkotu. Oficjalna frekwencja wyniosła nieco ponad 1000 widzów, ale przejrzenie fotografii z meczu każe stwierdzić, że to liczba zawyżona. Cicho, pusto, smutno… To był kolejny czarny dzień w historii 14-krotnego mistrza Polski. Ktoś hasło „Legenda bez końca” zmodyfikował na „tragedia bez końca”, inny sparafrazował słowa marszałka Józefa Piłsudskiego: „Wam kury szczać prowadzić, a nie robić piłkę w Chorzowie”, odpowiadając tym samym wiceprezesowi Marcinowi Waszczukowi.

Na ten cały bajzel, który jest, drużyna zagrała i tak dobrze! Opóźnienia w wypłatach, haje, z powodu braku środków, nastroje w klubie nieciekawe! Widzę w tej drużynie ogromny potencjał! W pierwszej połowie mogło być i 4:0, ale… no właśnie! Winny się tłumaczy, więc się tłumaczę! To tylko i wyłącznie wina zarządu, czyli MOJA, że teraz jest jak jest! Nie stworzyłem trenerom dobrych i wystarczających warunków do treningów, wciąż nie rozwiązałem wielu problemów, a to do mnie należy! Zatem teraz, po przegranej możecie mnie je…ać!” – stwierdził bez ogródek na kibicowskim forum wiceprezes „Niebieskich”.

 

Daniel Paszek: To był karny z pały

Niepoprawni optymiści mogą mieć cień nadziei, że sobotni dzień jeszcze zostanie przekuty… w sukces. Na własnej skórze wszyscy mogli przekonać się, co to znaczy bojkot. Pusto na trybunach, pusto w kasie, brak wsparcia dla drużyny, a ta opuszczająca murawę na tarczy.

– Po I połowie myśleliśmy, że wygramy, mając taką przewagę. Graliśmy dobrze, stwarzaliśmy sytuacje, cały czas atakowaliśmy. Brakowało jednak kropki nad „i” – przyznawał Łukasz Bereta, trener Ruchu. Druga połowa zaczęła się jednak dla jego drużyny najgorzej jak mogła – bo od „jedenastki” dla Foto-Higieny.

– To był taki karny z „pały” – wściekał się Daniel Paszek, skrzydłowy „Niebieskich”. Z „wapna” Dawida Smuga pokonał Marcin Buryło, a chwilę później pięknym uderzeniem z dystansu prowadzenie podwyższył Paweł Bujakiewicz. Było po wszystkim.

Dwóch wyleciało

– To był nasz najtrudniejszy mecz w tym sezonie – przekonywał Marcin Gąsiorowski, bramkarz Foto-Higieny, do której Ruch traci już 11 punktów!

– Powtarzałem zawodnikom, że stworzymy sytuacje, bo szyki obronne przeciwnika będą rozwarte. Wykorzystaliśmy, co mieliśmy. Dopisało nam trochę szczęścia – cieszył się Jacek Fojna. Trener zespołu z dolnośląskiej wsi spotkał przy Cichej dawnego znajomego. Przed laty grał w Krisbucie Myszków z Andrzejem Urbańczykiem, obecnym kierownikiem „Niebieskich”, którzy stracili nie tylko punkty, ale i dwóch czołowych zawodników. Tomasz Foszmańczyk zmaga się z urazem Achillesa i opuścił murawę już po 5 minutach. Mateusz Bartolewski z kolei niefortunnie upadł po próbie strzału przewrotką i mecz zakończył „dogrywką” w szpitalu, gdzie badano mu bark. Obu raczej zabraknie w starciu ze Ślęzą. Jutro natomiast Ruch – w II rundzie Pucharu Polski na szczeblu podokręgu Katowice – zmierzy się z… UKS-em Ruchem. Para to absurdalna – tak jak dzisiejsza futbolowa rzeczywistość w Chorzowie.

 

Zobacz jeszcze: Łukasz Bereta o przyszłości Ruchu Chorzów

Łukasz Bereta: Najbliższy miesiąc będzie morderczy

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze