Podbeskidzie. Ciekawy rekord trenera

Podbeskidzie, po raz pierwszy za kadencji trenera Krzysztofa Bredego, wygrało trzeci ligowy mecz z rzędu.


Trzeci raz drużyna Podbeskidzia Bielsko-Biała rywalizowała na zapleczu ekstraklasy w Grudziądzu i po raz trzeci nie przegrała tam meczu. Poprzednie wizyty kończyły się zwycięstwem i remisem. Tym razem znów udało się wygrać. Triumf był zasłużony. Szczególnie w pierwszej połowie i do momentu zdobycia drugiego gola podopieczni trenera Krzysztofa Bredego byli lepszym zespołem. Później spuścili nieco z tonu, do głosu doszła Olimpia, która strzeliła bramkę. Zdołali jednak „górale” utrzymać prowadzenie do końca spotkania i odnieśli trzecie zwycięstwo z rzędu. Co ciekawe taka sztuka, za kadencji obecnego szkoleniowca, udała im się… dopiero po raz pierwszy. Ostatni raz trzy ligowe spotkania z kolei wygrało Podbeskidzie na przełomie sezonów 2017/18 i 18/19. W pierwszych dwóch meczach drużynę prowadził jednak jeszcze Adam Nocoń, a w trzecim już trener Brede.

Czasu bardzo mało

Starcie w Grudziądzu na pewno nie zanosiło się dla bielszczan na łatwą konfrontację, o czym przekonał – już po spotkaniu – opiekun „górali”.

– Na trudnym terenie odnieśliśmy bardzo ważne zwycięstwo. Cieszymy się, że po tak długiej przerwie zagraliśmy dobrze i konsekwentnie. Olimpia prezentowała się dobrze. Była groźna i dobrze zorganizowana. Trzeba docenić klasę rywala i zwycięstwo jest bardzo ważne. Mieliśmy przygotowaną analizę i wiele rzeczy się sprawdziło – podkreśli Krzysztof Brede, który był bardzo zadowolony również z tego, że drużyna – w końcu wróciła – na boisko.

– Jest dla nas bardzo ważne, że wróciliśmy do grania. Znów robimy to, co kochamy. Liga trwa. Przed nami dużo meczów. Trzeba dużo wypoczywać i dobrze się regenerować i wykonywać jak najlepszą pracę na boisku – zaznaczył opiekun Podbeskidzia.

Przed kolejnym spotkaniem bielszczanie nie mają jednak zbyt wiele czasu na odpoczynek. Z Grudziądza wrócili w czwartek nad ranem, czyli – tak naprawdę – przygotowania do starcia z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza potrwają jeden dzień.


Przeczytaj jeszcze: Lider zrobił swoje


– Gamy już w sobotę o 12.40 – przypomniał szkoleniowiec Podbeskidzia. Nie oznacza to jednak, że ekipa spod Klimczoka nie zamierza kontynuować doskonałej passy na własnym stadionie. Przypomnijmy, że w tym sezonie na Stadionie Miejskim „górale” wygrali 9 z 11 meczów i ponieśli tylko jedną porażkę.

Młodzian jak rutyniarz

Po meczu w Grudziądzu najwięcej mówi się, wśród kibiców Podbeskidzia, o debiutanckim golu na poziomie seniorskim Jakuba Bierońskiego. Zaskoczeniem było, w ogóle, to, że piłkarz – który w kwietniu br. skończył dopiero 17 lat – wyszedł na mecz w wyjściowym ustawieniu. Do tej pory, po poważnym urazie Konrada Sierackiego, pierwszym w hierarchii młodzieżowców w drużynie był Mateusz Sopoćko. Zawodnik ten do Grudziądza jednak nie pojechał, bo na jednym z ostatnich treningów doznał urazu. Bieroński, który w tym sezonie zaliczył tylko jeden występ od pierwszej minuty, kolejny raz pojawił się w wyjściowym składzie i szansę swoją wykorzystał idealnie.

– Bramka Kuby Bierońskiego na pewno bardzo cieszy – przyznał trener Brede.

– To 17-latek, który znakomicie zachował się w polu karnym. Jak rutyniarz. To jego debiutancki gol. Tak, jak we wszystkich piłkarzy, bardzo wierzę w Kubę. To chłopak, który do wszystkiego podchodzi z pokorą. Bardzo ciężko pracuje – ocenił swojego podopiecznego szkoleniowiec Podbeskidzia. Wiele wskazuje na to, że Bieroński – na mecz z Bruk-Betem Termaliką – ponownie pojawi się w wyjściowym składzie.

Więcej niespodzianek w składzie Podbeskidzia nie było. Jednak warto zwrócić uwagę na fakt, że do gry – po bardzo długiej przerwie – powrócił Tomasz Nowak. Doświadczony środkowy pomocnik we wrześniu zeszłego roku doznał kontuzji i dopiero w marcu – tuż przed przerwaniem rozgrywek – wrócił do pełni sił. Zagrać jednak nie zdążył, więc na boisku pojawił się dopiero teraz, wchodząc na boisko z ławki. I kilka razy, przytrzymując piłkę w końcówce spotkania z Olimpią, pokazał, że Podbeskidziu na pewno się przyda.


Fot. Krzysztof Dzierżawa/Pressfocus

Komentarze