Zobacz
Do góry

Podbeskidzie. Powrót do domu z nadziejami

W ostatnich trzech sezonach, czyli po spadku z ekstraklasy, Podbeskidzie u siebie spisywało się przeciętnie.

Tak się złożyło, że ostatni mecz poprzedniego sezonu Podbeskidzie Bielsko-Biała rozegrało na wyjeździe. Zremisowało 1:1 w Głogowie, a taki sam rezultat osiągnęło w pierwszym meczu tego sezonu, w Sosnowcu. Następnie przyszło długo wyczekiwane wyjazdowe zwycięstwo w Chojnicach, a w niedzielę zespół wraca na Stadion Miejski przy ul. Rychlińskiego. Równo po trzech miesiącach, a konkretnie po 92 dniach przerwy. 11 maja br. podopieczni trenera Krzysztofa Bredego pokonali przed własną publicznością Odrę Opole 3:1.

Specjalnie się nie różniły

U progu czwartego sezonu po spadku „górali” z ekstraklasy warto zatem przeanalizować, jak drużyna radziła sobie na własnych śmieciach. Pierwszy wniosek jaki się nasuwa to taki, że żaden z tych sezonów specjalnie się od siebie nie różnił i każdy z nich był… przeciętny. Łącznie rozegrało Podbeskidzie u siebie 51 spotkań, w których zdobyło 77 punktów. To 50,3 procenta możliwych do zdobycia „oczek”. „Górale” odnieśli w tym czasie 20 zwycięstw. 17 spotkań zremisowali i ponieśli 14 porażek. Strzelili 70 bramek, a stracili 60 goli. Które z tych rozgrywek były najlepsze? Nieznacznie na czoło wysuwa się sezon 2017/18, kiedy drużynę prowadził Adam Nocoń.

Wówczas bielszczanie zdobyli 27 punktów u siebie (53 procent z możliwych do ugrania), a elementem, który się wyróżnia jest to, że stracili wówczas przy Rychlińskiego tylko 12 goli w 17 meczach. Strzelili wprawdzie tylko 17 bramek, ale dla porównania w pierwszym sezonie bilans bramkowy brzmiał 25:25. Wtedy Podbeskidzie zgromadziło u siebie najmniej punktów spośród omawianych sezonów, bo tylko 24. Najlepiej pod tym względem – 27 „oczek” – było rok później, a w zeszłych rozgrywkach ugrali podopieczni Krzysztofa Bredego 26 punktów. Byli jednak najskuteczniejsi, zdobywając 28, a tracąc 23 gole.

Emocje być powinny

Trudno powiedzieć, czy na przestrzeni ostatnich trzech lat kibice Podbeskidzia obserwujący domowe mecze swojego zespołu, więcej mieli powodów do radości, czy częściej wychodzili ze Stadionu Miejskiego rozczarowani. Niemal równo rok temu zespół w kiepskim stylu przegrał 1:3 ze Stomilem Olsztyn, a pod koniec jesieni roku 2016 skompromitował się w starciu z Olimpią Grudziądz, której uległ 0:3. Niezbyt miłym doświadczeniem były też trzy kolejne porażki u siebie w prestiżowym starciu z GKS-em Katowice, czy takie same wyniki osiągane w meczach ze… Stalą Mielec. W zeszłych rozgrywkach „górale” kilka razy też zaimponowali. Wygrane 4:1 z Wartą Poznań albo 3:0 z Chrobrym Głogów, a także 2:0 z GKS-em Tychy i 3:1 z Odrą Opole, to były dobre w wykonaniu „górali” mecze.

Podbeskidzie. „Prawy do lewego”

Ale chyba najciekawsze spotkania przy ul. Rychlińskiego rozgrywano w pierwszym sezonie po spadku. Przegrany 4:5 mecz z Zagłębiem Sosnowiec, w którym miejscowi dwa razy obejmowali prowadzenie, był kapitalnym widowiskiem. Kilka tygodni później, w starciu z Górnikiem Zabrze, było podobnie, a mecz zakończył się remisem 3:3. Takich emocji zatem wypada życzyć kibicom Podbeskidzia przed inauguracją domowych rozgrywek w tym sezonie. Dwa pierwsze wyjazdowe mecze „górali” napawają optymizmem i mogą sugerować, że począwszy od niedzieli pod Klimczokiem będzie ciekawie.

Na zdjęciu: Podbeskidzie wraca na Stadion Miejski równo po trzech miesiącach przerwy.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze