Podbeskidzie. Zminimalizować błędy

Podbeskidzie, w pierwszych dwóch meczach sezonu, straciło aż sześć goli. Praca, a także możliwe zmiany. Oto pomysł na poprawę gry od tyłu.


Trzeba się poprawić w obronie. Ten cel przyświecał Podbeskidziu w przerwie na potrzeby reprezentacji Polski. W dwóch pierwszych meczach sezonu „górale” stracili bowiem za dużo bramek. Najwięcej w ekstraklasie. W pierwszym spotkaniu, przeciwko Górnikowi Zabrze, Martin Polaczek aż cztery razy wyciągał piłkę z siatki.

Następnie, w starciu z Cracovią, słowacki bramkarz skapitulował dwukrotnie. Części strat, z całą pewnością, można było uniknąć. Szczególnie, jeżeli chodzi o premierowe w tym sezonie starcie. Bielszczanie dali się zaskoczyć już w pierwszej minucie spotkania, a drugiego gola stracili z rzutu karnego.

W obu tych sytuacjach nie najlepiej zachował się Dmytro Baszłaj. Generalnie Ukrainiec przy Roosevelta nie rozegrał najlepszych zawodów i nikt specjalnie nie zdziwił się, że na mecz przeciwko Cracovii, w wyjściowym ustawieniu, wyszedł Kornel Osyra.

To ten ze środkowych obrońców, który zaliczył najwięcej występów w I lidze i mały zaskoczeniem było to, że mecz w Zabrzu zaczął na ławce. Jaki był, w jego wykonaniu, mecz z Cracovią. Zawsze, kiedy drużyna traci gola po stałym fragmencie gry, to część odpowiedzialności za taką bramkę ponoszą środkowi obrońcy.

Na pewno stoperzy mogli zrobić więcej, aby uniemożliwić zdobycie gola Davidowi Jablonsky’emu. I to właśnie Osyra powinien być nieco bliżej słowackiego obrońcy „Pasów”. Przy drugiej bramce dla Cracovii, kiedy Tomasz Vestenicky doprowadził do wyrównania, winnych było więcej.

Najpierw Bartosz Jaroch nie przeciął podania Sergiu Hanki do Mateusza Wdowiaka. Ten, z kolei, zbyt łatwo zagrał przed bramkę, a tego zagrania nie był w stanie zatrzymać Osyra. Finalnie Vestenicky nie był zbyt szczelnie kryty przez Aleksandra Komora i dlatego Podbeskidzie z Cracovią nie wygrało.

Wnioski? Aż trzech graczy „górali” odpowiada za straconego gola. Który z nich najbardziej? Trudno powiedzieć, ale na usprawiedliwienie Komora, w perspektywie całego spotkania, działa niewątpliwie fakt, że strzelił w tym meczu gola. A mógł dwa, bo przypomnijmy, że wcześniej główkował w słupek.

Jaroch, z kolei, był w tym momencie zawodnikiem z największym zapasem sił, bo wszedł na boisko niedługo wcześniej. Przypomnijmy, że zawodnik ten nie zagrał od pierwszej minuty w pierwszym domowym meczu w tym sezonie, bo trener Krzysztof Brede inaczej postanowił rozwiązać temat młodzieżowiec i na głęboką wodę rzucił Szymona Mroczkę.

Wracając jednak na środek obrony, to nieco słabszym ogniwem w ostatnim spotkaniu był Kornel Osyra i jeżeli dojdzie do kolejnej roszady na tej pozycji, to raczej on usiądzie na ławce rezerwowych. Krzysztof Brede ma dwie opcje. Albo wróci do Baszłaja, albo też – po raz pierwszy na mecz ligowy – desygnuje Milana Rundicia. Serbski obrońca to nowy nabytek ekipy spod Klimczoka.

Trener Brede jakiś czas temu mówił o tym, że nowi piłkarze potrzebują trochę czasu, ale czekać przecież nie można w nieskończoność. Tym bardziej, że do dyspozycji jest zawodnik, który w zeszłym sezonie był podstawowym piłkarzem zespołu czeskiej ekstraklasy.


Czytaj jeszcze: Roginić już niedługo

Wspomniany Szymon Mroczko, w starciu z Cracovią, zachowywał się przyzwoicie, choć widać było po nim, że pierwszy mecz wśród seniorów na takim poziomie rozgrywkowym, to duże wyzwanie. On też jednak może stać się elementem roszad w wyjściowym ustawieniu „górali” na mecz w Białymstoku, bo ciągle trzeba pamiętać o konieczności gry młodzieżowca.

Wydaje się, że – przynajmniej na razie – Mroczko rywalizuje o miejsce w składzie z Jakubem Bierońskim. Zawodnicy ci występują na różnych pozycjach. Z wolna jednak, z tych samych powodów, co w przypadku Milana Rundicia, trener Brede powinien brać pod uwagę do wyjściowego składu dwóch kolejnych nowych zawodników. Dominika Frelka i Maksymiliana Sitka. Wydaje się, że większe szanse na debiut od pierwszej minuty ma pierwszy z wymienionych, który występuje w środku pola. Sitek jest bowiem skrzydłowym i trudno jest się spodziewać, aby wygryzł z podstawowej jedenastki Karola Danielaka albo Łukasza Sierpiną.




Na zdjęciu: Aleksander Komor (z lewej) strzelił Cracovii bramkę. Ale był też na boisku przy wszystkich sześciu straconych w tym sezonie przez Podbeskidzie golach.

Fot. Krzysztof Dzierżawa/Pressfocus

Komentarze