Podsumowanie – Legia Warszawa. Czy może być gorzej?

Nikt nie spodziewał się, że Legia może być tej jesieni tak beznadziejną drużyną. Dla warszawiaków to kubeł zimnej wody wylany na głowę.


Po kolejnych porażkach sympatycy stołecznej ekipy jak mantrę powtarzali frazy o wielkości klubu i o tym, że ten jeszcze się pozbiera i skończy sezon w czubie tabeli. Taki scenariusz nie jest już jednak raczej możliwy, a przy Łazienkowskiej chyba już zdali sobie sprawę z tego, że przed upadkiem bardzo często kroczy pycha.

Najgorsi od lat

W ekstraklasie nikt nie przegrał tylu meczów, co Legia – 13 z 18. Tylko swojej bezkompromisowości „Wojskowi’ zawdzięczają to, że nie zajmują ostatniego miejsca w tabeli, choć i o dno się już w bieżących rozgrywkach ocierali. Seria 7 kolejnych przegranych była wyrównaniem niechlubnego rekordu drużyny z roku… 1936, kiedy to warszawiacy zanotowali swój jedyny spadek w historii. Obecnie Legia jest w strefie spadkowej po raz pierwszy od 28 lat, po raz pierwszy od 67 lat okupuje „czerwone” lokaty przez tak długi czas.

Początek rozgrywek był dla legionistów całkiem niezły, ale to głównie za sprawą więcej niż przyzwoitej gry w europejskich pucharach. Dopóki tam mistrz Polski radził sobie, jak należy, jeszcze przymykano oko na ekstraklasowe kompromitacje. Pamiętano przecież doskonale, że w zeszłym sezonie łączenie kilku frontów z wielkim oporem przychodziło Lechowi.

Tygodnie mijały, a forma Legii nie ulegała poprawie. Więcej – zaczęły się tworzyć „kwasy”, pojawiało niezadowolenie, trener Czesław Michniewicz stracił poparcie szatni. Do beznadziejnych wyników ligowych doszły też kolejne porażki w Lidze Europy; jedynie w Pucharze Polski „Wojskowi” zwyciężali, ale z wielkim trudem i oporem eliminując zespoły występujące o kilka klas rozgrywkowych niżej.

Pomieszanie z poplątaniem

Z tego powodu Michniewicz stracił pracę. Zatrudnienie trenera Marka Gołębiewskiego również okazało się fiaskiem, tym bardziej że w klubie sami do końca nie wiedzieli, czy były szkoleniowiec Skry Częstochowa ma prowadzić zespół tymczasowo, czy do końca sezonu. Z gabinetów płynęły sprzeczne komunikaty. Tu trener żegnał się z drużyną, tam zapewniano go o jego pozostaniu, by w końcu… sięgnąć po zwolnionego rok wcześniej Aleksandara Vukovicia. Jeszcze w międzyczasie prezes i właściciel Legii Dariusz Mioduski w rozmowie opublikowanej na oficjalnej stronie klubu wypalił, że zimą chce ściągnąć Marka Papszuna z Rakowa Częstochowa… Pomieszanie z poplątaniem.

Legia ciągle pozostaje największym, najbogatszym i – tylko w teorii – najmocniejszym klubem Polski, który ma najlepszy ze wszystkich potencjał. Sęk w tym, że jest także klubem kompletnie ułomnym, który z racji swej wielkości wygląda skrajnie karykaturalnie. Stołeczni do liderującego Lecha tracą 26 punktów na 15 kolejek przed końcem – a właściwie to na 16, bo Legia wciąż ma jeden mecz zaległy. Nie ma najmniejszych szans, aby wiosną udało się tę stratę nadrobić. Ba! Trudno będzie w ogóle o załapanie się na puchary w sposób inny niż właśnie przez Puchar – ale Polski.

PLUSY

Kluczowy Portugalczyk

Jego transfer przyjmowano z pewną dozą ostrożności, ale im Legia była gorsza, tym mocniej Josue wyróżniał się na plus. W ostatnich meczach roku tylko Portugalczyk zasługiwał w tej drużynie na pochwały. Jedynie trzech piłkarzy w lidze miało więcej kluczowych podań od niego, tylko czterech stworzyło więcej okazji.

MINUSY

Wszytko pozostałe

Każdy w Legii mógłby zasłużyć na jakąś burę. Prezes Dariusz Mioduski za niezrozumiałe decyzje i bezsensowne wypowiedzi. Dyrektor sportowy Radosław Kucharski za niezbyt udane transfery. Trener Czesław Michniewicz za spapranie roboty. Zawodnicy za to, w jaki sposób grają. „Kibice” – za pamiętną akcję z pobiciem w autokarze. Taki to obraz Legii tej jesieni.

STRZELCY (19): 4 – Muci, 3 – Pekhart, Lopes, 2 – Emreli, Wieteska, 1 – Charatin, Hołownia, Johansson, Nawrocki, samobójcze: Baranowski (Górnik Ł.)


Na zdjęciu: Typowy widok na piłkarza Legii Warszawa w tym sezonie.
Fot. Rafał Rusek/PressFocus