Podsumowanie – Piast Gliwice. Miało być lepiej

Prezes Grzegorz Bednarski na początku na naszych łamach zapowiadał, że celem Piasta jest ponowny udział w europejskich pucharach.


Jesienna, boiskowa rzeczywistość okazała się brutalna, a na wierzch wyszły wszystkie bolączki gliwiczan. Zimą drużyna musi wyciągnąć wnioski.

Piast do rozgrywek przystępował pewny siebie, niezrażony straconymi europejskimi pucharami w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu. Ten sezon ligowy przypomina jednak tor przeszkód.

Potężne straty

W ostatnim półroczu klub z Okrzei otrzymał kilka ciosów, które mogły zachwiać pewnością drużyny i kibiców. Najpierw odszedł Jakub Świerczok, ale w tym wypadku gliwiczanie mieli świadomość, co robią sprzedając go do Japonii. Być może nie wiedzieli jednak, jak dużym problemem będzie jego zastąpienie. Napastnicy byli wielką bolączką i powodem do narzekań. W szatni nie było już ducha drużyny i ulubieńca kibiców, czyli Gerarda Badii. Katalończyk po niemal siedmiu latach wrócił do domu. Kto wie, czy w wielu momentach nie brakowało jego uśmiechu, ale i energii, którą zarażał wszystkich obok? Jakby tego było mało, to sporą część rundy stracił kapitan Piasta Jakub Czerwiński, filar drużyny i ważny głos w szatni. Pod koniec roku zespół się rozchorował przez co został wytrącony z rytmu.

Nie chcą być średniakiem

W dodatku gra gliwiczan momentami nie porywała, a momentami irytowała. Bo jak inaczej nazwać wiele punktów straconych na własne życzenie, przez gole w końcówkach lub rażące, indywidualne błędy? W efekcie czego Piast zamiast gonić czołowe 3-4 drużyny ugrzązł na mieliźnie. Jeśli w drugiej części sezonu nadal tak to będzie wyglądało, to gliwiczanie po raz pierwszy od dawna o nic nie będą walczyć, bo spadek raczej też im nie grozi.

Magiczne przygotowania

Oczywiście nikt przy Okrzei się z takim scenariuszem na początek 2022 roku nie godzi. A zwłaszcza trener Waldemar Fornalik i władze klubu. Pierwsze efekty już widzimy, bo gliwiczanie zakontraktowali dwóch reprezentantów swoich krajów, którzy mają wypełnić niedobory na swoich pozycjach. A to jeszcze nie koniec, bo Piast ciągle się zmienia. Działaczom, ale pewnie i kibicom pozostaje też wiara w potencjał drużyny, który nie wydaje się mały, oraz w fachową rękę Waldemara Fornalika. Były selekcjoner uwielbia zimowe przygotowania. W ostatnich latach praca wykonana na obozach w Polsce i za granicą owocowała mistrzostwem Polski, trzecim miejscem i walką o europejskie puchary w ostatnim sezonie. Mimo średnich lub kiepskich nawet wyników, wiara i optymizm w Gliwicach wciąż jest. Słowa jednak nie wystarczą, potrzebne będą wyniki i punkty…


Piast Gliwice

STRZELCY (26): 5 – Toril, Sokołowski, 4 – Chrapek, 3 – Vida, 2 – Czerwiński, Kądzior, Pyrka 1 – Ameyaw, Stojiljković; [samobójcza:] Rzeźniczak (Wisła P.)

NA PLUS

Damian Kądzior

Wiele się po nim spodziewano, a on sprostał oczekiwaniom. Co prawda, stopniowo był wprowadzany do drużyny, ale nawet jako zmiennik dawał dużo. Od momentu gry w wyjściowym składzie liczby tylko rosły. W efekcie były gracz Górnika zdobył dwie bramki i zaliczył aż siedem asyst zostając najlepszym asystentem ekstraklasy po pierwszej części sezonu. Wydaje się jednak, że Damian nie pokazał jeszcze wszystkiego, a rezerwy w nim tkwiące są wciąż niezwykle duże.

NA MINUS

Napastnicy

Alberto Toril po raz pierwszy opuścił Hiszpanię i choć trafił do przychylnego obcokrajowcom klubu, to jednak adaptacja do ligi i kraju nie była taka łatwa. Ekstraklasa może nie powala poziomem, ale dla „żółtodziobów” czasem okazuje się brutalna. Toril miał swój wieczór, swój mecz, gdy Legii zapakował hat tricka, ale był to raczej jednorazowy wyskok. Wiele wskazuje na to, że wiosną będzie zmiennikiem Rauno Sappinena. Nikola Stojiljković z kolei bardzo rozczarowuje, choć szans aż tak wielu nie dostał. Próżno jednak dopatrywać się w nim kogos, kto nagle może „zbawić” atak Piasta.


Na zdjęciu: Damian Kądzior (w środku) podobnie, jak cała drużyna Piasta ma jeszcze spore rezerwy, które chce pokazać wiosną.

Fot. Tomasz Kudała/Pressfocus