Zobacz
Do góry

Polska Liga Koszykówki. Na wyciągnięcie ręki

Mistrzem Polski będzie ta drużyna, która popełni mniej błędów – ocenił Tomasz Śnieg, rozgrywający Polskiego Cukru Toruń. Jego ekipie brakuje do złota tylko jednej wygranej.

Finałowa rywalizacja Polskiego Cukru z Anwilem Włocławek pełna jest niespodzianek. Gdy po trzecim meczu wydawało się, że włocławianie złamali rywali, ci za sprawą rzutu Aaron Cela z 8 metrów na 2 sekundy przed końcem wrócili do gry o złoto. Wygrali też kolejne starcie i to teraz oni są bliżej triumfu. Od mistrzostwa – pierwszego w historii toruńskiego klubu – dzieli ich tylko jedna wygrana. A kolejny mecz już w środę we Włocławku (godz. 17.30) – Musimy wykrzesać dodatkowe pokłady energii. To jest już ostatnia prosta. Chcemy we Włocławku zakończyć sprawę. Wiemy jak tam wygrywać. W tym sezonie udało nam się już dwa razy – z nadzieją w głosie mówił Tomasz Śnieg, rozgrywający Polskiego Cukru. – Nic jeszcze nie jest wyjaśnione, bo o złocie decydują cztery wygrane mecze – studzi emocje Dejan Mihevc który zdaje sobie sprawę, jak trudne zadanie czeka jego ekipę w hali Anwilu.

Zresztą każde kolejne spotkanie od koszykarzy obu zespołów wymagało maksimum zaangażowania i ofiarności. – Przez 40 minut moi zawodnicy ciężko pracowali na boisku na ten triumf. To bardzo istotna wygrana. Zdecydowały straty i błędy. My mieliśmy ich nieco mniej i dlatego prowadzimy 3-2. Do tego udało nam się lepiej kontrolować zbiórki – ocenił ostatni mecz Mihevc, wygrany przez jego podopiecznych 74:70. – To była wielka koszykarska wojna. Pojawia się więcej błędów, bo narasta zmęczenie. To ono odpowiada za sporo pomyłek przy nawet czystych rzutach. Prowadzimy 3-2, ale to jeszcze o niczym nie przesądza. Musimy być cały czas skoncentrowani i walczyć dalej – dodał Aaron Cel, skrzydłowy Polskiego Cukru.

Energa Basket Liga. Toruński walec

Włocławianie są w trudnej sytuacji. W Toruniu zaprezentowali się słabo. Jeszcze na niewiele ponad 3 minuty przed końcem prowadzili, ale wypuścili wygraną z rąk. Popełnili aż 17 strat, przegrali walkę o zbiórki (26:43) i przestrzelili 10 rzutów wolnych. Gdyby trafili, choć połowę z nich, cieszyliby się ze zwycięstwa. – Nie zagraliśmy na miarę naszych możliwości. Wiedzieliśmy, że rzuty wolne i straty będą kluczowe, a mimo wszystko nie poradziliśmy sobie z tymi elementami koszykarskiego rzemiosła. Dlatego przegraliśmy – podsumował Igor Milicić, trener Anwilu.

Włocławianie wierzą jednak w sukces i powrót do Torunia na siódme, decydujące spotkanie. – Niektórzy zawodnicy niepotrzebnie walą w mur, zamiast robić to, co robiliśmy jako zespół przez cały play-off. Wiemy, w których miejscach chcemy mieć przewagę i wiemy, jak ją wykorzystać. Często dochodziło jednak do sytuacji, które nie powinny mieć miejsca. Musimy znaleźć zawodników, którzy będą w stanie wyszarpać z siebie resztki sił, żeby wygrać kolejne starcie. Ono jest dla nas najważniejsze i wierzę, że moim zawodnikom uda się je wygrać – powiedział Milicić.

 

Na zdjęciu: Ivan Almeida w ostatnim spotkaniu zawiódł. Fani Anwilu liczą, że to tylko wypadek przy pracy.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze