Pożegnanie z honorem

 

Polski zespół w ostatni spotkaniu w grupie – nawet jeżeli wygrana 11 bramkami z aktualnym wicemistrzem Starego Kontynentu, potrzebna do awansu do rundy głównej Euro, była abstrakcyjna – miał się o co bić i wcale nie był to tak wyśmiewany przez kibiców honor, czyli to, o co zwykle grają biało-czerwoni w trzecim meczu grupowym.

Przy wcześniejszej wygranej Słowenii ze Szwajcarią (29:25) nawet bowiem skromne dwubramkowe zwycięstwo z zespołem „Trzech koron” dawało naszej drużynie 3. miejsce w grupie, które pozwoliłoby uniknąć przebijania się przez preeliminacje do przyszłorocznych mistrzostw świata – przy równej liczbie punktów trzech drużyn, decydowałby bilans bramek między nimi, a wtedy Polacy mieliby lepszy od Szwajcarów, którzy co prawda wygrali z nami 7 bramkami, ale przegrali ze Szwedami aż trzynastoma.

Sićko

Niestety, choć polski zespół rozegrał najlepsze spotkanie w Goeteborgu, nie udało mu się pożegnać z turniejem zwycięstwem. Napędził współgospodarzom turnieju sporo strachu, prowadził nawet 3 bramkami (10:7), a jeszcze w drugiej połowie 22:20, ale ostatecznie przegrał 26:28.

W trakcie meczu było jednak sporo powodów do optymizmu – na środku boiska dwoił się i troił 19-letni Michał Olejniczak, na kole potrafił się odnaleźć i trafić Maciej Gębala, po kilku nieudanych próbach z 9 metrów atomowe petardy jak nakręcony odpalał Szymon Sićko, a między słupkami 12 piłek odbił Adam Morawski, w tym dwa rzuty karne.

Niestety, biało-czerwoni też mylili się na linii 7 metrów, i to aż trzykrotnie, w tym pod koniec meczu w kluczowym momencie – gdyby Rafał Przybylski nie trafił w poprzeczkę, mogli złapać kontakt z uciekającymi w ostatnim kwadransie Szwedami. A potem Mikael Appelgren zatrzymał szarże Macieja Majdzińskiego, Sićki oraz Jana Czuwary i to rywale cieszyli się z wygranej.

Rombel miał rację

Niestety, choć Patryk Rombel „zawalił” taktycznie niedzielny mecz ze Szwajcarią, trzeba było selekcjonerowi przyznać rację w jednym – Kamil Syprzak potwierdził, że jego śladowa obecność na boisku w dwóch poprzednich meczach była jak najbardziej uzasadniona. Obrotowy Paris Saint Germain marnował doskonałe okazje, nie łapał podań i prowokował Szwedów do kontry.

Spotkania z Helwetami jednak szkoda, tak głupio „oddanego” w ręce jednego zawodnika rywali: Andre Schmida, który rozstrzelał Polaków, rzucając im 15 goli. Słoweńcy nie dali 37-letniemu rozgrywającemu tyle swobody – zdołał trafić „tylko” 8 razy (w tym po trzech karnych). Ekipa z Bałkanów miała też w bramce Klemena Ferlina, autora 13 obron (42 procent) i gracza meczu. Zespół szwedzkiego trenera Ljubomira Vranjesa zabiera do rundy głównej, punkty za zwycięstwo ze Szwecją. Polacy zabierają bagaż doświadczeń i sporo materiału do przemyśleń.

 

Polska – Szwecja  26:28 (13:14)

POLSKA: A. Morawski, M. Kornecki – Olejniczak 1, Sićko 8, Majdziński 2, Łangowski, Czuwara 1, Pilitowski 1, Syprzak 3, Moryto 3, Jarosiewicz, M. Gębala 3, Przybylski 2/2, Bondzior, Dawydzik 1, Chrapkowski 1. Kary: 6 min. Trener Patryk ROMBEL.
SZWECJA: Palicka, Appelgren – Darj, Henningsson 2, Thurin 2, Tollbring 4, Pettersson 5, Gottfridsson 5, Arnesson, A. Nilsson 5, Ekdahl du Rietz 5, Chrintz, L. Nilsson. Kary: 6 min. Trener Sven Kristjan ANDRESSON.
Sędziowali: Gjorgij Naczevski i Slave Nikolov (Macedonia). Widzów: 11 061.

 

O MŚ JUŻ W KWIETNIU

Słaby występ Polaków w mistrzostwach Europy sprawił, że o awans na przyszłoroczne mistrzostwa świata w Egipcie będą walczyć w dwustopniowych eliminacjach. Najpierw już w kwietniowym dwumeczu biało-czerwoni będą musieli wygrać z jednym ze zwycięzców turniejów I stopnia, które zakończyły się w miniony weekend (Litwa, Izrael, Rumunia, Turcja) lub z najniżej sklasyfikowaną drużyną w rankingu spośród uczestników ME 2020 (z miejsc 19-24.). Jeżeli pokonają tę przeszkodę, w czerwcu zmierzą się z reprezentacją z europejskiej czołówki w decydujących spotkaniach o awans do turnieju finałowego.

 

Na zdjęciu: Szymon Sićko z Górnika Zabrze zademonstrował wczoraj wielki potencjał. Szkoda, że w tegorocznym Euro już więcej tego nie zobaczymy…

Komentarze