Zobacz
Do góry

Próba powrotu do normalności

75 lat temu, na zgliszczach Warszawy, rozegrano pierwszy po II wojnie światowej mecz piłkarski. Polonią zmierzyła się z Okęciem.

 

W czasie II wojny światowej, na terenie Polski, forma jakiejkolwiek aktywności sportowej została przez władze okupacyjne całkowicie zakazana. Inaczej, niż np. w Holandii, gdzie do 1944 roku, pod okupacją niemiecką, rozgrywano krajowe mistrzostwa.

Tymczasem u nas, głównie w największych miastach, choć brzmi to wręcz irracjonalnie, prowadzono rozgrywki konspiracyjne. Mało tego, organizowano je w miarę regularnie, szczególnie do 1943 roku. Wcześniej, w roku 1941, powołano nawet do życia podziemny Warszawski Okręgowy Związek Piłki Nożnej, który zrzeszał aż 30 istniejących, w zupełniej konspiracji, klubów piłkarskich.

Zdołano rozegrać dwie edycje konspiracyjnych mistrzostw Warszawy, a za każdym razem wygrywała je Polonia. Represje niemieckie wobec młodzieży uprawiających sport wzrosły po tym, jak losy II wojny światowej, mniej więcej od 1943 roku, czyli od kapitulacji armii feldmarszałka Paulusa pod Stalingradem, zaczęły się odwracać przeciwko hitlerowcom.

W 1944 roku zainaugurowano jednak trzecią edycję mistrzostw Warszawy. Ze względu na wybuch Powstania nie została ona jednak dokończona.

Granie na stertach gruzu

Warszawę oswobodzono w styczniu 1945 roku. Wycieńczona dwoma powstaniami i niemieckim bestialstwem stolica musiała zebrać się do życia. Była zniszczona w 85-90 procentach. A liczba ludności zmalała trzykrotnie. O ile w 1939 roku miasto zamieszkiwało ok. 1,3 mln ludzi, o tyle zaraz po wojnie w stolicy starało się żyć ok. 400 tysięcy mieszkańców. Bo żyć i wracać do względnej normalności jakoś trzeba było.

Warszawska młodzież nie zapomniała o tym, co przed wojną przynosiło jej olbrzymią radość, w później koiło okupacyjną beznadzieję. 25 marca 1945 roku, czyli 75 lat temu, na zgliszczach stolicy rozegrano pierwszy powojenny mecz piłki nożnej. W nieco ponad dwa miesiące po oswobodzeniu z niemieckich rąk, kiedy Warszawa była, co tu dużo mówić, stertą gruzu.

I gdzie, w takiej sytuacji znaleźć miejsce do rozegrania meczu piłkarskiego? Na stadionie Polonii, w czasie wojny i Powstania, toczyły się walki. Na obiekcie Skry, przy ul. Okopowej, który znajdował się do końca 1941 roku za murami getta, grzebano pomordowanych przez okupanta. Zarówno Polaków, jak i Żydów.

Stadion Legii Warszawa został doszczętnie zrujnowany podczas ofensywy Armii Czerwonej. Na szczęście podobny los nie spotkał stadionu AWF-u, który mieścił się w Parku Skaryszewskim, na prawobrzeżnej części miasta (dziś stadion stołecznego Drukarza).

To tam, w 1929 roku, w biegu na 3000 metrów, nasz Stanisław Pietkiewicz pokonał legendarnego Paavo Nurmiego. 10 lat później dotknięte przez niemieckie bomby trybuny stadionu spłonęły. Ale w 1945 boisko znajdowało się w stanie umożliwiającym grę w piłkę nożną. I to właśnie tam, na niedzielę 25 marca, umówiły się na rozegranie spotkania drużyny Polonii i Okęcia Warszawa.

Skąd wzięli się kibice?

„Czarne koszule”, przed wojną, były uznaną firmą w krajowym futbolu. Brały udział w 10 spośród 13 sezonów ekstraklasy, a legendę klubu, niestrudzonego obrońcę Władysława Szczepaniaka, reprezentanta Polski, znali wszyscy piłkarscy kibice w kraju. Okęcie, z kolei, w 1938 roku, było bardzo blisko awansu do I ligi, a kilka lat wcześniej wsławiło się tym, że jako pierwszy polski klub utworzyło drużynę młodzików.

W czasie wojny oba kluby, co godne jest najwyższego podziwu, funkcjonowały bez poważniejszych przerw, a już po oswobodzeniu miasta nawiązały kontakty. Choć wielu graczy nie tylko tych, ale innych warszawskich klubów straciło życie.

Koledzy chcieli jednak grać, a efektem ich działań był wspomniany mecz, choć w związku z sytuacją w Warszawie piłkarze Okęcia, którzy na Pragę mieli dalej od Polonii, dotarli… furmanką na kilka chwil przed planowanym rozpoczęciem spotkania.

Do dziś nie wiadomo, tak naprawdę, skąd w Parku Skaryszewskim wzięło się tylu kibiców? Pewnie sprawnie zadziałała poczta pantoflowa. Z wału ziemnego który zastępował spaloną trybunę, spotkanie obserwowało nawet kilka tysięcy warszawiaków, a mecz poprowadził przedwojenny piłkarz, a następnie trener i działacz, Alfred Nowakowski.

Pierwszego powojennego gola w historii warszawskiego piłkarstwa zdobył dla Okęcia Józef Napiórkowski. Przed wojną piłkarz RSS Laudy i Marymontu. Do przerwy było 1:0, a w drugiej połowie piłkarze obu zespołów rozkręcili się na dobre. Choć wielu z nich odczuwało, pewnie zresztą do końca swoich dni, trudy kilku lat niemieckiej gehenny.

Zagrały legendy

Padło pięć goli, spotkanie zakończyło się remisem 3:3, a kibice nagrodzili piłkarzy ogromnymi brawami. Choć na boisku, z nieznany przyczyn, zabrakło największego idola sympatyków Polonii, czyli Szczepaniaka. W meczu wzięli jednak udział inni piłkarze, którzy po latach stali się legendami Polonii.

Zenon Pieniążek, ps. „Odrowąż”, który nie tylko świetnie grał w piłkę, ale był też znakomitym organizatorem, a także dwóch zawodników, którzy już w latach powojennych dostąpili zaszczytu gry w reprezentacji Polski. Bramkarz Henryk Borucz i Edward Brzozowski, który występował na wielu pozycjach. Wszyscy wymienieni, w 1946 roku, zostali – w barwach „Czarnych koszul” – pierwszymi powojennymi mistrzami Polski.

A Brzozowski do połowy lat 70. wykonywał cenną pracę szkoleniową w całej Polsce. Pracował, jako pierwszy trener, w: Polonii i Gwardii Warszawa, Arkonii i Pogoni Szczecin, Polonii Bytom, Odrze Opole, Zawiszy Bydgoszcz, Arce Gdynia, Lechu Poznań i Lechii Gdańsk! Trzeba przyznać, że uczestnik pierwszego powojennego meczu w Warszawie dorobek szkoleniowy miał imponujący.

Tymczasem najsłynniejszym graczem Okęcia, który wystąpił w tamtym meczu, był Witold Wypijewski. Legenda przedwojennej Legii, a w latach 1928-34 pięciokrotny reprezentant i autor dwóch bramek dla reprezentacji Polski. W piłkę, w 1945 roku, grał jeszcze tylko przez kilka miesięcy. Później poświęcił się pracy szkoleniowej.

 

Na zdjęciu: Choć Polonia Warszawa wzięła udział w pierwszym meczu piłkarskim w stolicy po II wojnie światowej, to jej stadion do gry się nie nadawał…

Komentarze