Zobacz
Do góry

Rafał Wadas: Cały czas prześladują nas kontuzje

Rozmowa z Rafałem Wadasem, wiceprezesem do spraw sportowych Pniówka 74 Pawłowice.

 

Jakie były powody tak dużego wietrzenia szatni Pniówka latem? Poprzedni sezon zakończyliście na 8. miejscu, więc chyba nie było najgorzej?
Rafał WADAS: – Po prostu niektórzy piłkarze nie poradzili sobie w III lidze, więc musieliśmy się rozstać. Ponadto postanowiliśmy odmłodzić kadrę i zrobić miejsce dla naszych juniorów, którzy dobijają się do pierwszego zespołu. Mam na myśli takich zawodników jak 17-letni Jakub Kasperowicz, czy o rok starsi Łukasz Dzida i Rafał Baron.

Czy wynik po rundzie jesiennej bieżącego sezonu jest satysfakcjonujący, spełnia wasze oczekiwania?
Rafał WADAS: – Mimo wszystko mamy uczucie niedosytu (na półmetku rozgrywek Pniówek zajmuje w tabeli 11. miejsce – przyp. BN). Po czterech kolejkach mieliśmy tylko 3 punkty, ale potem przyszła seria pięciu zwycięstw, która wywindowała nas na najniższy stopień podium. Po 11. kolejkach zostaliśmy nawet liderem, a wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Wprawdzie na czele stawki byliśmy tylko tydzień, lecz nasi chłopcy przekonali się, że III liga jest wyrównana i nieobliczalna, każdy może wygrać z każdym. Potem znowu dopadła nas niemoc i skończyliśmy rundę jesienną zdobywając 24 punkty. To o cztery mniej niż przed rokiem, ale wówczas wiosna była dla nas średnio udana. W pierwszych siedmiu spotkaniach zdobyliśmy wówczas zaledwie jeden punkt! Jestem przekonany, że teraz będzie o wiele lepiej.

Są piłkarze, którzy jesienią kompletnie zawiedli?
Rafał WADAS: – Na pewno są zawodnicy, po których spodziewaliśmy się znacznie więcej, lecz nie podam ich nazwisk. Grali niewiele lub wcale, więc musimy się zastanowić, co dalej z nimi zrobić.

Mecz lub mecze, w których z przyjemnością oglądał pan grę piłkarzy Pniówka?
Rafał WADAS: – Na bardzo dobrym poziomie zagraliśmy I połowę z Polonią Bytom. Zabrakło nam skuteczności, co od dawna jest naszą bolączką. Po przerwie trzy błędy indywidualne w obronie sprawiły, że straciliśmy bramki. Natomiast jako cały mecz najwyżej oceniam występ przeciwko Ruchowi Chorzów. Gdyby nie błąd Sławka Szarego, najpewniej zdobylibyśmy komplet punktów.

A spotkanie, które chciałby pan wymazać z pamięci?
Rafał WADAS: – Nie mam wątpliwości, że był to mecz z ROW-em Rybnik. Spóźniliśmy się na pierwszą połowę, w której byliśmy tylko bladym tłem dla przeciwnika. Dlatego nasi zawodnicy już na żaden mecz nie pojadą prywatnymi samochodami. Nawet gdybyśmy mieli zagrać w Pucharze Polski z Warszowicami, pojedziemy tam autokarem (śmiech). W II połowie wspomnianego meczu w Rybniku nasza skuteczność znowu była bardzo słaba. Przy tej okazji pragnę zauważyć, że od dawna nie mieliśmy tak skutecznego napastnika jak Wojtek Caniboł, który z powodzeniem rywalizuje o koronę króla strzelców. Jego dorobek – 11 bramek – jest tym bardziej godny uwagi, że w kilku meczach grał z kontuzją, ale brał środki przeciwbólowe i wychodził na boisko.

W trakcie rundy jesiennej dopadła was plaga kontuzji, to był prawdziwy „wysyp”. Chyba łatwiej byłoby wymienić tych zawodników, którzy nie mieli kłopotów zdrowotnych niż takich, których dopadły urazy.
Rafał WADAS: – Nie wiem, skąd się ten „wysyp” – jak pan raczył zauważyć – bierze, ale ten problem nie jest dla nas nowością. Prześladuje nas od kilku sezonów. Kiedy naszym trenerem był Janek Woś, na mecz Pucharu Polski z rezerwami GKS-u Tychy jechaliśmy w trzynastu! Dlatego w tym spotkaniu w ataku zagrał nasz bramkarz, Jakub Świerczek.

Zimą będziecie uzupełniać kadrę? Jeżeli tak, to na jakie pozycje poszukujecie zawodników?
Rafał WADAS: – To na pewno nie będzie rewolucja, tylko zmiany kosmetyczne. W środę mamy jeszcze sparing z Szombierkami Bytom, po nim usiądziemy z trenerem Grzegorzem Łukasikiem i będziemy dyskutować o zmianach w kadrze. Każdego zawodnika weźmiemy pod lupę i określimy jego przydatność. Jedni przecież grali bardzo mało, inni praktycznie w ogóle.

Cel sportowy, do którego będziecie dążyli w rundzie wiosennej?
Rafał WADAS: – Chcielibyśmy wskoczyć na podium. Zdaję sobie sprawę z tego, że będzie to zadanie bardzo trudne, bo trzy czwarte naszych zawodników ciężko pracuje. Nie w warsztacie samochodowym, tylko w kopalni. Muszą wstawać o 4.00 lub 4.30 rano, prosto po pracy idą na trening, a w domu są o 18.00. Jestem pełen podziwu dla nich i chciałbym im w tym miejscu podziękować za zaangażowanie. Poza tym chcielibyśmy awansować w Pucharze Polski na szczebel Ślaskiego Związku Piłki Nożnej. Na razie dotarliśmy do finału na szczeblu podokręgu Tychy, w którym wiosną zmierzymy się z Polonią Łaziska Górne.

 

Na zdjęciu: Wiceprezes Pniówka Pawłowice Rafał Wadas (z lewej) wierzy, że runda wiosenna będzie lepsza w wykonaniu jego drużyny.

Komentarze