Zobacz
Do góry

Raków Częstochowa. Jak dwa światy

Raków i Legia to dwa różne światy. Dzieli ich historia, sukcesy i wiele innych rzeczy – ważnych i mniej ważnych.

I nawet jeśli serce kibica spod Jasnej Góry mocniej bije dla klubu z Limanowskiego, rozum podpowiada, że w kolejnym, sobotnim starciu ligowym obu jedenastek większe szanse mają „stołeczni”, dziś liderujący w lidze.

Trener młodzieżowej reprezentacji Polski do lat 19 Jacek Magiera nie ma najmniejszych problemów, aby identyfikować się i z Rakowem, i z Legią. Kibice w Częstochowie cenią go jak mało kogo z tych, którzy odeszli z RKS-u i związali się z klubem tak potężnym i tak znanym, jak Legia. Gdy podczas przedsezonowej prezentacji beniaminka w Hali Sportowej Częstochowa prowadzący przedstawił jego osobę na trybunach, zabrzmiało chóralne: Jacek Magiera.

„Magic” ma klasę, cieszy się powszechnym mirem środowiska piłkarskiego, a w Częstochowie bywa coraz częściej. I to nie ze względu na futbolowe obowiązki.

– Rodzice są coraz starsi i czasem trzeba im pomóc, przede wszystkim zawieźć do lekarza. Właśnie z mamą ruszam na wizytę – tłumaczy szkoleniowiec, który przed tygodniem oglądał z trybun inauguracyjne, wiosenne starcie częstochowian w ekstraklasie z Lechem Poznań.
Magiera tak jak inni nie był zachwycony początkiem sezonu w wykonaniu częstochowian.

– To był mały falstart. O ile w pierwszej części potyczki Raków jeszcze wyglądał całkiem nieźle, w pierwszych minutach nawet lepiej operował piłką, o tyle w drugiej odsłonie Lech zdominował rywalizację. Bardzo dobrze prezentowali się młodzi gracze poznaniaków – Jóźwiak, Puchacz i Moder. To oni mieli największy wkład w sukces gospodarzy. Czego zabrakło częstochowianom, by mogli myśleć o korzystnym wyniku. Bardzo wielu rzeczy – strzałów, wykończenia akcji, a przede wszystkim bramki. Jednak starcie z Legią może być zupełnie inne – mówi Magiera.
Po jednej porażce częstochowian trudno jednak wyciągać daleko idące wnioski. Podobnie rzecz się ma w przypadku dyspozycji poszczególnych graczy.

– Obserwowałem Frana Tudora. Pokazało jednak za mało, żeby mówić o nim w kategorii gracza, który przyda się Rakowowi, będzie cennym nabytkiem, czy takiego, który nic nie wniesie. Takie opinie można wydać po jakim fragmencie sezonu. Teraz jest zdecydowanie za wcześniej na kompleksowe oceny – uważa „Magic”.

Legia jedzie do Bełchatowa z mocnym postanowieniem zaksięgowania kompletu „oczek”. I podobnie jak w przypadku Lecha, ważne argumenty na boisku będzie miała także, jeśli chodzi o zawodników młodzieżowych.
– Jeśli grasz w takiej drużynie jak Legia, na pewno chcesz dorównać umiejętnościami najlepszym. Nie mam wątpliwości, że Michał Karbownik czy Maciej Rosołek będą podnosili swoje umiejętności, występując w towarzystwie bardziej doświadczonych graczy, walczących o mistrzostwo, grę w europejskich pucharach, graczy ze sporymi piłkarskimi ambicjami. Czy podobnie będzie się działo w przypadku choćby takiego Miłosza Szczepańskiego, który jest w Rakowie i uznawany jest za talent? To temat do innych rozważań – przekonuje Magiera.

Trener bramkarzy Górnika Zabrze Marek Matuszek, do Rakowa również ma szczególny sentyment i w spotkaniu z Legią bardzo chciałby, żeby i piłkarskie szczęście, i umiejętności były po stronie częstochowian. To przed lat właśnie na Limanowskiego jego kariera nabrała wielkiego rozpędu.

– Raków to trochę specyficzny klub. Nie ma takiej historii jak choćby Górnik, Lech czy Legia, z którą przyjdzie mu się teraz mierzyć. Gdy w 1994 roku wspólnie z Pawłem Skrzypkiem i Robertem Szopą trafiałem z Czeladzi do Częstochowy, zetknąłem się tu ze świetną, wręcz rodzinną atmosferą. Po meczu nie było tak, że od razu rozjeżdżaliśmy się do domów. Wręcz przeciwnie, często zostawaliśmy na wspólne debatowanie, grę w karty. To nas bardzo cementowało. Dodawało skrzydeł. I mieliśmy naprawdę dobrych szkoleniowców – Zbigniewa Dobosza i Gotharda Kokotta. Gdyby nie problemy Huty Częstochowa Raków mógłby nie przeżywać tej gehenny, którą przeszedł – niemalże upadku i tułaczki po niższych ligach – wspomina Matuszek. 

– Z Legią czeka częstochowian bardzo trudna przeprawa. Jak pamiętam swoje spotkanie w barwach Rakowa przeciwko Legii w ramach rozgrywek Pucharu Polski. To był chyba 1995 rok. Zmierzyliśmy się z warszawską ekipą w ćwierćfinale tych rozgrywek i dopiero w dogrywce polegliśmy, przegrywając 1:4. Teraz ten mecz może jednak przebiegać według zupełnie innego scenariusza, bo częstochowianie grają niewygodny futbol, o czym przekonał się mój Górnik.

Matuszek, przypomnijmy zawodowo sprawujący pieczę nad golkiperami z Zabrza, do Bełchatowa się nie wybiera. Za to Magiera chce osobiście zobaczyć starcie Rakowa z Legią.

– Legia walczy o mistrzostwo, Raków o utrzymanie. Tu taryfy ulgowej dla nikogo nie będzie – podkreśla wychowanek Rakowa.

Komentarze