Zobacz
Do góry

Raków Częstochowa. Nie było zaskoczenia

Aleksandar Kolew rozwiązał umowę z Rakowem Częstochowa.

 

Napastnik nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań, co raczej nie zdziwiło nikogo. Od dłuższego czasu Bułgar szukał formy, której w Częstochowie nie znalazł. Rozwiązanie umowy z Kolewem może oznaczać, że przy Limanowskiego w najbliższym czasie pojawi się Vladislavs Gutkovskis.

Przeciętna forma przez kontuzje

Napastnik od dłuższego czasu nie potrafił zdobyć gola w Ekstraklasie. W poprzednim sezonie Kolew reprezentował Arkę Gdynia. W jej barwach zdobył jednego gola. Jednak przez prawię połowę pobytu w Gdyni leczył kontuzję.

Dla Rakowa w Ekstraklasie nie strzelił ani razu. Jedynego swojego gola dla ekipy spod Jasnej Góry zdobył w meczu pucharowym z Olimpią Elbląg. Tylko w Sandecji Nowy Sącz potrafił znaleźć drogę do bramki rywala. W jej barwach ta sztuka udała mu się siedmiokrotnie. Od tamtego sezonu forma Bułgara, między innymi przez urazy, była z meczu na mecz tylko gorsza.

Arka już na początku sezonu postanowiła się z nim rozstać. Z okazji chciał skorzystać Raków zatrudniając napastnika, aby wzmocnić rywalizację w ataku i zwiększyć możliwości taktyczne zespołu. Było to bardzo dużym zaskoczeniem dla kibiców i ekspertów.

Więcej szans niż jakości

Od pierwszych plotek o podpisaniu kontraktu z Kolewem wielu dziennikarzy skazywało go na porażkę, a przez to również ekipę spod Jasnej Góry. Zespół z Częstochowy obronił się wynikami, Kolew był jednak tylko uzupełnieniem składu, który częściej trafiał do gabinetu lekarskiego niż w bramkę rywala. Mimo to rozegrał sześć spotkań w Ekstraklasie, dwa od pierwszej minuty. I to zaskakiwało, szczególnie, że dostawał szanse pod koniec rundy.

W tamtym momencie sezonu Raków rywalizował o punkty już bez Felicio Browna Forbesa. Najlepszy strzelec ekipy z Częstochowy w połowie listopada wypadł z powodu kontuzji kolana. Kolew o miejsce w składzie rywalizował z Sebastianem Musiolikiem.

Wychowanek Piasta Leszczyny pod koniec poprzedniego roku odnalazł strzelecką formę i zdobywał bramkę za bramką nie raz w najważniejszych momentach spotkania. Pomimo to Kolew wtedy dostał najwięcej czasu na boisku, odkąd przyjechał do Częstochowy. Dziwiło to kibiców, tym bardziej że na murawie Bułgar irytował. Często tracił piłkę, był statyczny na boisku. Gdy dochodził już do niewielu sytuacji bramkowych marnował je dokumentnie.

Gutkovskis zimą w Rakowie?

Rozwiązanie umowy było tylko kwestią czasu. Głównym powodem, przez który Bułgar pozostawał w klubie był niedobór napastników. Forbes wraca do formy fizycznej po kontuzji, Musiolik z kolei miał ofertę transferową z Korei, którą ostatecznie odrzucił. Vladislavs Gutkovskis podpisał umowę, która będzie obowiązywać od lipca. Jednak klub negocjuje z Termalicą w sprawie transferu napastnika w zimie.

Zakończenie współpracy z Kolewem może sugerować, że Łotysz trafi na Limanowskiego jeszcze zimą tuż przed zgrupowaniem w cypryjskim Ajia Napa. Pierwsza oferta została odrzucona przez Termalice, jednak Raków cały czas będzie walczy o angaż Gutkovskisa jeszcze przed rundą wiosenną.

Czas ważnych decyzji

Przed Kolewem trudna decyzja. Zawodnik nie może już znaleźć nowego pracodawcy przez przepisy (poza Arką, jednak prawdopodobieństwo jego zatrudnienia jest równe zero). Musi więc zdecydować – grać dalej czy odpuścić. Biorąc pod uwagę obecną formę zawodnika i duże problemy zdrowotne mogą sprawić mu sporo problemów w poszukiwaniu nowego pracodawcy na poziomie Ekstraklasy.

Jeżeli ktoś będzie chciał mu zaproponować kontrakt, to raczej za mniejsze pieniądze lub po prostu w niższej lidze. W pierwszej lidze strzelał w prawie co drugim spotkaniu, co na pewno może skusić któryś z zespół, pewnie jednego z beniaminków, jednak dopiero w czerwcu.

Może także wybrać inny kierunek – powrót do Bułgarii lub do innej, mniejszej ligi. Równie dobrze może zakończyć karierę, jednak ma dopiero 27 lat. Pomimo kontuzji może jeszcze jakiś czas pograć, ale na pewno nie na poziomie Ekstraklasy. Ona go zweryfikowała i pokazała, że raczej już żaden klub nie skusi się na zakontraktowanie Bułgara.

Komentarze