Raków Częstochowa w końcu ma czas

Raków ma ponad tydzień na zregenerowanie sił po trudnych tygodniach.


Częstochowianie w ciągu dwóch tygodni rozegrali cztery spotkania, z czego jedno z nich zakończyło się dogrywką. To całkiem sporo, nawet gdy mówimy o zespole z dość szeroką ławką rezerwowych. Natłok spotkań jednak się zakończył. Raków może teraz chwilę odsapnąć i odpowiednio przygotować się do niedzielnego spotkania w lidze. Rywalem wicemistrza Polski będzie rozpędzona Legia.

Potrzebują odpoczynku

Chwila relaksu przyda się kilku zawodnikom. Szczególnie tyczy się to Zorana Arsenicia. Obrońca od początku sezonu nie opuścił ani jednego meczu. Miało to przełożenie na sobotnią rywalizację w Krakowie, gdzie 28-latek popełnił kilka błędów, jak choćby faul na Patryku Makuchu, zakończony ostatecznie bramką dla Cracovii. Arsenić dotychczas trzymał równy poziom. Można nawet powiedzieć, że był jedną z wyróżniających się postaci w zespole wicemistrza Polski. Jednak nawet i on potrzebuje odpoczynku.

Oprócz Chorwata jeszcze dwóch piłkarzy wystąpiło w każdym spotkaniu Rakowa w tym sezonie. To Władysław Koczergin i Fran Tudor. Trzeba jednak zauważyć, że Ukrainiec często pojawiał się na ławce rezerwowych i na murawie meldował się dopiero po przerwie. Tudor z kolei większość meczów także rozegrał od deski, do deski. Wraz ze swoim rodakiem, Arseniciem przekroczyli już 1000 minut w obecnym sezonie. Oprócz nich tę barierę przebił jeszcze Milan Rundić, blisko niej są Patryk Kun, Giannis Papanikolaou i Ivan Lopez.

Praktycznie poza lewym wahadłowym każdy z pozostałych ma zmienników, co powinno pomóc zespołowi, jednak natłok spotkań spowodował, że gorszy występ musiał się przydarzyć. Tak było w Krakowie, gdzie Raków mimo lepszych w wielu przypadkach statystyk nie był w stanie pokonać Karola Niemczyckiego, co przełożyło się na wynik rywalizacji. Jego vis a vis w bramce częstochowian nie był tak skuteczny, jak młodszy przeciwnik z Polski.

Mógł zrobić więcej

Vladan Kovaczević szybko wyrobił sobie nad Wisłą „łatkę” bardzo dobrego bramkarza z potencjałem na wysoki transfer zagraniczny. Nie może to dziwić, skoro Bośniak został najlepszym zawodnikiem na swojej pozycji w ekstraklasie. Praktycznie zaraz po rekonwalescencji związanej z urazem uda „wskoczył” do bramki Rakowa na mecz ze Slavią Praga i trzeba przyznać – długo utrzymywał częstochowian w grze o awans.

Sobotni występ w Krakowie Kovaczević będzie chciał bardzo szybko wyrzucić z głowy. 24-latek przy dwóch z trzech trafień Cracovii mógł zachować się lepiej. Oczywiście, zastrzeżenia trzeba mieć do całego zespołu z Częstochowy, tak błędy perspektywicznego bramkarza były po prostu najbardziej widoczne i klarowne, szczególnie że Kovaczević nie zwykł ich popełniać. Być może jednak „czary”, przywołane na pomeczowej konferencji przez trenera Rakowa działają także na Bośniaka.

W poprzednim sezonie w meczu przy Limanowskiego, jednym z decydujących o losach mistrzostwa Polski, Kovaczević także wpuścił piłkę, którą w normalnych okolicznościach by zatrzymał. Teraz jednak bramkarz Rakowa musi, podobnie jak reszta kolegów oczyścić głowę i przygotować się do ważnego spotkania w najbliższą niedzielę.

Częstochowianie na własnym stadionie będą chcieli poskromić Legię. „Wojskowi” pod wodzą Kosty Runjaicia prezentują się coraz lepiej. Od meczu z Cracovią pod koniec lipca nikt nie znalazł na nich sposobu. Owszem, zwycięstwa Legii nie są spektakularne, jednak triumf to triumf. Ostatnia rywalizacja z Rakowem przy Limanowskiego zakończyła się remisem, stąd obie strony będą chciały tym razem przechylić szale na swoją stronę.


Na zdjęciu: Częstochowianie porażką zakończyli napiętą część terminarza.

Fot. Marcin Bulanda/Pressfocus