Realne wzmocnienie czy tylko moda?

Wszyscy doskonale znają powiedzenie „Cudze chwalicie, swego nie znacie” i wielu powołuje się na nie, analizując zatrudnianie w polskiej ekstraklasie zagranicznych szkoleniowców. Nie brakuje jednak zwolenników innego powiedzenia – „Cudze chwalicie – dobrze robicie!”. Zastanówmy się, czy obcokrajowcy na trenerskich ławkach są wartością dodaną dla drużyn, które prowadzą. Na przykład ilu młodych piłkarzy wypromowali itp.

Niewypały

W tym sezonie zagranicznych trenerów zatrudniało sześć klubów. Piszę w czasie przeszłym, bo Walijczyk Adam Owen nie dokończył swojej misji w gdańskiej Lechii. Nawiasem mówiąc bardzo dziwne, że właściciele klubu trzymali go tak długo za sterami drużyny. Wielokrotnie dawał dowody swoich „kompetencji”, więc żądać od niego zwycięstw zespołu to tak, jak żądać od ślepca czytania sanskrytu.

Niewypałem był również angaż w warszawskiej Legii Chorwata Romeo Jozaka, którego zastąpiono jego rodakiem, Deanem Klafuriciem. Wszyscy jednak doskonale wiedzą, że to rozwiązanie tymczasowe, niezależnie od tego, czy obrońca mistrzowskiego tytułu znowu pokaże plecy wszystkim konkurentom.

Bez gwarancji

Ocena pracy zagranicznych szkoleniowców w kilku ostatnich latach nie jest ani zdecydowanie negatywna, ani zdecydowanie pozytywna. Nie brak takich, którzy zostawili po sobie dobre wrażenie, ale również takich, którzy zawiedli na całej linii. Wniosek? Angaż obcokrajowca nie jest gwarantem uzyskania satysfakcjonującego wyniku przez drużynę.

– Nie wiem dlaczego niektórzy właściciele klubów na siłę zatrudniają trenerów zagranicznych – przyznaje Romuald Szukiełowicz. – Obcokrajowiec nie jest w stanie zagwarantować określonego wyniku, bo po prostu klubów nie stać na opłacanie trenera z najwyższej półki. Myślę, że zatrudnienie „obcego” trenera wynika z pewnego rodzaju kompleksów naszych prezesów, którzy chcą mieć na ławce kogoś z zewnątrz. A najlepiej, żeby kiedyś grał w piłkę i był w miarę znany w Europie.

Teza postawiona przez trenera Szukiełowicza wydaje się być trafna. Pavel Hapal nie zrobił oszałamiającego wyniku w Zagłębiu Lubin, Henning Berg, który zastąpił w Legii Jana Urbana zdobył z nią tytuł mistrza Polski, ale potem go nie obronił, zawiódł na całej linii znany z występów w Bundeslidze (HSV i Arminia Bielefeld) Thomas von Heesen. Został trenerem Lechii Gdańsk 1 września 2015 roku, w 11 kolejkach pod jego wodzą biało-zieloni zdobyli zaledwie 11 punktów i kontrakt rozwiązano. – Mówię z całą odpowiedzialnością, że w Polsce jest wielu trenerów bardzo dobrze wyedukowanych, którzy poradziliby sobie w najlepszych polskich zespołach – kontynuuje Szukiełowicz. – Muszą tylko dostać szansę. Zrobił to choćby Jacek Magiera, którego zbyt pochopnie pozbyto się z Legii. Może właściciele polskich klubów obawiają się, że przy takim dopływie zagranicznych piłkarzy polski trener będzie miał problemy komunikacyjne z drużyną. Oświadczam, że nasi trenerzy nie są tępakami bez języka, każdy zna angielski co najmniej w stopniu komunikacyjnym, a wielu wręcz perfekcyjnie. Zagraniczni trenerzy wcale nie promują młodych, polskich piłkarzy, tylko idą na wynik. Na przykład obecność w podstawowym składzie Lecha Roberta Gumnego to nie jest zasługa Nenada Bjelicy, chłopak wcześniej został wypożyczony do Podbeskidzia i tam się ogrywał. I to jest właściwa ścieżka rozwoju dla młodych zawodników, zagrać regularnie w niższej lidze, by potem stać się silnym punktem zespołu ekstraklasy.

Dwóch się sprawdziło

Z czego wynika „zauroczenie” zagranicznymi trenerami przez prezesów niektórych klubów? Pierwszy adres, który się nasuwa, to Łazienkowska w Warszawie. Jacek Magiera był tylko wyjątkiem w regule i modzie, która od kilku lat panuje w stolicy. – Nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego prezesi na gwałt chcą zatrudniać zagranicznych trenerów – przyznaje Piotr Mandrysz. – Oni nie zagwarantują rozwoju drużyny, nie poprawią jakości funkcjonowania zespołu tylko dlatego, że są obcokrajowcami. Nie oznacza to jednak, że jestem przeciwny ściąganiu zagranicznych trenerów. Gino Lettieri w Koronie i Kosta Runjaić w Pogoni Szczecin sprawdzają się. W tym ostatnim nie dał rady choćby Maciej Skorża, skądinąd bardzo dobry trener, więc jak widać, nazwisko to nie wszystko. Dodam, że w Polsce mamy bardzo dużo dobrze wyszkolonych trenerów, którzy zasługują na szansę. Mam przeczucie, że wbrew kontrolowanym przeciekom o angażu w Legii kolejnego obcokrajowca, następcą obecnego trenera będzie Polak. Mam na myśli polskiego szkoleniowca. Co do promocji polskich piłkarzy przez zagranicznych trenerów, to jest ona znikoma. Chyba tylko Sebastian Szymański z Legii stał się podstawowym zawodnikiem, Jakuba Piotrowskiego z Pogoni docenił trener Skorża, a trenerem Konrada Michalaka w Wiśle Płock jest przecież Jurek Brzęczek, nie żaden obcokrajowiec. Zagraniczni trenerzy bardzo niewiele, albo wcale, wprowadzają nowinek taktycznych. Powód jest banalny – możemy wymyślić kwadratowe jaja, ale jak zabraknie wykonawców, to pomysł można wrzucić do kosza.

Tylko obcokrajowcy!

Czy w najlepszych polskich klubach powinni pracować wyłącznie obcokrajowcy? – Zdecydowanie tak – przekonuje Sylwester Czereszewski, były piłkarz min. Stomilu, Legii i Lecha. – W naszej lidze wszystko się już „przemieliło”. Przez dwa dni zastanawiałem się, kto po tym sezonie mógłby przejąć Legię. I przez dwa dni nie znalazłem żadnego polskiego kandydata. Uważam, że nasze najlepsze kluby powinny szukać trenerów nie w najlepszych ligach europejskich, bo to za wysoka półka, ale w drugiej lidze niemieckiej, hiszpańskiej, włoskiej. To będzie gwarantem postępu, lepszej gry naszych drużyn. Dowody mamy w tym sezonie. Na plus oceniłbym grę Wisły Kraków, prezentującą ładny, techniczny futbol, chociaż w parze z tym na razie nie idą wyniki, podoba mi się Korona Kielce, duży postęp zrobiła Pogoń Szczecin, udowadniając, że można wymienić 5-6 podań, a nie grać tylko „na dzidę”. Obcokrajowiec dobrej klasy będzie dla zawodników autorytetem i dobrym zarządcą. Bo on nie ma ich uczyć grać w piłkę, tylko nimi kierować. Ma przecież do dyspozycji ukształtowanych zawodników. Natomiast należy wystrzegać się zatrudniania takich trenerów jak chociażby Besnik Hasi, którego swego czasu przekornie nazwałem „Hamszik”.

 

Obcokrajowcy w ekstraklasie

Sezon 2017/2018

Korona Kielce – Gino LETTIERI

Lech Poznań – Nenad BJELICA

Lechia Gdańsk – Adam OWEN

Legia Warszawa – Romeo JOZAK, Dean KLAFURIĆ

Pogoń Szczecin – Kosta RUNJAIĆ

Wisła Kraków – Kiko RAMIREZ, Joan CARRILLO

 

Sezon 2016/2017

Lech – Nenad BJELICA

Legia – Besnik HASI

Piast Gliwice – Radoslav LATAL, Jirzi NECZEK

Wisła K. – Kiko RAMIREZ

 

Sezon 2015/2016

Górnik Łęczna – Jurij SZATAŁOW

Lechia – Thomas VON HEESEN

Legia – Henning BERG, Stanisław CZERCZESOW

Piast – Radoslav LATAL

 

Sezon 2014/2015

Górnik Łęczna – Jurij SZATAŁOW

Lechia – Joaquim MACHADO Goncalves

Legia – Henning BERG

Piast – Angel Perez GARCIA, Radoslav LATAL

Pogoń – Jan KOCIAN (od 22 października 2014)

Ruch Chorzów – Jan KOCIAN (do 6 października 2014)

Zawisza Bydgoszcz – Jorge Manuel da Silva PAIXAO.

Komentarze