Ruch Chorzów. Jak Idzik stał się dzikiem

Kibice Ruchu mogą przecierać oczy ze zdumienia. Mariusz Idzik od momentu przenosin do Chorzowa wręcz irytował nieporadnością – mimo zaufania, jakim darzyli go kolejni trenerzy (Marek Wleciałowski, Jan Kocian, Łukasz Bereta). W ostatnich kilkunastu dniach stał się jednak istnym golleadorem i jednym z liderów zespołu. Dorobek 5 goli i 2 asyst, jaki skompletował w trzech ostatnich występach, pozwala wręcz stwierdzić, że w ataku „Niebieskich” nie biega już Idzik, a – jak na realia tego szczebla rozgrywkowego – prawdziwy dzik! – Od początku sezonu Mariuszowi brakowało bramki z gry. Zdobył ją w Bielsku-Białej z Rekordem, szybko dorzucił drugą i jest teraz innym zawodnikiem. Nabrał pewności siebie, gra bardzo dobrze. Cieszymy się z jego przełamania, mocno na niego liczymy – mówi trener Łukasz Bereta.

Znajomy trener

22-latek przebudził się. Spadek do III ligi z Ruchem oznaczał dla niego powrót na poziom, na którym debiutował jako 17-latek – w barwach rezerw Śląska Wrocław, którego jest wychowankiem. Krótko po osiągnięciu pełnoletności, w sezonie 2015/16, strzelił w III lidze 7 goli. Wtedy też przywitał się z ekstraklasą. Łącznie uzbierał w niej 7 występów, ten ostatni – w grudniu 2016 roku. Najwyższym poziomem, na którym trafiał do siatki, była I liga. Był jeszcze młodzieżowcem, gdy zdobył 4 bramki dla Wisły Puławy. Prowadził ją Adam Buczek – ten sam, który dziś zawita na Cichą w roli szkoleniowca rezerw lubińskiego Zagłębia.

Do Chorzowa napastnik przeniósł się po 1,5-rocznym pobycie w Miedzi Legnica – nieudanym, skoro ostatnie miesiące spędził już tylko w rezerwach. W Ruchu długo nie pokazywał nic, co wskazywałoby, że ma w CV pobyt na najwyższym szczeblu. Wiosną w II lidze strzelił jednego gola. Ten sezon zaczął co prawda od bramki w pucharowym spotkaniu ze Skrą Częstochowa – tyle że z karnego, do którego… nie był wyznaczony. W pierwszych kolejkach III ligi też mógł irytować.

Sam od siebie wymaga

Gdy już jednak odblokował się, to na dobre. Z Rekordem strzelił 2 gole, z Górnikiem II do gola dołożył asystę, a ostatnie spotkanie z Piastem Żmigród zakończył z 2 golami i asystą. To wywindowało go na czoło klasyfikacji snajperów.

– Dużo od siebie wymagam, dlatego gdy brakowało z mojej strony goli, miałem w głowie to, że jestem na boisku od strzelania. Nic nie chciało wpaść, na szczęście przyszło przełamanie. Trudno mówić o jakimś sekrecie. Konsekwentnie trenowałem i w końcu przełożyło się to na bramki i asysty. Wymaga się ode mnie przebywania w polu karnym i wykańczania akcji, ale lubię czasem zejść też nieco niżej, „poczuć” piłkę. Złapanie pewności siebie było mi potrzebne. Pierwszy gol mi pomógł, potem już poszło – dzieli się wrażeniami Idzik. Trenerzy chwalą go też za dyspozycję fizyczną. W meczu jest w stanie wykonać dwa razy więcej sprintów niż drugi najlepszy pod tym względem zawodnik w zespole.

Czują się pewnie

W „Niebieskiej eRce”, czyli biuletynie meczowym chorzowskiego klubu, znalazł się ostatnio jego plakat. Sam żartował, że koledzy z szatni wywiesili mu go nad szafką już przed spotkaniem ze Żmigrodem. Na jednej z aukcji charytatywnych to koszulka z jego nazwiskiem cieszyła się największą popularnością, co pokazuje, że zyskał już sympatię kibiców. Niektórzy twierdzą wręcz, że pewnie zimą odejdzie. Jego kontrakt obowiązuje do czerwca 2020 roku.

Ta najbliższa przyszłość to jednak zaległe starcie 1. kolejki z Zagłębiem II. Ruch, który w 4 ostatnich kolejkach zdobył 8 punktów, chce iść za ciosem. – W końcu przełamaliśmy się na własnym stadionie. Czujemy się tu pewnie, mamy swoje schematy i wiemy, że jeśli będziemy konsekwentnie je realizowali, to przyniosą efekty. Trenerzy mają do dyspozycji pełny skład i widać, że idą za tym wyniki. Gramy co prawda ostatnio co trzy dni, ale to nie jest dla nas problem – mówi Idzik.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze