Ruch Chorzów. Niedziela na Suchych Stawach

Niebieskich” czeka najbliższy wyjazd w sezonie. – O nasze umiejętności typowo piłkarskie i taktyczne jestem spokojny, ale to bardzo rzadko wystarcza – ostrzega trener Jarosław Skrobacz przed meczem z Hutnikiem Kraków.


Ruch Chorzów osiągnie w niedzielę półmetek sezonu, bardzo dla siebie na razie udanego. W tym roku beniaminka czekają jeszcze cztery mecze: hitowy z Motorem Lublin przy Cichej oraz trzy wyjazdowe. Pierwszy z nich już w niedzielę – i zarazem ten najbliższy. Jako że chorzowianie są w II lidze jedynym przedstawicielem woj. śląskiego, nie mają krótszej trasy niż do Krakowa, dlatego ruszą tam bez noclegu, co tej jesieni im się nie zdarzało.

Mogliby grać dłużej

„Niebiescy” mają szansę zakończyć rok w świetnych nastrojach. Są wiceliderem, a ich przewaga nad peletonem okupującym strefę barażową wynosiła przed tą kolejką aż 8 punktów. Jako że w najbliższych tygodniach mierzyć się będą z przedstawicielami dolnej części tabeli, zima w Chorzowie może być naprawdę przyjemna.

– Pamiętamy, z kim potraciliśmy punkty – tonuje trener Jarosław Skrobacz. – Prawie z całą czołówką wygrywaliśmy, a gorzej szło nam z dołem, dlatego wyznaczanie sobie celów na końcówkę roku byłoby teraz samobójstwem. W Krakowie chcemy zagrać dobry mecz, a potem myśleć o następnym w Siedlcach. Patrząc na naszą dyspozycję, myślę, że liga mogłaby trwać jeszcze dłużej niż 4 tygodnie. Obyśmy mogli tak powiedzieć po ostatnim meczu…

Otwiera się przed nami doskonała szansa na poprawienie dorobku i takie nastawienie ma wiele postronnych osób obserwujących tę ligę. My jednak nie możemy tak do tego podejść. Finisz i najbliższy mecz musimy potraktować z należytym szacunkiem. Poziom zaangażowania trzeba mieć na najwyższym pułapie, byśmy mogli o czymś myśleć. O nasze umiejętności typowo piłkarskie, taktyczne, mogę być spokojny, ale to bardzo rzadko wystarcza. Dlatego niezwykle ważne będzie nastawienie.

Zmiana ustawienia

Ruch zagra na wyjeździe pierwszy raz od felernego występu w Pruszkowie (0:2 ze Zniczem), po którym sztab szkoleniowy – na drugą z rzędu i drugą w sezonie porażkę – zdecydował się zareagować, zmieniając ustawienie z trójki na czwórkę obrońców. Miejsce na stoperze stracił Tomasz Dyr, zastępujący kontuzjowanego Konrada Kasolika, a do składu mogli wskoczyć Kacper Będzieszak i Marcin Kowalski, którzy wcześniej w ustawieniu z wahadłami nie grali regularnie. Drużyna zareagowała świetnie, pokonując u siebie z Olimpię Elbląg (1:0) i Śląsk II Wrocław (5:2).

– Do modyfikacji skłoniły nas nie tyle wyniki, co personalia. Powtarzam, że trójka stoperów i wahadła dają nam dużo możliwości, a 12 kolejek, w ciągu których nie przegraliśmy, potwierdzają słuszność tego wyboru. Do każdego ustawienia trzeba mieć jednak wykonawców. Skoro na teraz ich nie mamy, to musieliśmy szukać rozwiązań – tłumaczy trener Skrobacz, nawiązując do małej liczby środkowych obrońców. Od dłuższego czasu rehabilituje się Kacper Kawula, w tym roku raczej nie zagrają Patryk Sikora i wspomniany Kasolik, dlatego „Niebieskim” ostało się dwóch zdrowych stoperów, Filip Nawrocki i Bartłomiej Kulejewski.

Nie będzie święta

„Niebiescy” są zdecydowanym faworytem niedzielnego (13.00) meczu. – Hutnik pokonał Chojniczankę czy Wigry, dlatego trzeba zdać sobie sprawę, że nie będzie łatwo. Rywali porównałbym do Garbarni. To zespół, który stara się grać w piłkę, utrzymywać przy niej, wymieniać sporą liczbę podań po ziemi – ostrzega Jarosław Skrobacz.

Krakowianie nie wygrali od ponad miesiąca, ale ostatnie 0:0 w Pruszkowie traktują za dobrą monetę. – Mecz ze Zniczem pokazał, że zespół potrafi walczyć – mówi prezes Artur Trębacz w klubowej telewizji. – Takiego Hutnika chcemy oglądać zawsze. Jeśli będziemy tak grać, to widzę szansę, by wygrzebać się z tego nieciekawego położenia, ale nie ma już czasu, by dobre mecze przeplatać tak słabymi, jak w Grodzisku czy Ostródzie. Drużyna ma potencjał na coś więcej niż przedostatnie miejsce, ale 9 punktów straty do bezpiecznej pozycji niepokoi.



W niedzielę na Suchych Stawach nie będzie kibicowskiego święta, bo Hutnik ma problem z infrastrukturą. – Sektor dla kibiców gości ma 50 miejsc i nie możemy wpuścić ani jednej osoby więcej. Tego nie jesteśmy w stanie przeskoczyć – przyznaje prezes Hutnika.


24 LATA z kilkumiesięcznym okładem minęły od ostatniego oficjalnego meczu Hutnika z Ruchem. W czerwcu 1997 chorzowianie wygrali na Suchych Stawach 5:3 i w sporej mierze dzięki temu utrzymali się w ekstraklasie, a krakowianie z niej spadli i już nie wrócili. Gole dla „Niebieskich” strzelali Mirosław Bąk (2), Krzysztof Bizacki, Maciej Mizia i Mamia Dżikija, a 45 minut rozegrał… obecny prezes klubu Seweryn Siemianowski.



Na zdjęciu: Patrząc na obecną dyspozycję chorzowian (z prawej Marcin Kowalski), ich szkoleniowiec może żałować, że w tym roku jego podopieczni rozegrają tylko cztery mecze…

Fot. Rafał Rusek/PressFocus