Ruch Chorzów. Nowa energia

 

Kilkaset osób zgromadziło się w sobotnie przedpołudnie na „Kresach”, by – korzystając z przyjaznej aury – zobaczyć Ruch na tle wyżej notowanego przeciwnika. Frekwencja z pewnością przewyższała III-ligową średnią z innych stadionów, co dobitnie pokazuje, jak w Chorzowie tęskno już za piłkarską wiosną.

A na bogatej liście przyśpiewek, realizowanej przez grupę bajtli z Mikołowa, nie zabrakło również tych adresowanych do prezydenta Andrzeja Kotali, przypominających o niespełnionych obietnicach związanych z budową nowego stadionu.

Uśmiechy na twarzach

Skandowano też nazwisko Łukasza Surmy, szkoleniowca Garbarni. – Długo czekałem na ten sparing. Z Ruchu mam wiele wspaniałych wspomnień. Dwukrotnie trafiłem tu jako zawodnik, za każdym razem udawało się coś zrobić. Czuję ogromny sentyment do tego miejsca.

Tu osiągnąłem piłkarską dorosłość, a dziś jako trener czerpię z tych, którzy szkolili mnie przy Cichej. Życzę awansu. W pewnym momencie ludzie prowadzący ten klub nie dorastali do jego historii, marki. To kończyło się spadkami. Dziś widzę uśmiechy, co pokazuje, że w Ruch wstępuje nowa energia. To bardzo dobrze wróży na przyszłość – podkreślał Surma.

Jego drużyna była górą, o czym przesądził gol 20-letniego Mateusza Wyjadłowskiego z samej końcówki. Lepiej w tej sytuacji mógł zachować się bramkarz Ruchu, Tomasz Nowak. – Nie był to porywający mecz, tempo nie było najwyższe, ale musimy być gotowi na ligę. Dla moich zawodników to było pewne przeżycie. Nie zawsze na sparingi przychodzi tyle ludzi, co w Chorzowie – mówił trener 11. zespołu II-ligowej tabeli.

Rezerwy „Ecika”

Patrząc przez pryzmat pełnych 90 minut, to wicelider III grupy III ligi sprawiał ciut lepsze wrażenie. Zabrakło nie tylko bramek, lecz nawet dogodniejszych sytuacji. O ile tydzień wcześniej, przy okazji sparingów ze Spartą Lichtenberg (3:2) i Szombierkami Bytom (4:0) zarysowywał się ewidentnie pierwszy skład oraz ten złożonych ze zmienników, o tyle tej soboty trener Łukasz Bereta trochę pomieszał, co pewnie nie pozostało bez wpływu na postawę chorzowian.

W barwach Ruchu znowu zaprezentowali się defensorzy Mateusz Gajda (Śląsk Świętochłowice) i Kacper Kawula (GKS Jastrzębie). Warunki półrocznego wypożyczenia tego drugiego z I-ligowca zostały już ustalone. – Nie spodziewamy się już kolejnych nowych twarzy. O miejsce w kadrze walczą jednie młodzi zawodnicy z naszej akademii. Jeśli uznamy, że teraz jest jeszcze za wcześnie, to ponowimy temat latem – zaznaczał szkoleniowiec „Niebieskich”.

Kibice z pewnością więcej oczekują od Łukasza Janoszki. „Ecik”, który wrócił na Cichą po 6 latach, a ostatni rok spędził w Stali Mielec, w sobotę zdecydowanie nie błyszczał. – Są duże rezerwy. Łukasz musi przywyknąć, że partnerzy mogą grać trochę słabiej niż w jego poprzednich klubach – nie ukrywał Bereta.

Statyw, kamera, lusterko

Ciekawostką jest fakt, że był to pierwszy przegrany przez Ruch zimowy sparing na polskiej ziemi od dawien dawna – bo czasów jeszcze ekstraklasowych. Na murawie nie działo się na tyle dużo, by bez echa przeszły dwa okołomeczowe wydarzenia z I połowy.

Silny wiatr przewrócił wtedy i uszkodził kilkumetrowy statyw z kamerą, używany przez sztab Ruchu do kręcenia meczów, ale dużo bardziej kuriozalna była inna sytuacja. Futbolówka wybita przez któregoś z chorzowian poszybowała nad piłkochwytem i ogrodzeniem, w stronę zjazdu na Drogową Trasę Średnicową. I urwała lusterko w przejeżdżającym akurat aucie!

Ruch Chorzów – Garbarnia Kraków 0:1 (0:0)

0:1 – Wyjadłowski, 89 min

RUCH: Lech (30. Smug) – Kwaśniewski, Kawula, Kulejewski, M. Kowalski – Mokrzycki, Foszmańczyk – Paszek, Cioch, Winciersz – Tsuleiskiri; [II połowa]: Smug (30. T. Nowak) – Lechowicz, Słota, Iwan, Bartolewski – Gajda, Podgórski – Rudek, Siwek, Janoszka – Idzik. Trener Łukasz BERETA.

GARBARNIA: Frątczak – J. Kowalski, Kujawa, Duda, Masiuda, Mruk – Szewczyk, Kołbon, Nakrosius – Feliks, Słoma oraz Kozioł, Dzierżak, Klimek, Kardas, Radwanek, Kostrubała, Kuczak, Serafin, Marszalik, Włodyka, Wyjadłowski. Trener Łukasz SURMA.

 

Zobacz komentarze po meczu:

 

Na zdjęciu: Pod chorzowską bramką często dochodziło do spięć i jedna z sytuacji zakończyła się golem.

Komentarze