Ruch Chorzów. Płyną pozytywne informacje

Mam nadzieję, że w kluczowych meczach tej rundy Mariusz Idzik będzie do naszej dyspozycji – mówi Łukasz Bereta, szkoleniowiec Ruchu Chorzów.


Do ośmiu przedłużona została seria ligowych zwycięstw Ruchu przy Cichej, który wiosnę rozpoczął zgodnie z planem, bo od pokonania 3:0 beniaminka ze Świdnicy, co pozwoliło wejść w rundę rewanżową z przewagą psychologiczną – zapas punktów nad pauzującą w weekend Polonią Bytom wzrósł do pięciu.

– Wiadomo, że pierwszy mecz jest zawsze niewiadomą. Zagraliśmy po długiej przerwie na naturalnej nawierzchni, a sądzę też, że Świdnica zaprezentowała się lepiej niż w rundzie jesiennej, dlatego brawa dla naszej ekipy za 3:0. Cieszy wynik, brak straty bramki i to, że dobrze pokazały się nowe osoby wchodzące do zespołu – mówi trener Łukasz Bereta.

By kibice nie liczyli

Na listę strzelców wpisali się obaj debiutujący w barwach „Niebieskich” zawodnicy – Piotr Wyroba i Michał Biskup. – To bardzo ważne, zwłaszcza dla Michała. Gdy napastnik nie strzela, to kibice mu liczą: pierwszy mecz bez gola, drugi mecz bez gola… Od zawodnika na tej pozycji oczekuje się bramek i Michał spełnił to zadanie.

Wraz z Piotrkiem z bardzo dobrej strony pokazywali się już w sparingach, a na rozpoczęcie ligi potwierdzili tę dyspozycję. Jestem zadowolony – podkreśla Bereta, którego musi cieszyć fakt, że Biskup godnie zastępuje w ataku kontuzjowanego Mariusza Idzika. Najlepszy snajper „Niebieskich” w ostatnim zimowym sparingu naderwał więzadło, ale sobotni mecz oglądał już bez kul.

– Płyną do nas pozytywne informacje. Po pierwszej diagnozie, o częściowym zerwaniu więzadła, były jeszcze kolejne konsultacje. Zobaczymy, co się z tego „urodzi”. Mam nadzieję, że w kluczowych meczach tej rundy Mario będzie do naszej dyspozycji – zaznacza szkoleniowiec Ruchu, który tuż przed zamknięciem zimowego okna transferowego pozyskał jeszcze dwóch zawodników, wypożyczając obrońcę Anatolija Kozłenkę z GKS-u Tychy i napastnika Bartosza Guzdka z Rekordu Bielsko-Biała.

– Guzdek przekonał postawą w meczach ligowych, bo nie było okazji przetestować go u nas. Pojawił się dopiero na piątkowym rozruchu. Mieliśmy już wtedy plan na mecz ze Świdnicą i nie zmienialiśmy go, dlatego jeszcze nie wzięliśmy go do kadry. Fajnie, że do nas doszedł. Z pewnością będzie potrzebował trochę czasu, by wywalczyć miejsce w składzie, ale to alternatywa. Oby nam pomógł – przyznaje trener Bereta, który na ławce nie miał także w sobotę do dyspozycji Kozłenki.

Czekając na Ukraińca

Ukrainiec oczekiwał jeszcze na dopełnienie ostatnich formalności związanych z uzyskaniem pozwolenia na pracę. – Lewa noga, bardzo dobre wprowadzenie piłki, 195 cm wzrostu… Ma predyspozycje do tego, by grać. Teraz wyszliśmy składem bez niego, wygraliśmy, a w takich okolicznościach zawsze trudniej obrońcy się przebić, ale to solidna alternatywa. Nie ma też z nim żadnych problemów komunikacyjnych, ma supercharakter. Zaimponował tym, jak bardzo mu zależało, by grać w Ruchu – opisuje zawodnika szkoleniowiec drużyny z Cichej.


Czytaj jeszcze: Zwycięska premiera wiosny przy Cichej

Wśród rezerwowych zabrakło też Tomasza Mamisa, ściągniętego ze Śląska Wrocław. 19-letni skrzydłowy zagrał w niedzielę w meczu makroregionalnej ligi juniorów z Celulozą Kostrzyn. Ruch wygrał 9:0, Mamis zdobył jedną z bramek.

– Nasi młodzi zawodnicy wyglądają w większości bardzo dobrze. Kuba Siwek, Kuba Rudek… Trudno się zdecydować, na którego postawić. Tomek miał zimą dobry moment, fajnie zagrał z Rozwojem, z Wartą Zawiercie wywalczył karnego. W ostatnim tygodniu prezentował się jednak nie tak pozytywnie jak inni i stąd moja decyzja. To zawodnik perspektywiczny. Zmienił otoczenie, przeprowadził się… Gdy wszystko sobie poukłada, to jestem pewny, że będziemy mieli z niego pożytek – przekonuje Bereta.

Spokój przede wszystkim

Przed Ruchem kolejne domowe spotkanie z rywalem ze strefy spadkowej: w sobotę na Cichą zawita Foto-Higiena Błyskawica Gać. – Już w sparingach było dobrze, z Garbarnią czy Rozwojem graliśmy płynnie od 1 do 90 minuty, jesteśmy przygotowani do wiosny. Nigdy nie wiadomo, co zdarzy się w danym mikrocyklu treningowym, ale przed jej inauguracją byłem spokojny i przed kolejnymi spotkaniami też będę – podkreśla szkoleniowiec, którego poirytowały jedynie 4 żółte kartki, jakie jego zawodnicy ujrzeli ze świdniczanami.

Kacpra Będzieszaka eliminuje ona z występu w sobotę. – To minus meczu, w którym dominujemy i widać, że raczej wygramy. Szkoda takich kartek, bo one mogą mieć w dalszej fazie sezonu znaczenie – przyznaje Łukasz Bereta.


Na zdjęciu: Po inauguracji rundy rewanżowej trener Łukasz Bereta mógł przybić „piątkę” nie tylko z Michałem Biskupem, który postawił pieczęć na zwycięstwie.

Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

Komentarze