Ruch Chorzów. Pozytywne nastawienie

Patrzymy na ten zespół z wiarą. Jesteśmy po sporych retuszach, kilku zawodników potrzebuje czasu – mówi trener Jarosław Skrobacz po remisowej inauguracji II-ligowej wiosny.


Ruch zawiódł na inaugurację II-ligowej wiosny – mniej grą, dużo bardziej wynikiem, bo choć rezerwy poznańskiego Lecha zawitały w niedzielne popołudnie na Cichą po 11 ligowych występach bez porażki, to gospodarze mieli je już „na widelcu”. Na 3 minuty przed końcem stracili jednak bramkę na 2:2.

– Zmierzyliśmy się z naprawdę dobrym przeciwnikiem i mówię to bez żadnej kurtuazji – podkreśla trener Jarosław Skrobacz.

– To było widać, szczególnie po dokonanych przez Lecha zmianach. Powiew świeżości, umiejętność przejścia do ataku szybkiego – to mogło imponować i sprawiało nam duże problemy. Możemy mieć z pewnością do siebie żal, że nie wygraliśmy. Mając takie sytuacje, jak przy stanie 2:1… One były stuprocentowe, albo trafialiśmy w bramkarza, albo nie trafialiśmy w bramkę. Bardzo często piłka jest brutalna i to w tym meczu nas obnażyło. Ciężki mecz, niestety nie zakończyliśmy go zdobyciem 3 punktów i jest to dla nas zawód. W tej lidze, mając takie okazje, trzeba je wykorzystywać.

Sam się musi odbudować

Kibice mieli zastrzeżenia do sztabu o dokonane roszady, bo finalnie ani Vanja Marković, ani Piotr Stępień, nie pomogli zespołowi i ten zamiast zacząć grać lepiej, znacznie obniżył loty.

– Zawsze po meczu fajnie się mówi, że można było zrobić to czy tamto. Gdybyśmy zrobili jedno, byłyby zarzuty o drugie. Mieliśmy kapitalne okazje na trzeciego gola, należało je wykorzystać i byśmy teraz o tym nie rozmawiali – zaznacza szkoleniowiec „Niebieskich”, który w środku pola nie postawił na Serba od pierwszej minuty.

– Vanja doszedł do nas późno, w ostatnim momencie, ale bardzo mocno na niego liczymy. A Michał Mokrzycki i Patryk Sikora grali dobre zawody – ocenia Skrobacz.

Ruchowi nie pomogły zmiany, nie pomógł też bramkarz, bo choć w drugiej połowie Jakub Bielecki zanotował jedną świetną interwencję, to bilans wyszedł na zero, jako że na sumieniu ma bramkę na 0:1, poprzedzoną jego prostym błędem.

– Sam się teraz musi odbudować. I musi być skoncentrowany. Przez pierwszych 15-20 minut nadawaliśmy ton grze, Bielecki był bez interwencji i jego zadaniem było utrzymanie koncentracji. To trudne mecze dla bramkarza, jeśli nie ma żadnej interwencji, a potem musi się wykazać. Popełnił błąd. Nie pierwszy i nie ostatni – przyznaje trener chorzowian.

Piąty raz bez pełnej puli

Musi niepokoić, że „Niebiescy” nie wygrali w lidze już piątego kolejnego meczu. Po raz ostatni pełną pulę zgarnęli w drugi weekend listopada z rezerwami Śląska Wrocław (5:2). Potem była porażka z Hutnikiem Kraków (0:2), remisy z Motorem Lublin (0:0) i Pogonią Siedlce (1:1), a także porażka w Bełchatowie (1:2). Wiosną Ruch znów stracił punkty, a plasująca się tuż nad nim Chojniczanka dzięki wygranej (3:0) w Stężycy z Radunią powiększyła przewagę do 4 punktów, mając w nieodległej perspektywie domową konfrontację z chorzowianami. O dogonieniu Stali Rzeszów (11 pkt straty) przy Cichej nawet nie ma już sensu myśleć.

– Stal i Chojniczanka weszły w tę rundę kapitalnie, a co do nas – nie przesadzajmy. Mecz z rezerwami Lecha był dobry, fajny, padły bramki, widowisko było przednie, na takie przychodzą kibice. Nie zawsze się wygrywa, przeciwnicy też mają taki zamiar i swoje cele. Patrzymy na ten zespół pozytywnie i z wiarą. Jesteśmy po sporych retuszach, kilku zawodników potrzebuje czasu, by wejść w tę drużynę. Pozytywne myślenie i nastawienie: to przede wszystkim – podkreśla Skrobacz, którego podopieczni w najbliższej kolejce – w sobotnie południe – zagrają na wyjeździe z Garbarnią Kraków.


Na zdjęciu: Po inauguracji wiosny strata Łukasza Janoszki i spółki do wicelidera z Chojnic powiększyła się do 4 punktów.
Fot. Marcin Bulanda/PressFocus